Pracuję w salonie Itaki już jakiś czas i muszę powiedzieć że mam mieszane uczucia. Zarobki moim zdaniem średnie choć faktem jest, że dużo zależy od Ciebie samego. Są natomiast okresy, w których nie przeskoczysz tego, że zainteresowanie jest mniejsze. Potem nadchodzą lepsze miesiące, pensja jest wyższa ale z kolei często kosztem wyczerpania nerwowego. U nas salonie zawsze brakuje osób do pracy więc nierzadko jest tak, że jest się z tym samemu. W sezonie dzień w dzień po jednej stronie masz kolejkę ludzi, po drugiej co chwilę dzwoni telefon, przychodzi mail, ręką robisz oferty, drugą drukujesz klientowi dokumenty, nogą w tym czasie sprzątasz (bo biuro musi być czyste, to normalne) a rzęsami potwierdzasz rezerwacje. Bywały dni, że po 11 godzinach pracy oferty kończyłam jeszcze w domu. Ludzie przychodzą i odchodzą, często da się wyczuć że i tak nie kupią ale zasada jest jedna - ciśnij klienta do końca, póki jeszcze odbiera telefon i nie każe ci wy... Nie lubię tego, że do klientów non stop trzeba dzwonić i się im napraszać. To jasne, że trzeba im o sobie przypomnieć, tak działa marketing, ale w tym sektorze często jeśli ktoś jest zainteresowany a oferta jest dobra to wróci sam i kupi, nie musisz mu o tym 5 razy przypominać. To wszystko za pensję, która przy takim nakładzie sił naprawdę mogłaby być lepsza. Jeśli chodzi o zarobki - podstawa około 1800-2000, reszta to prowizje. Z prowizji, w dobrym miesiącu wyciągnąć możesz kilkaset złotych ale ciężko jest określić czy to będzie 400 zł (może i mniej) czy 800, pensja nie jest stała. W takim mega dobrym miesiącu, ale to już musisz naprawdę paść twarzą na biurko, da się wyciągnąć do 3,5 tys. na rękę (oczywiście to też zależy od miasta i lokalizacji danego salonu, siłą rzeczy w centrum wielkiego miasta będzie łatwiej). Pracując we franku faktycznie z prowizjami bywa różnie a jako szeregowy pracownik nie zawsze będziesz w stanie się doliczyć (zwłaszcza jeśli różnica nie jest duża albo szef chce cię wykorzystać, ma duże pole do manewru, pozostaje wierzyć w uczciwość ludzką). Jest to na pewno praca dla ludzi o mocnych nerwach, gotowych na presję. Jeśli komuś wydaje się, że ta praca polega na siedzeniu przed kompem, odpisywaniu na maile i usmiechaniu się podczas rozmów o miłych wakacjach w Grecji to myli się. Trzeba się stykać z wieloma stresującymi sytuacjami i nie mówię tu tylko o klientach, którzy marudzą i są niemili czy roszczeniowi. ALE jeśli ktoś kocha podróże i interesuje się nimi to się odnajdzie (zapewne), zależy jeszcze na jaki salon trafi bo wiem, że bywa różnie. Na pewno praca zarówno w Itace jak i w każdym biurze podróży wymaga znajomości zagadnień z wielu różnych dziedzin. Jako osoba pracująca w salonie musisz i umieć liczyć kasę, i ogarniać jakieś rzeczy z księgowości czasem, geografię mieć w małym palcu, dobrze jest też mieć rozeznanie w kwestiach prawnych co do turystyki bo bywa różnie, umiejętność rozmowy z klientem to w ogóle podstawa (to akurat oczywiste). Nie wspomnę o tym że zdarzało mi się już dobierać oferty pod kątem analizy dna morza czy siły promieniowania w danym obszarze. W tej każdej sytuacji, nawet jeśli czegoś nie wiesz, a wszystkiego nie wie nikt, nie bardzo możesz dać poznać po sobie że jesteś przerażony tym pytaniem bo możesz zepsuć całe zaufanie, które zbudowałeś. Przede wszystkim musisz być trochę takim człowiekiem gotowym na wszelkie nieoczekiwane problemy, zaradnym, takim, który wie jak się zachować i improwizować, gdzie szukać rozwiązań. Plany obsługi klienta wdrażane na szkoleniu ciekawe i innowacyjne, ale nie do zrobienia w całości, szczególnie w sezonie - chyba, że faktycznie umiesz się rozdwoić. Według informacji ze szkolenia powinno odbierać się telefon do trzeciego sygnału i poświęcać każdemu klientowi minimum pół godziny. Kocham podróże więc jestem zadowolona z możliwości, jakie daje mi Itaka, wiem jednak, że to jest raczej praca na jakiś czas niż na życie. Za dużo nerwów za takie pieniądze, za dużo niedomówień (w salonach własnych może jest inaczej). Coś bardziej na zasadzie cennego doświadczenia. Moja szefowa jest fajną osobą ale np. mam wrażenie, że mocno korzysta z pracowników do oporu i nie do końca się tym przejmuje, choć konkretów zarzucić nie mogę.