Na szczęście jestem już byłym pracownikiem PGNiG. Moja przygoda z tą firmą trwała ponad rok, ale prawdę mówiąc już po pół roku rozważałem zmianę pracy. Jestem osobą młodą, wykształconą, ambitną i chętną do podejmowania wyzwań. Praca w tej firmie była moją pierwszą poważną pracą. Oczekiwania, które wiązałem z tym zatrudnieniem były ogromne, zapał do pracy niewiele mniejszy. Z takim nastawieniem trafiłem na rozmowę. Niewiele oczekiwań, zarówno zawodowych i finansowych. Czego może oczekiwać człowiek po studiach szukający pracy w trakcie trwania pandemii? Wyłącznie zatrudnienia w zawodzie. Miesiąc po rozmowie rekrutacyjnej, która przebiegła w bardzo przyjaznej atmosferze podziękowano mi. Pomyślałem, trudno, szukam dalej, jednak za kilka dni dostałem telefon, że znajdzie się dla mnie etat na zastępstwo. Radość ogromna. Idę. Pierwsze dni przebiegały w bardzo miłej atmosferze, trafiłem do przyjaznego zespołu, w którym chęć szkolenia mnie i przekazania wiedzy przewyższała powagę moich obowiązków (XD), ale tak było. Z dużym zaangażowaniem przyswajałem wiedzę. Byłem bardzo pozytywnie do wszystkiego nastawiony. Żadnych podejrzeń nie wzbudzały we mnie nawet opinie ludzi pracujących w tym zakładzie od wielu lat o kierownictwie i ogólnie o pracy tutaj. Gdy uzyskałem uprawnienia i stałem się samodzielnym pracownikiem dostałem uwaga 100 zł brutto (!), podwyżki do mojej pensji, na zachętę. Chcąc nie chcąc zawsze to dodatkowy grosz. Z biegiem czasu zacząłem się zastanawiać, czy wyuczone w miesiąc obowiązki są tym, co chcę robić w życiu. Postanowiłem wykazać jakąś inicjatywę, pokazać, że zależy mi na tej pracy i dać coś od siebie. Czy zostało to docenione? Nic bardziej mylnego. W tamtym momencie wraz ze zmianą nastawienia kierownictwa do mnie ja zmieniłem swoje nastawienie do tej pracy. Okazało się, że wystarczy absolutne minimum zaangażowania aby mieć tą pracę. Kierownictwo nie chwali za nic, nie nagradza, nie zachęca do rozwoju. Człowiek w tej firmie nie może się rozwijać, bo w momencie gdy to się stanie zmieni pracę na lepszą, dlatego firma mu to uniemożliwia. Przez ponad rok w tej firmie nie odbyło się żadne szkolenie, nie mówiąc o jakiejkolwiek integracji. Okej, była jakaś nędzna. Pracownicy - sobie; kierownictwo było zajęte swoim przełożonym. Atmosfera poniżej przeciętnej. Wszystko po taniości. Pracownik za cenę własnego zdrowia i życia ma wykonywać swoją pracę - BHP to jakaś kpina. Każdy robi co chce jak mu wygodniej. Nie dba się o to żeby pracownika na dłużej tylko myśli się o tym, co jest tu i teraz. Można zapomnieć o przedłużeniu umowy na czas nieokreślony - tutaj mamy klasyczny przykład balonika. Dmuchajmy powoli, zobaczymy kiedy pęknie, czyli przedłużanie umowy na czas określony ile się da, czyli do wytrzymałości pracownika. Trochę się rozgadałem, ale na samo wspomnienie o tej firmie targają mną różne emocje. Przejdźmy do prawdziwych smaczków. No więc. Zacząłem rozglądać się za inną pracą, odbyłem kilka rozmów, i długo czekałem na odpowiedź zwrotną. Moja umowa dobiegała końca, a przyszłość stała pod znakiem zapytania: tutaj czy pod mostem? Na początku ostatniego miesiąca pracy (jak wynikało z umowy) podczas rocznej rozmowy oceniającej kierownictwo nawet mnie pochwaliło. Powiedziano mi, że jestem dobrym pracownikiem i bardzo dobrze wykonuję swoje obowiązki. W obecności moich współpracowników odbyła się ta rozmowa, ale to oni na co dzień byli świadkami mojej pracy, więc luz. Tego dnia dowiedziałem się, że kierownictwo wywalczyło dla mnie umowę... na kolejne 12 miesięcy. Chciałem być fer, bo jestem człowiekiem. Wiem jak ciężko o pracownika i poinformowałem o moich planach - że chcę odejść, czekam na odzew z kilku firm i wstrzymam się z podpisaniem. W tym momencie stałem się najgorszym pracownikiem EVER. Zarzucono mi wiele złych rzeczy, które nie miały miejsca, nawet to, że przez wiele miesięcy działam na szkodę pracodawcy... Mogłem w tym momencie uderzyć w pyskówkę i bronić swojego stanowiska, ale należę do osób kulturalnych, więc wysłuchałem wewnętrznie zagotowany tego monologu. Słowa które padały z ust mojego kierownika spokojnie mogę nazwać mobingiem. Wtedy wiedziałem że muszę uciec z tej firmy. Mogę spać pod mostem, ale znam swoją wartość i nie dam się tak traktować. Ku mojemu zdziwieniu tego samego dnia po południu otrzymałem zaproszenie do nowej pracy. Umowy nie podpisałem i współpracę z firmą rozwiązałem w przeciągu dwóch tygodniu (z końcem umowy).
Opowiedziałem tak długą historię po to, żeby pokazać jak wygląda to od kulis. Jest wiele rzeczy, które można pisać o tej firmie, ale poza nieliczną grupą sympatycznych osób, moja opinia jest negatywna. Do dziś na samo wspomnienie o kierownictwie chce mi się wymiotować. nigdy nie spotkałem się z taką osobą - okropną i zwyczajnie niekompetentną, niemającą pojęcia o NICZYM co się w tej pracy ROBI, co się tam DZIEJE i nie umiejącą zaradzić wielu niespodziewanym sytuacjom. PGNiG to nie trampolina do rozwoju kariery, lecz do psychiatryka i głębokiej depresji. Nie polecam