Przepracowałem w Testronicu kilka (10+) tygodni, więc z chęcią wypowiem się na ten temat.
Najważniejsze na początku, zarobki: najniższa krajowa, z bezdyskusyjną (na plus) podwyżką po przepracowanych kolejno 500, 1000 i 2000 godzinach. Ostatecznie jest to około 17 zł/h brutto, zaczyna się od 13.
Praca i stabilność: praca polega na testowaniu gier, problem tylko w tym, że.. jest bardzo niestabilnie. W jednym miesiącu przepracujesz na jednym projekcie dwa-trzy-cztery tygodnie, w drugim miesiącu przez dwa tygodnie będziesz mieć wolne, bo nie ma projektów/jest za dużo ludzi. W połowie przypadków i tak jest za dużo ludzi, więc twoja praca polegać będzie na udawaniu, że coś robisz, albo wyłapywaniu rzeczy, które tak naprawdę nawet nie są błędami, ale w końcu za coś Ci płacą. 50 minut przerwy dziennie (2x10 min + 1x30 min). Na projektach na których ja byłem bywało różnie, raz nikt się nie czepiał czy wróciłeś z przerwy 5 minut później, czy wcześniej, a raz dostawałeś mega opierdziel za 30 sekund spóźnienia. Wracając do stabilności, jeżeli jesteście gotowi na dni/tygodnie bez pracy - pozdrawiam i życzę powodzenia.
Warto również wspomnieć, że każdy z pracowników ma cztery strajki w roku - piszesz rano wiadomość, że nie przyjdziesz do pracy, bo coś tam i sprawa załatwiona. Piąty strajk = rozwiązanie umowy i staż pracy nie ma tu nic do rzeczy. Honorują oczywiście zwolnienia lekarskie, co jest plusem. Niestety o tym się nigdzie nie wspomina, ale jeżeli akurat zdarzy się tak, że byłeś cennym pracownikiem i mogłeś liczyć na zatrudnienie w momencie gdy inni twoi koledzy mieli wolne (bo za dużo osób/za mało projektów) to po takim strajku możesz liczyć na parę dni wolnego - ot, firma mści się za twoje nieeleganckie zachowanie.
Korporacja zarządzana jest w sposób po prostu śmieszny. Leadowie (jak wyżej wspomniałem pracujący za grosze) często przez cały dzień kompletnie się opier*alają, bądź prowadzą całymi dniami dyskusje na Skype i/lub innych platformach z developerami. Tak czy siak: nie przepracowują się. Często nie będziesz wiedział co masz zrobić. A bo nie ma żadnych wyznaczonych zadań, więc siedź na tyłku i graj w grę, której nie lubisz, na platformie, której również nie lubisz, bylebyś cokolwiek robił.
Szkolenia znikome. Poza tym pierwszym, wstępnym szkoleniem podczas procesu rekrutacyjnego, nie masz za bardzo na co liczyć. Trzeba polegać na łaskawości współpracowników, a z tym bywa różnie. Może być tak, że będziesz się wdrażał na jakiś projekt kilka dni, a pod koniec tygodnia i tak wyrzucą Cię gdzie indziej - i tak.. w koło Macieju.
QA, a gamedev: Warto wspomnieć wszystkim, którzy chcieliby pracować w game developmencie jako programiści, artyści, graficy, whatever - ta praca nie otwiera wam żadnych drzwi. Będziecie gnić jako testerzy do końca życia, jeżeli zostaniecie tu dłużej. Tester w innej firmie to dalej tester i wszędzie zarabiają śmieszne pieniądze. To "najemnicy" do szukania błędów, gdy developer nie ma na to czasu. A Testronic ciągnie od klientów najwięcej ze wszystkich tego typu firm w Polsce - szkoda, że nie przekłada się to na zarobki pracowników (nie mówię tu o wszystkich, Leadowie i inni starsi stażem również zarabiają śmieszne pieniądze - to jak dostać w mordę).
Atmosfera: tutaj jest różnie. Generalnie jest to praca (bez obrazy) dla ludzi bez ambicji, a wejście w szeregi testerów firmy Testronic Laboratories równa się ponownemu wkroczeniu w okres dojrzewania i gimnazjum. Odsetek kucowatości wśród pracowników jest niezmierzalny. Jeżeli szukacie wartościowych znajomości, to się to nie uda. Większość pracowników mimo wszystko jest sympatyczna i pomocna, ale są wyjątki od reguły. Są ludzie, którzy powiedzą ci dokładnie co powinieneś zrobić, a są tacy, którzy powiedzą ci, że nie mają czasu, i na razie.
Podsumowując, jest to praca dla mało ambitnych ludzi lubiących gry wideo (mało ambitnych, nie dlatego, że lubią gry wideo, a dlatego, że praca nie oferuje żadnej przyszłości). Na dorobienie sobie paru groszy - jak najbardziej. Na utrzymanie się - nigdy w życiu. Będą wam pomagali, by następnego dnia rzucić wam kłody pod nogi. Często największym wrogiem jest nie developer, a współpracownicy, a stabilność tej pracy pozostawia wiele do życzenia.
Zrezygnowałem kilka tygodni temu i to była najlepsza decyzja jaką do tej pory podjąłem w życiu.