Musicie wziąć pod uwagę, że tego typu firmy jak m.in. Kainos to takie spółki, które skupiają się na tzw. outsourcingu. Oczywiście pojęcie to nie jest nowe i ma znacznie głębsze znaczenie w biznesie, niestety jak to bywa na naszym polskim grajdołku, pojęcia takie są przedefiniowane i przeinterpretowane na wygodniejszą (dla firmy oczywiście) formę. Firmy IT zajmujące się takim "autsorsingiem" bardzo często prowadzą (nawet w 80% przypadków) fikcyjne rekrutacje. Oczywiście one są sterowane przyszłym potrzebom, możliwościom pozyskania ważnego klienta i zlecenia na ważny projekt. Ale mają na ogól na celu uzupełnić bazę danych informacji o "kapitale ludzkim" na danym rynku pracy. Rekrutacje są przeprowadzane, czasem nawet firmy zewnętrzne są zaangażowane w proces, kandydaci zapraszani , profesjonalnie przepytywani, ale czy z tych rozmów coś wynika?
Oczywiście nie chcę pisać o firmie Kainos, bo nigdy nie byłem u nich na rozmowie, pomijając wysyłkę 4-5 razy cv do nich, ale piszę o tym, ponieważ byłem na kilkunastu takich rozmowach (w firmach zajmujących się outsorcingiem IT), nie mówiąc już o ogromnej ilości dokumentów, które wysyłałem w odpowiedzi na takie oferty. Nigdy w ten sposób nie zdobyłem prac, ale głodny zawsze informacji o przebiegu rekrutacji, nie dostając wiadomości zwrotnej, chodziłem na różne targi pracy w trójmieście, co było idealną okazją by zaczepić rekruterów przy stanowisku targowym danej firmy. Oczywiście rekruterzy zaczynali opowiadać bajkę o niesamowitych możliwościach rozwoju zachęcając mnie do bliżej poznania się z firmą. Przerywałem po chwili mówiąc, że już byłem u państwa na rozmowie wtedy i wtedy, na takie i takie stanowisko. Po chwili przechodzę do rzeczy, że chciałbym się dowiedzieć jaki jest wynik, czy państwo kogoś zatrudnili itd. itd. No i tu "automat" się zacinał, wachlarz ulotek i gadżetów targowych się kończył, żaden "coaching" nie przewidział takiej sytuacji. Zaczynały się "y, em, aa, yy" i tłumaczenia, że rekrutacja została przerwana, bo klient się nie zdecydował i takie tam. Oczywiście rekruter przy standzie musi powiedzieć, że pana cv zostaje u nas na cele czysto rekrutacyjne (bo zaczęli się bać GIODO) i wykorzystane w momencie podobnej rekrutacji na pewno weźmiemy pana ofertę pod uwagę. Jedną firmę złośliwie poprosiłem by spalili moje cv i nie chciałem, żeby moje dane zalegały u nich.
Firmy tego typu oferują na ogół 3 różne formy zatrudnienia, stajecie się ich pracownikiem na ich pensji czy monecie (często jest płaca za godzinę, w przypadku zastoju pracy taryfikator nie bije, nawet jak siedzicie w biurze), ale tak naprawdę pracujecie tylko i wyłącznie w projekcie jednego klienta, niemalże jako ich regularny pracownik zdalnie. Ja po tylu rozmowach i orientacji na rynku pracy, po prostu w ofercie wiem po krótkich zabiegach szperania w sieci, pod jaka firmę jest napisana. I jeśli oferta mnie interesuje, bezpośrednio zwracam się do firmy, która jest zainteresowana pozyskaniem pracownika na stanowisko. Jeżeli tej informacji nie znajduję, zakładam w 90%, że oferta ma na celu proces pozyskania bieżących informacji o kandydatach na danym rynku pracy, których z każdym rokiem przybywa - ktoś te studia w końcu kończy.
Także warto się zastanowić czy w ogóle warto brnąć w ten temat i nie lepiej docierać bezpośrednio do pracodawców, bez pośredników.