Pracuję w ZRE już ładnych parę lat. Bywały i gorsze i lepsze momenty, ale to co się wyprawia teraz, nie mieści się głowie.
Pamiętam jeszcze tak dobre czasy, kiedy Ty jako pełnoprawny pracownik ZRE, byłeś szanowany, mogłeś załatwić wszystko, mogłeś przyjść na nadgodziny kiedy chciałeś, chciałeś robotę - którą zacząłeś skończyć, to mogłeś zostać dłużej. Dziś... Jako ten wspomniany pełnoprawny pracownik ZRE - jesteś wrogiem. Szacunku żadnego. Teraz liczą się najemnicy, których można w każdej chwili "wyp*erdolić" jak nie będzie roboty, a i tak wrócą kiedy robota się zacznie. Tobie jako pracownikowi zatrudnionemu pod ZRE, nie wolno robić nadgodzin, bo... "jesteś za drogi". Jak tak można powiedzieć do kogoś, kto pracuje X lat, zarobił swoją pracą kupę kasy, przelał hektolitry potu, stracił wiele krwi, nerwów - "nie przyjdziesz w sobotę, czy niedzielę, bo jesteś za drogi". Za to najemnik już nie jest za drogi i nie dość, że przychodzi sobie "świątek-piątek", to jeszcze ZRE w pełni uposaża go w sprzęty do pracy, czy artykuły BHP (to też jest chore, żeby - przykładowo spawacz - na własnej działalności nie miał urwa nawet przyłbicy do spawania) - na to są pieniądze. No tak - skoro Tobie jako pracownikowi ZRE nie wolno robić świąt, no to pieniądze na narzędzia dla najemników się znajdą.
Biura na nowej bazie pękają w szwach. Z tego co słyszałem z szatni pracowniczych robi się biura, a potem nowi ludzie dostają pół (!) szafki lub w ogóle, bo: "nie mamy wolnych szafek". Gorzej jest chyba tylko transportowane bydło na ubój. No ale wypachnione i uśmiechnięte Panie w biurach nie mogą się gnieść - Broń Boże.
Od jakichś 5-6 lat nie dostałem podwyżki, bo "nie ma pieniędzy". Generalnie od takiego okresu czasu nie przypominam sobie żeby zakład zadbał w jakiś sposób o mnie jako pracownika ZRE. Naprawdę sobie nie przypominam. Ciągle tylko: "nie ma kasy", "nie ma nadgodzin", "z wczasami pod gruszą też namieszajmy, zwiększmy pułap, co by mniej płacić", "dodatki upie*dolmy" (choćby te na święta)... Płakać się chce.
Kadra zarządzająca nie ma pojęcia o tej robocie, najważniejsze jest 5S (tu w sumie niewiele mogę narzekać, bo hale naprawdę zrobiły się ładniejsze), no i to żeby Cię usrać. Odbij palca minutę za wcześnie, to Cię brakiem premii straszą lub Bóg wie czym jeszcze.
Kiedyś miałem wielką ochotę iść do roboty i pomimo tego, że wiele razy siedziało się całymi miesiącami w pracy, to jednak człowiek się cieszył, że idzie, atmosfera była lepsza, pieniądze były super, dodatków mnóstwo, kadra zarządzająca była lepsza, nie było - tak jak dziś - cieszących się mord najemników w Twoim kierunku, że robicie to samo (niejednokrotnie bywało, że jeszcze trzeba było po najemniku poprawiać), a on zarobi przynajmniej 2 razy więcej. Trochę to boli, bo jednak człowiek temu miejscu poświęcił sporo, a zakład się tak "odwdzięcza".
Pewnie pomyślicie: "a przejdź frustracie pod firmę, to też będziesz miał dobrze". Tak się składa, że nie. Moja rodzina potrzebuje stabilizacji, a ja nie mam zamiaru szukać roboty za każdym razem kiedy mnie zwolnią, kiedy zleceń będzie mniej. Stabilność posady i pewność, że wypłata będzie 10. wygrywa nad wszystkim.
Związki zawodowe - kolesiostwo, kolesiostwo, kolesiostwo. Dla Ciebie na wycieczkę miejsca nie będzie, ale już syn jednego z pracowników, który ma wtyki, może jechać śmiało, bo wskoczy za innego kolesia, który się zapisał na wycieczkę, a wcale nie miał zamiaru jechać. Wycieczkowicze jeżdżą na okrągło, kilka(naście?) razy w roku. A ja - nigdy nie byłem na wycieczce, bo kiedy już się dowiem, że coś takiego jest - to z reguły pełna obsada wycieczki siedzi już na parkingu w autokarze i się cieszą i śmieją, a Ty w tym czasie możesz się pośmiać w pracy. W ogóle to od kiedy związek zawodowy działa pod skrzydłami danego zakładu pracy, przecież powinien być neutralny, spoza układów, czyż nie? Chyba, że nastała teraz taka era, że tak to wygląda wszędzie, choć po palonych gumach przez górników w Warszawie - śmiem przeczyć.
BHP też nie istnieje - złapie Cię na hali bez kasku, dostaniesz mandat. Ale malowanie konstrukcji na H6 i wdychanie oparów jest jak najbardziej w porządku.
Reasumując - zakład pełny kolesiostwa, układziki, kierownicy sprowadzają sobie swoich, obsadzają się dookoła kolesiami (naprawdę bez pojęcia o robocie, którą będą zarządzać), związki nie istnieją (no bo który dziad się odezwie jak jest trzymany w garści przez Katowice), pieniędzy nie ma (dla najemników i inwestycje są) dla zwykłych robaków spod ZRE. Już nie mogę się doczekać zakładowej wigilii, kiedy to na pewno padną słowa, jaki ten rok był cienki, ale w przyszłym będzie lepiej. Tak lepiej, że zatrudni się kolejnych najemników, a Tobie pracowniku spod ZRE nadal będą wszyscy pluć w mordę i śmiać się, że zarabiasz 2500 (oby), a nie więcej.
Jeśli chcesz się przyjąć z firmy pod ZRE i znasz się na robocie, to śmiało. Jednak gdybyś jakimś cudem miał możliwość przyjęcia pod ZRE, to uciekaj gdzie pieprz rośnie - będziesz wrogiem wszystkiego wokół.