Miałam przyjemność (?) pracować w jednym z poznańskich salonów na przełomie stycznia i lutego.
W ogłoszeniu ws.pracy, które widniało na jednym z serwisów internetowych, lista wymagań co do przyszłego pracownika była bardzo rozbudowana, ale informacja o "wysokich zarobkach" jednak przyciągała uwagę i budziła chęć do pracy w takiej firmie.
Na samej rozmowie (ok.15 minut, to chyba jedyne co poszło sprawnie) "wysokie zarobki" to głównie premie wyrabiane w gorących okresach, a mi - jako osobie będącej przez miesiąc próbny na umowie-zleceniu przysługiwała tylko 1 opcja z kilku premii (o ile w ogóle zostaną spełnione warunki sprzedaży, co się rozumie samo przez się). Niestety zaliczyłam "wtopę", bo na sam koniec rozmowy powiedziałam, że hobbystycznie szyję. Koordynatorowi regionalnego, który ze mną rozmawiał, rozbłysły oczy w zachwycie i od razu stwierdził (nie pytając mnie o zdanie), że przecież krawcowa pracująca u nich w salonie już długi czas może mi pokazać co i jak i ja też będę robić przeróbki, poprawki, naprawy itd. Pomyślałam sobie, że ok, zobaczę sama jak to z moimi umiejętnościami pójdzie (nie usłyszałam jednak nic o tym, by przez większą ilość obowiązków związanych z szyciem w salonie i odpowiedzialnością za wykonanie przeróbek miało się zmienić w moje wynagrodzenie). Usłyszałam jeszcze o tym, że mam przychodzić do pracy w mocnym makijażu, czarnej spódniczce + białej koszuli.
Przepracowałam na zleceniu miesiąc, podczas którego wyszło, że:
- jest to praca przez ponad 12 godzin stojąca (nie było takiej informacji podczas rozmowy rekrutacyjnej),
- zmiany są wyłącznie całodniowe, po 12h dziennie (jedyne wyjątki to po prostu wyrównanie godzin w grafiku, więc zdarzał się dzień pracy o 2 godziny krótszy),
- w grafiku czas pracy to 9-21, a czas potrzebny na przygotowanie salonu do otwarcia i jego zamknięcia nie był wpisywany w grafik, przez co...
- ...trzeba było poświęcać swój prywatny czas na to, by przyjść do salonu przed czasem, posprzątać go, ogarnąć system itd. Przychodząc np. o 8:40 - 8:45 słyszałam, że się spóźniam (!), pomimo tego że przecież przychodziłam do pracy wcześniej niż pokazywał to mój grafik,
- "wysokie zarobki" okazały się być jednym wielkim kłamstwem (inaczej tego nie da się ująć), a co do premii - wypłacono mi połowę z tego, co w teorii powinnam otrzymać, bo nikt wcześniej nie powiedział mi o jednym bardzo istotnym warunku, by móc tę premię w 100% otrzymać. A, i ponad 1,5 tygodnia czekam na odpowiedź od k.regionalnego nt. nieścisłości w moim wynagrodzeniu. Wychodzi na to, że się muszę prosić o swoje pieniądze miesiąc po tym jak skończyłam tam pracować.
- po pierwszym tygodniu pracy (gdzie rzeczywiście coś się w salonie działo, było mnóstwo klientów i dzięki temu dużo się nauczyłam) przyszła spokojniejsza pora, mniejszy ruch i przez to również mniejsze obroty. Nie było więc szans na "wysokie zarobki" zbudowane na premiach za wysokie obroty i za wykonanie planów sprzedażowych. Wyszło na to, że pensja jest tak niska jak w innych "galerianych" sklepach.
+ jedynym plusem był młody, zgrany zespół. Aczkolwiek tekst jednej z osób, że "po miesiącu pracy to trzeba już wiedzieć i ogarniać jakie mamy rzeczy w salonie i znać rozmiar każdego modelu jaki mamy na stanie", gdy pracowałam w tamtym momencie dopiero drugi tydzień to jednak przesada. ;)
I kwestia tego mojego szycia w salonie i krawieckich poprawek - całe szczęście, że doszło tylko do kilku mniejszych napraw, które wykonałam (a za które nie otrzymałam żadnego dodatku/premii, czegokolwiek; ostatecznie chociaż "dziękuję" miło by było od firmy usłyszeć, a i na to się nie wysilili). Z drugiej strony warto wspomnieć, że szycia uczyłam się wcześniej, na długo zanim zaczęłam pracę w GC, po godzinach i inwestowałam w siebie za własne, zarobione (w innej firmie) pieniądze, by rozwijać swoją pasję. Szkoda, że ktoś chciał to wszystko wykorzystać - moje ambicje, czas (poświęcony na naukę szycia, a nie na opieprzanie się), chęci - żeby firma miała zyski i dobre opinie wśród klientów.
Ostatecznie nie doszło do przedłużenia umowy, za to zmarnowałam swój czas, zdrowie (z premii nawet na leki nie wystarczyło) i nerwy oraz nie otrzymałam należytego wynagrodzenia. Brawo GC!
PS Przeszukałam różne strony i fora, ale nie znalazłam nigdzie nic o pracy w GC w Poznaniu.