LIST OTWARTY DO ZARZĄDU
W imieniu pracowników firmy Jurajska kierujemy list otwarty do Zarządu Firmy. Chcemy zwrócić uwagę na sytuację, jaka panuje w firmie od pewnego czasu. Wszyscy, którzy pracujemy w firmie, wybraliśmy ją ze względu na atmosferę i przyjaznych ludzi. A także ze względu na to, w jaki sposób doceniano naszą pracę.
Od paru miesięcy nie dzieje się dobrze w firmie i wszyscy to widzą, jednak nie ma żadnej reakcji ze strony zarządu Jurajska. Od czasu, gdy firmą kieruje nowy dyrektor sprzedaży wiele rzeczy uległo zmianie. Wiele się poprawiło, bo dyrektor wprowadza świeższe myślenie i nowe rozwiązania. Jednak jest też sporo rzeczy nieprofesjonalnych w jego postępowaniu.
Przede wszystkim razi fakt podziału ludzi na „starych” i „nowych” , który dyrektor sprzedaży stosuje. A ludzie wszyscy są równi, co prawda jedni pracują od wielu lat, inni od kilkunastu miesięcy, ale wszyscy równo się starają i dowodzą swojej rzetelności poprzez wyniki.
Ponadto uważamy, iż dyrektor nie do końca potrafi zarządzać odpowiednio budżetem i ustalaniem planów w odniesieniu do roku minionego i sytuacji obecnej. Może mieć to związek z brakiem doświadczenia dyrektora w branży napojowej.
Poza tym, w naszej opinii, dyrektor pozostaje pod dużym wpływem dyrektora dystryktu – swojego kolegi, którego działania nie do końca są zgodne z polityką firmy. Dyrektor sprzedaży robi tak jak chce jego kolega.
Ponadto nie do końca dyrektor potrafi skonsolidować działania sprzedaży z zespołem działu handlowego. Brak mu siły przywódczej i ognia, za którym pójdą ludzie. Tego brakuje w zachowaniu dyrektora sprzedaży, nie jest partnerem i wzorem, jest jedynie decydentem. Jednak, jak pokazuje ostatni czas, chyba dyrektor przemyślał parę rzeczy, bo zaczął się pokazywać w terenie. Pozostaje jednak pytanie , jaki ma sens organizowanie spotkań w jednym lub dwóch regionach i co ma to dać, jaki jest tego cel? ( może tylko po to aby zarząd myślał, że dyrektor pracuje w terenie ). Niby to spotkanie dystryktu , który ma pod sobą nowy dyrektor dystryktu, ale w konsekwencji nie zaproszono regionu małopolskiego ?? oraz regionu górnego śląska, który nie istnieje już w zasadzie. A sam dyrektor dystryktu się nie pojawił… Spotkania takie kosztują wiele tysięcy złotych – jak chociażby spotkanie w Szklarskiej Porębie regionu wielkopolskiego i dolnego śląska – a nic konkretnego nie wnoszą. Już wszyscy o tym mówią, że poza kilkoma kiepskimi prezentacjami i masą wypitego alkoholu, nie było żadnej merytorycznej strony tego spotkania. Podobnie zresztą jak w regionie warszawskim, gdzie odbyło się spotkanie tylko tego regionu z dyrektorem.
Uważamy też, że sytuacja związana ze stanowiskiem dyrektora dystryktu jest absolutnie dziwna. Kolejna osoba w hierarchii firmowych stanowisk jest zbędna. Po co przełożony, który nie potrafi samodzielnie podjąć decyzji, a czas odpowiedzi wydłuża się o kolejną osobę bez decyzji. A miały być ułatwienia w załatwieniu spraw i ich szybsze regulowanie…… Co dystrykt tak naprawdę robi? Pracuje na stanowisku dyrektora a z pracą dyrektora niewiele ma wspólnego. Jeździ tylko po sklepach z ph, co jak widać po regionie górnego śląska skończyło się fatalnie. Czy ktoś wie, że on z ph czasami jeździ do godz.20 ?? Tak było z bardzo dobrą ph Edytą…. Nie zna hurtowni i rynku, za który odpowiada, nie zna właścicieli hurtowni, nie jeździ do nich. Co robi jeszcze dystrykt? Wysyła mnóstwo bezsensownych maili. Narzuca swój styl pracy, dzwoni w późnych godzinach popołudniowych i nie przyjmuje do wiadomości argumentów przeciwstawnych do jego. Czyż to nie on uwziął się na regionalnego z górnego śląska? Od dawna mówił głośno o tym ,że go wyrzuci. Podobnie jak z regionalną z wielkopolski, której jedynym nieszczęściem jest to, że jest kobietą i jest w ciąży i od początku lipca odciął ją od jej regionu i przekazał jego prowadzenie swojemu kolejnemu kolesiowi z dolnego śląska. Jaki jest efekt każdy widzi – wyniki regionu wielkopolskiego lecą na łeb na szyję …. I nieważne, że oboje mieli bardzo dobre wyniki sprzedażowe i realizowali swoje plany. Regionalny ze Śląska nie wytrzymał napięcia i sam odszedł. A na miejsce w Wielkopolsce już dystrykt kogoś szuka i nie ma cywilnej odwagi tego głośno powiedzieć, udając że wszystko jest ok …. Czy ta sytuacja nie jest dziwna? Dlaczego firma pozwala na odejście takich menadżerówi? Skoro człowiek sprawdzał się przez tyle lat, to co się nagle stało, że już jest niedobry?
Właśnie w tych sytuacjach brakuje szefa z prawdziwego zdarzenia, który porozmawia z menadżerem o tym jak się czuje w danym momencie i czy nie ma jakichś problemów… Nasi szefowie nie rozmawiają z nami, nie wspierają nas, nie pytają o zdanie, nie proponują pomocy i różnych metod rozwiązania problemu. Jeżeli dzwonią to tylko po to aby pokazać, że są, mają władzę i tylko przepytują... Do tej sytuacji nie powinno dojść, region górnośląski być może miał problemy, a