O tak, ja też się poddaję po kilkutygodniowej przygodzie z salonem YES. Nigdy, przenigdy więcej nic u nich nie zamówię!!! To nie firma, to jakaś pomyłka. 3 tygodnie czekaliśmy na wzór obrączek, na telefony nie odpowiadali, a jak już udało mi się do nich cudem zadzwonić, to powiedzieli "nie dostaniecie ich, bo nie". Ciekawa konkluzja. Ale zacznę od początku.
Wykukaliśmy cudne obrączki w gogle grafika :) Spodobały nam się bardzo, choć france kosztowały 10.000. Tak, słownie: DZIESIĘĆ TYSIĘCY! Ale nie zrażeni niczym potuptaliśmy do salonu w Galerii Katowickiej, co by te cuda na palcu obejrzeć. Z czystej ciekawości, bo obrączki naprawdę nam się podobały. Miało to miejsce około 3 (TRZECH!!) tygodni temu. Powiedziano nam, że jest to kolekcja ekskluzywna i nie mają jej w żadnym salonie dostępnej do wglądu. Także jedyne co mogą, to nam je zamówić, tzn. zamówić nam wzór do obejrzenia w salonie. Ok, poszliśmy na to. Wzięto od nas numer telefonu i nazwisko, zapisano wszystko w kapowniczku i poinformowano, że czas oczekiwania to około tygodnia maksymalnie. Ok, czekaliśmy. Tydzień, dwa... Żadnego kontaktu z ich strony, z naszej kilkakrotna próba kontaktu telefonicznego, ale jeszcze byliśmy wyrozumiali. Udało nam się po entej próbie dodzwonić i dowiedzieliśmy się tydzień temu, że coś się opóźniło i obrączki będą do końca tygodnia (była środa). Czekaliśmy cierpliwie do wczoraj i nic.Próby dodzwonienia się do nich jedna po drugiej okazały się niemożliwe do zrealizowania (jak i każda usługa w tym pożal się boże przybytku). Zatem dziś rano dzwonię i... jest! Udało się! No niemożliwe! Po chwilowym karpiku i zebraniu szczęki z podłogi ze zdziwka, że wreszcie udało mi się dodzwonić, po raz kolejny musiałam zbierać szczękę z podłogi, bo okazało się, że pani nic nie wie w tym tmeacie i do mnei oddzwoni dzisiaj. Tu już miałam mega wściekliznę, bo wiem, że nie oddzwaniają, więc powiedziałam dobitnie, że życzę sobie oddzwonienia w ciągu pięciu minut z konkretną informacją, kiedy te obrączki będą u nich w salonie., bo inaczej wtargnę im do sklepu i o wiele mniej kulturalnym tonem powiem, co myślę o ich 'usługach' i podejściu do klienta. I co? Oddzwoniła w ciągu 5 minut! Można? Można!! Tylko dlaczego człowiek musi się o wszystko użerać??!! Idziesz z dobrym humorem i pozytywnym nastawieniem , jesteś miły=nie załatwisz niczego. Ale wystarczy, że otworzysz ryja i nagle wzbudzasz szacunek. Paranoja!! Ale to nie koniec tych cudów. Dowiedziałam się, że obrączki zostały zwrócone do centrali, bo są ometkowania/przemetkowania (jakoś tka to nazwała) i dlatego ich nie dostaliśmy. Zapytałam ją, czy ona rozumie co się do niej mówi. Nie pytałam, dlaczego nie dotarły, tylko kiedy wreszcie dotrą, a to zdecydowana różnica. Poza tym, jak mogło być cofnięte coś, co nie zostało nawet wysłane?! Rozumiem, że zaginają czasoprzestrzeń, ale żeby aż takie cuda tworzyć?! Kobieta mi znowu tę samą gadkę próbuje sprzedać, że wróciły do ometkowania/przemetkowania (swoją drogą, co to w ogóle jest??!!) i że nie są dostepne. W takim razie pytam po raz kolejny jak do debila rzucając: "proszę o informację, kiedy będą one dostepne w salonie", a ta mi z grubej rury: czy pani nie rozumie, że ich nei dostaniecie? Nie, bo są w ometkowaniu/przemetkowaniu! No żesz kur***a!!! Ja rozumiem, jestem cierpliwa i wyrozumiała, ale do czasu! Rozumiem ometkowania/przemetkowania/problemy z realizacją/inne cuda wianki, ale to się dzwoni i informuje klienta o zaistniałej sytuacji, a tu nic! Przez 3 tygodnie zupełna cisza i na nasz telefon obiecywanie, że będą do końca tygodnia! Zapytałam więc tę tępą dzidę, czy nie widzi problemu w tym, że przez 3 tygodnie nikt z nich nie raczył się z nami skontaktować w tej sprawie, a ona mi, że nie. Odjęło mi mowę na sekund pięć, jak już ją odzyskałam, to poinformowałam, że wg mnie jest to paranoja i spytałam, czy naprawdę nie zależy im na kliencie, który chce na pierdolone obrączki wydać 10 TYSIĘCY??! SERIO??!! A ona mi na to, że nie. No żesz k****wa! SERIO??!! W takim razie poinformowałam, że po pierwsze zrobimy sobie takie same u jubilera za 1/5 ceny, a im tak obsmarujemy opinię gdzie tylko się da, że im w pięty pójdzie. I nie obchodzą mnie ich prawa autorskie, wzór nam się podoba, takie chcemy, a to, że salon ma nas tam, gdzie się plecy kończą, to już ich sprawa. I nie omieszkam pójść z tym dalej, do jakiegoś ich rzecznika/kierownika czy coś. Tak być ni może. Te porabańce mają już i tak kiepską opinię na rynku (swoją drogą, jakim cudem ten kram się jeszcze trzyma??!!), a nadal nei robią nic, by klienta do siebie zachęcić. Czy ktoś z Was się orientuje, co mogę w tej sprawie zrobić i gdzie to zgłosić? Reklamacja mi nie przysługuje, bo reklamacja jest na produkt. Może jakaś skarga?! Ktoś/coś??