Jednostka GBS Services JLL w Polsce to po prostu wstyd.
Pracownicy wykonują ogromną ilość pracy, nie licząc przepracowanych godzin, za marną pensję, która nie pozwala nawet na godne życie w Warszawie. Model zarządzania jest źle zaprojektowany – opiera się na duszącym mikrozarządzaniu, wspieranym przez narzędzia takie jak Prohance czy Monday, które mierzą czas naszych zadań. To podejście, całkowicie oderwane od realiów pracy, sprowadza wysiłek ludzi do zwykłych statystyk. Pracownicy GBS Services podlegają zespołom zlokalizowanym w innych krajach, podczas gdy „team leaderzy” w Warszawie, oderwani od codziennych obowiązków operacyjnych, ograniczają się jedynie do zestawiania liczb bez rzeczywistego zrozumienia naszej pracy.
Wielu z tych lokalnych menedżerów wykorzystało młody wiek i szybki rozwój GBS Warszawa, aby zapewnić sobie kluczowe stanowiska. Jednak zamiast wspierać zespoły, część z nich wyróżnia się toksycznymi zachowaniami: obelgami, agresją, a nawet seksizmem. Co więcej, w JLL panuje kultura organizacyjna, która toleruje protekcjonalność i brak szacunku wobec asystentów i pracowników wykonujących zadania administracyjne.
Jedno jest pewne: praca w JLL kształtuje charakter. Można się tam wiele nauczyć – często w pośpiechu, bez szkolenia i w atmosferze wyższości ze strony współpracowników – a przede wszystkim odkryć, czego nigdy więcej nie chce się akceptować w swojej karierze. Pierwsze doświadczenie, które daje lekcję na przyszłość, owszem… ale dla mnie JLL – nigdy więcej.