była pracownica27.11.2017 22:21
Inne
Rozpoczęłam pracę w firmie Kataforezy jako pracownik z agencji DMS. Pracę wykonywałam zawsze od pon do pt, w godzinach od 8-16, mając określony zakres obowiązków. Otrzymałam umowę zlecenie. Po rozpoczęciu pracy stało się jasne, że dużym problemem będzie temperatura w miejscu pracy. Hala na której pracowałam nie ma ogrzewania. W obecnym okresie temp. wewnątrz była tak niska, że z ust pracujących osób wydobywała się para. Główne drzwi były często otwarte przez co pracowaliśmy w ciągłym przeciągu. Kierownik zbywał wzruszeniem ramion wzmianki o możliwości założenia ogrzewania. Jedynie dostarczono farelki do szatni i jadalni. Nie zawsze była możliwość napicia się na przerwie czegoś ciepłego, gdyż czajnik często się psuł. Nie dostałam żadnych ciepłych ubrań czy butów - wszystko było moje. Wykonuje się tam pracę głównie stojąc w miejscu. Inne aspekty techniczne hali: gdy pada deszcz w niektórych miejscach na podłodze tworzą się kałuże. Elementy tynku odpadają z sufitu. Główne oświetlenie, przy wcześnie zapadającym zmierzchu nie pozwala dobrze przyjrzeć się kontrolowanemu detalowi, a nie na wszystkich stano wiskach jest działające indywidualne świetlenie. Nigdy nie dostałam swojej szafki, w której mogłabym zostawić rzeczy. Pozostawała podłoga w szatni i zostawianie cenniejszych rzeczy w samochodzie. Moja praca wiązała się z częstym, czasem całodziennym używaniem lakieru samochodowego w sprayu. Nie dostałam żadnej maseczki ani nic takiego, a czasem po pewnym czasie wdychania tego robiło mi się po prostu niedobrze lub słabo. Nie można też nie wspomnieć też o Panie Grzegorzu (nie znam nazwiska), który jest tam kierownikiem. Stosuje on mobbing wobec pracowników. Jak uczy na szkoleniach "mamy nie pracować tylko za****dalać" i nie chodzić po hali. Wprowadził praktycznie zakaz poruszania się poza pójściem do ubikacji.. Nakazano nam, że jeśli mamy np. jakieś pytanie do kontroli jakości, pozostawać na stanowisku i podnosić rękę. Kontrola jakości po prostu tego nie widziała... A pytania mieliśmy, gdyż detale często się zmieniały, a nikt nigdy konkretnie nie wytłumaczył nam wad które mogą występować. Nie było żadnych szkoleń. Wszystkiego trzeba było nauczyć się samemu. O przyrządy do pracy trzeba było się prosić i chodzić co wiązało się z ryzykiem zostaniem przyłapanym na chodzeniu po hali i zwyzywaniu przez Pana Grzegorza.