Pracowałem w wielu miejscach, w naprawdę ciężkich warunkach, ale takiego poziomu patologii dawno nie widziałem. W Unicardi przepracowałem niecały rok. Już po tygodniu powinienem się zmywać, kiedy zobaczyłem, jak szefowa traktuje pracowników.
Ale zostałem – stwierdziłem, że może być ciężko, ale dam radę. Okazało się jednak, że nie.
W punktach:
- Proces rekrutacji: trwa absurdalnie długo, mimo zapewnień, że wszystko pójdzie szybko. Trzy etapy rekrutacji na zwykłą recepcję? Żenada.
- Zakres obowiązków formalnie nie istnieje – istnieje tylko dokładanie kolejnych. Wielokrotnie pytałem o spis obowiązków i ciągle słyszałem te same bajki o „pracach nad nim”.
- Lekarze - są traktowani jak pracownicy wyższej kategorii. Recepcja ma im wchodzić w tyłek i nie ważyć się powiedzieć złego słowa, nawet jeśli bywają ordynarni – szczególnie ci starsi. Potrafią bez ostrzeżenia z dnia na dzień, np. o 20:00, poinformować, że ich nie będzie. Hitem była sytuacja, gdy lekarz odwołał przyjęcia godzinę przed – winą oczywiście obarczono recepcję. Niektórzy są spoko, i super mili ale wiadomo.
- Obowiązki: Recepcja ma na głowie mnóstwo rzeczy: grafiki lekarzy, układ gabinetów, przesyłanie dokumentacji, obsługę kilku topornych systemów, POZ, nagrywanie filmików, rozliczenia, faktury, ogarnianie gabinetów pod widzimisię lekarzy i wiele innych zadań. A wszystko to za marne pieniądze.
- Hajs to kpina. To, ile zarabiasz, zależy od tego, komu wchodzisz w tyłek. Większość zaczyna od minimalnej krajowej, chyba że ma się znajomości w zarządzie. Pracownicy wykonują tę samą robotę, a jeden ma 31 zł/h, a inny 40–45 zł/h. Wszystko oczywiście na zleceniu. Myślę że to po to aby jeszcze bardziej dzielić pracowników między sobą.
- UoP: O ironio – jeszcze gorzej niż zlecenie. Mało kto go ma ale jest kilka osób. Szefostwo potrafi anulować urlop z dnia na dzień albo wydzwaniać z bzdurami w trakcie wolnego.
- Brak szacunku do prywatności. Istnieją 4 grupy na Messengerze, gdzie spam leci 24/7, nawet w niedziele i święta. Oczekuje się, że wszyscy będą na bieżąco – a za nieprzeczytanie wiadomości i brak „ptaszka” dostaje się ochrzan.
- Zarząd – totalna patologia. Może jedna osoba jest tam w porządku. Regularnie wciska się bajeczki, że zarząd jest po to, by pomagać pracownikom, a potem dostajesz reprymendę za najmniejszy błąd. Tworzą procedury, ale jeśli klient wystarczająco długo pokrzyczy, nagle robi się „wyjątkowy wyjątek”. Oczywiście – nieważne, czy to wina lekarza czy kogokolwiek innego – zawsze winna jest recepcja.
- Codzienne spowiadanie się z wykonanych zadań przypomina mobbing. Nieważne, jak bardzo się starasz – zawsze znajdzie się coś, co zrobiono źle lub niewystarczająco.
- Absurdalne zadania. Np. dzwonienie do ludzi, którzy byli rok temu, żeby ich namówić na profilaktykę – tylko po to, żeby nikt nie miał chwili spokoju. Jest to oczywiście bez sensu i ludzi to (usunięte przez administratora) bo ile telefonów można dostawać od jednej kliniki?
- Przerwy? Jak wywalczysz. Zapieprz jest taki, że ciężko wyjść choć na chwilę i coś zjeść. Jak sobie nie wywalczysz przerwy – zostajesz głodny.
- Zmiany niby 8-godzinne, ale w praktyce siedzisz do ostatniego pacjenta. Niejednokrotnie zdarza się, że pracownicy wychodzą po 23:00, mimo że klinika oficjalnie działa do 22:00. Nawet jak jesteś na rano to późniejsze popołudniowe spotkania sprawiają że mało kto wychodzi o czasie.
Na plus mogę powiedzieć jedno – poznałem tam świetnych ludzi. Wzajemne wsparcie między pracownikami naprawdę trzymało przy życiu. Super ekipa.
I choć sama praca jest ciężka, dałoby się w niej normalnie funkcjonować – gdyby nie zarząd. Szefowa nie przyjmuje żadnej krytyki, regularnie usuwa złe opinie z Internetu. Pracowników traktuje z pogardą, bo „nikt was nie zmusza, żebyście tu byli”. Pani P. stosuje metody ocierające się o mobbing i wymyśla tony niepotrzebnych procedur, które tylko utrudniają pracę. Widocznie ma za mało własnych zajęć, skoro ma czas, żeby wytykać na Messengerze każdy, nawet nic nieznaczący błąd i oznaczać ludzi pod kolejnymi wiadomościami – nawet w dni, kiedy ktoś ma wolne.
Nie pozdrawiam. Dla własnego zdrowia psychicznego odradzam wam pracę tam.