Jest to centrum mające obniżyć koszty i niestety nawet dobry PR tego nie przypudruje - przekłada się to na dość kiepskie pensje w porównaniu z konkurencją która płaci to samo lub lepiej a nie wymaga niemieckiego.
Atmosfera pracy jest ok, warunki pracy również. Standardowy sprzęt który dostaje pracownik to thinkpad z i5 i 4 giga ramu, co jest śmieszną ilością. Teoretycznie w ramach projektu można się starać o więcej kości ramu, ale naprawdę różnie z tym bywa.
Projekty są różne - jak trafisz do interesującego projektu to praca wtedy naprawdę jest fajna i sprawia przyjemność, natomiast większość to tzw. spady po tym, czego nie chciały/nie umiały oddziały w rzeszy.
Managerowie, jak projekty, są rożni - jest sporo ludzi w porządku, ale też znaczna grupa karierowiczy, którym przy wciskaniu kitu nie drgnie powieka, byle by tylko skasować premię.
Praca w firmie wiąże się z częstymi delegacjami do krajów niemieckojęzycznych (na delegacji nie pracujesz 8 godzin tylko duuuużo więcej - klient musi być zadowolony) - przy czym organizacja i informowanie jest do niczego - często się okazuje, że np w piątek dostajesz info o wyjeździe w nadchodzący poniedziałek.
Firma twierdzi że "wspiera" pracowników w rozwoju kompetencji w zakresie j. niemieckiego, ale po skończeniu kursu wstępnego oferuje jedynie 2 godziny lekcyjne zajęć niemieckiego w tygodniu. Jeżeli pracownik sam nie wyłoży kasy w kursy we własnym zakresie, to raczej nie ma mowy o tym aby się podciągnąć, co najwyżej nie zapomnieć czego nauczyło się do tej pory.
Ogólnie dużo PR haseł którymi się firma reklamuje w praktyce okazuje się mocno naciągana.
Dużym problemem są układy i układziki - szkolenia, projekty czy podwyżki trafiają nie do osób do których powinny, ale do osób które odpowiednio intensywnie podlizują się swoim przełożonym. Niby są zasady regulujące to, ale w praktyce wszystko jest możliwe, jeżeli masz odpowiednie poparcie - przekładało się to swego czasu na konflikty i odejścia pracowników z firmy.
Dość często spotykaną sytuacją jest zatrudnianie współmałżonków/partnerów/rodzeństwa obecnie zatrudnionych pracowników co też powoduje "blatowanie się" kadry.
Jest to korporacja, więc należy pamiętać o "integrowaniu się" - jeżeli się nie integrujesz, to choćby nie wiem jak dobry był, będziesz postrzegany negatywnie.
Firma wymaga aby podpisywać umowy lojalnościowe mające stanowić zwrot kosztów poniesionych w ramach kursu j.niemieckiego - w praktyce jednak, w każdej chwili kurs może zostać przerwany (co zdarza się dość często), natomiast kwota zobowiązania pozostaje taka sama - ogólnie radzę nie podpisywać tej umowy.
Pracownicy nie są równo traktowani - tzw "niemieckie paszporty" wychodzą na tym dużo lepiej.
Podsumowując - jeżeli idziesz tam z polecenia i masz już kogoś w środku, kto w razie czego da ci wsparcie, to jest ok, natomiast jeżeli jesteś człowiekiem z ulicy to się dwa razy zastanów, bo będziesz musiał się bujać z firmą przez 18 miesięcy trwania umowy lojalnościowej (o ile ją podpiszesz).