Mam informację dla zainteresowanych programem Java Starter Kit, ponieważ, gdy się na niego wybierałem, to szukałem bezskutecznie takich informacji, a na pewno mogę coś na ten temat powiedzieć i podzielić się wrażeniami. Niestety mocno negatywnymi. Osoby nie zainteresowane tym programem znajdą też wiele cennych doświadczeń dotyczących samej firmy, procesu rekrutacyjnego i sposobu traktowania ludzi. Na początku postaram się zarysować jak to wygląda, jednakże dla zachowania pełnego obrazu, przeplotę to moimi doświadczeniami. Owocnej lektury.
Generalna formuła: program polega na tym, że na początku tygodnia (w poniedziałek) masz 2-4h wykład z danego tematu, potem otrzymujesz zadanie z listą punktów do zrealizowania i… plum, jesteś wrzucany na głęboką wodę i musisz te wymagania spełnić. Masz w danym tygodniu 3 konsultacje z Twoim mentorem trwające 1,5h każda. Do końca tygodnia (niedziela do północy) masz czas na oddanie projektu i potem „bronisz” się z niego w poniedziałek, po wykładzie z nowego działu tematycznego. Sam feedback jest konstruktywny i wartościowy. Po tym cykl się powtarza.
Warunki „rozwoju”: żeby się dostać na program, przychodzisz do ładnego biurowca na wykład i potem musisz się z niego spisać na teście. Po dostaniu się na program JSK, pierwszego dnia masz szkolenie BHP ponownie w ładnym biurowcu, podczas którego jest mowa o krzesłach z regulacją oraz podłokietnikami, na których można zająć wygodną pozycję właściwą dla zdrowia kręgosłupa, o niskim poziomie hałasu, żeby móc wykonywać pracę umysłową. Firma chwali się nawet, że ponad normy BHP, ma stoły z regulowaną wysokością. Fajnie. Drugiego dnia jesteś zaprowadzony do jakiejś nory nazywanej DSW znajdującej się praktycznie naprzeciwko firmy. Warunki w sali kompletnie odbiegają od wyobrażeń. Starszej daty krzesła bez podłokietników (nadające się najwyżej na parę godzin siedzenia na jakiejś jednodniowej konferencji), na których zajmujesz pozycję lekko leżącą (po dwóch tygodniach bóle kręgosłupa gwarantowane), niewymiarowe stoły, na których nie masz zbyt dużo miejsca (z takimi krzesłami zajmujesz mocno nienaturalną pozycję), brak dostępu do świeżego powietrza z dworu, bo sala jest otoczona korytarzami (i to przy 30 osobach), klimatyzacja która dmucha na Ciebie i nie sprzyja Twojemu zdrowiu. Poza tym w sali znajdujesz się z 29 innymi osobami, w większości studentami lub świeżymi absolwentami studiów, którzy nie są przyzwyczajeni do szanowania obecności innych w pomieszczeniu i generują ogromny hałas (wystarczy wyobrazić sobie czasy szkolne, kiedy pani nauczycielka wychodziła z sali… totalny rozgardiasz). Dodatkowo formują się grupy słabszych uczestników, których nie stać na samodzielność. Intensywnie konsultując się między sobą przeszkadzają innym, zwłaszcza tym samodzielnym, chcącym się skupić (firma praktycznie nie kontroluje samodzielności uczestników, panuje „wolna amerykanka”). W takich warunkach masz nauczyć się nowych technologii, spełnić całą gamę poleceń dotyczących aplikacji i „otestować” zaimplementowane funkcjonalności. Powodzenia.
Wsparcie ze strony Capa: firma oferuje wykłady i konsultacje, o których wspomniałem. Wykłady są na bardzo różnym poziomie: od bardzo dobrych i świetnie poprowadzonych do bardzo słabych i zrobionych na odwal. Jednakże w przypadku każdego wykładu można stwierdzić, że było to prowadzone w pośpiechu, bo prowadzący byli regularnymi pracownikami i mieli swoje obowiązki (notabene w większości nie były to osoby z talentem do przekazywania wiedzy; dodatkowo sami się skarżyli i prosili o wyrozumiałość, bo Cap wrzucił im na siłę do celów zawodowych bycie w tej roli, tzn. prowadzącego wykład lub mentora). Konsultacje są pomocne, lecz na 6 mentorów aż 3 nie spisało się w moim przypadku. Dwóch nie znało się do końca na tym, co robiliśmy i, w pewnych tematach, wprowadzali swoich podopiecznych w maliny (co przy takiej małej ilości czasu na zrobienie wszystkiego i przy takich warunkach jest strzałem w stopę). Generalnie widać było u nich dobre intencje i zaangażowanie, ale też potrafili wymyślać ponadprogramowe rzeczy do zrealizowania, aby potem się z tego wycofać, bo stwierdzili, że jednak nie da się tego zrobić (lub nie ma sensu). Z kolei trzeci zdążył się pochwalić tym, że z edycji na edycję jest proszony przez firmę, aby pełnił swoją rolę i nie obawia się ocen uczestników JSK w ankietach, które wypełnialiśmy. Ten sam „mentor” jednak praktycznie nikomu nie pomógł, gadając „mądrze” oraz udając, że szuka rozwiązania (bo np. „ktoś mu kiedyś to przesłał na maila, bo był taki temat poruszany” – na przeglądanie maila przeznaczył 45 minut), i zmarnował praktycznie cały czas przeznaczony na konsultacje (łącznie 4,5h w tygodniu, czyli zakładając 8h dzień „pracy”, to jest ponad połowa dnia roboczego – jednak uczestnicy często musieli siedzieć nad programami dłużej + weekendy)....