PLUSY:
- Nie jest to praca ciężka. Nie wracamy do domu bez sił.
- Fajne jest to, że zdobywamy wiedzę na temat kosmetyków i pielęgnacji. Jeśli ktoś lubi pracę z klientem - jest to oferta jak znalazł.
- Nie ma problemu z grafikiem, jeśli danego dnia nie będziemy dyspozycyjni, będzie to brane pod uwagę bez konieczności brania urlopu. Nie jest to też praca "nine to five". Godziny pracy są elastyczne - czasami przychodzimy na rano, czasami na popołudnie, czasami jesteśmy cały dzień. Jest to szczególnie wygodnie, jeśli danego dnia mamy coś do załatwienia w godzinach porannych.
- Wysokie rabaty pracownicze również są plusem. Polecam zgłaszać się na wyjścia marketingowe - są płatne 100 zł za wyjście. Wypłata zawsze na czas.
MINUSY:
- Podstawowym problemem jest obgadywanie. Zaczęło się już na szkoleniu, kiedy to dwie pracownice wyśmiewały się ze swojej nieobecnej koleżanki. Takie zachowania mają również miejsce na grupach na messengerze. Niestety atmosferę określiłabym jako toksyczną. Miałam to szczęście, że wylądowałam na sklepie z dwiema sympatycznymi dziewczynami, ale co innego dało się odczuć, kiedy jeździłam do innych na zastępstwa.
- BHP? A co to? Polecenie wytarcia żarówek wchodząc na wysoką, huśtającą się drabinę i wyraźne niezadowolenie, kiedy odmówiłam.
- Dla mnie największym problemem były managerki. Managerki w czasie swojej kariery miałam dwie, a jedna gorsza od drugiej. Pierwsza pani, wiecznie naburmuszona, zła na cały świat, od momentu jej wejścia na sklepie robiło się gęste powietrze. Kiedy zadało się pytanie udawała, że nie słyszy, albo odbąkiwała coś pod nosem. O wiele bardziej wygadana była online - do dziś mam screenshoty jej wiadomości, pełnych wulgaryzmów i ewidentnego mobbingu. Bardzo agresywna Pani. Osobiście reagowałam, kiedy dręczyła koleżankę z krótszym stażem. Potem przyszła kolejna. Nie była wulgarna ani agresywna. Niemniej jednak, mimo zaznaczania, że "zawsze jest do dyspozycji", kiedy pisało się do niej z pytaniem, wybuchała śmiechem i odpowiadała, że mamy jej nie zawracać głowy, bo ona ma na głowie "ważniejszy sklep niż nasz". Na KAŻDE zadane pytanie odpowiadała ironicznie. Spędziłam dwie godziny na pakowaniu kosmetyków do kartonów, kilka razy przeliczając czy wszystko się zgadza z listą, a kiedy spytałam dokąd one idą, dostałam odpowiedź "Idą na spacer. Nie interesuj się." - ogólnie wszystkie managerki i szkoleniowcy zachowują się jakby byli nadludźmi. Patrzą na resztę z góry, jakby byli gorszym gatunkiem, bo nie wiedzą jaki zestaw witamin ma olej z avocado. Faktycznie, to daje im prawo do pomiatania. Oczywiście ja się nie dawałam - na każdą zaczepkę nie reagowałam milczeniem, co pogarszało.
- praca stojąca. Masz dwunastogodzinną zmianę? Chcesz na chwilkę usiąść? Chyba żartujesz. Ja oczywiście siedziałam. I innym dziewczynom też radzę. Nie zwolnią za to - co najwyżej dostaniecie upomnienie, ale nie wiem jak wy, ale ja żylaków na nogach mieć nie chcę :) Trzeba nawet jeść na stojąco. Śmiech na sali.
- Zero jakiejkolwiek motywacji. W obecnej pracy wszyscy mamy świetne wyniki, ale i świetną premię. Chce nam się. Pracujemy ciężko ale z miłą niespodzianką na koncie :) W mydlarni coś takiego nie istniało. Pracodawca oczekuje jak najwięcej za jak najmniej. Wypłata była najmniejsza z możliwych (z mydlarnianej pensji na pewno się nie utrzymamy). Premię osiągało się tylko na święta. Pozostałe miesiące? Cóż, jeśli dano nam próg premiowy, który jakimś cudem osiągnęłyśmy, w kolejnym miesiącu był on już o wiele większy. Dyskutowałyśmy z dziewczynami że owszem, progi są, żeby nie było że nie dają szansy na premię, ale w większości przypadków kwota utargu pozwalająca osiągnąć premię była nie do zrobienia, choćbym nie wiem jak się starała. A jak już wycisnęłam z siebie siódme poty i dobiłam do pierwszego progu premiowego, było to.. 50 zł, które dostałam pod stołem (a, właśnie - wszystkie pieniądze, które nie zaliczały się do podstawowej wypłaty, czyli: premia, nadgodziny, zwrot za dojazd na zastępstwo, wyjścia marketingowe - wszystko to dostawało się w kopercie - nie musiałam nic podpisywać, że otrzymałam, po prostu wszystko na legalu :))
Powiem wam tak: jeśli jesteście studentkami i chcecie sobie dorobić przez rok czy dwa, śmiało. Jeśli ktoś szuka pracy "na poważnie", a także zależy mu na poszanowaniu dla pracownika, prosze omijać to miejsce. Szefostwo powinno przeprowadzić jakąś fikcyjną ankietę wśród pracowników na temat managerów i wyciągnąć wnioski. Ponadto - firma, która płaci pracownikom marne grosze, a szefostwo kilka razy w roku na ekskluzywnych wakacjach. Ja nie bronię jeździć na wakacje, ale kiedy ode mnie oczekujecie wszystkiego i jeszcze więcej za taką śmieszną kwotę to ja dziękuję.
Zmieniłam pracę i jestem szczęśliwa. Nareszcie zarabiam normalne pieniądze. Nareszcie mam fantastycznych przełożonych. Cieszę się, że odeszłam. Nie wrócę tam nawet na zakupy (poza tym.. te ceny trochę na wyrost, nieprawdaż? Nawet pracownice (mimo rabatów) robią kosmetyczne zakupy gdzie indziej.