Od dłuższego czasu pracuję w tej firmie i zaglądam tu sobie od czasu do czasu ot tak w ramach ciekawości. Ciekawość jest tym większa, że sezonowo pojawiają się tu historie wręcz niestworzone na temat mojego pracodawcy - firmy, która owszem wymaga, stawiając swoim pracownikom poprzeczkę naprawdę wysoko ale równocześnie docenia ich zapał i zaangażowanie, płaci na czas, motywuje i kładzie nacisk na rozwój.
No więc - zaglądam tu sobie i czytam i tak wczoraj po przeczytaniu jednej z opinii niemalże nacjonalistycznej coś we mnie pękło…. i teraz to ja postanowiłam się do tych opinii odnieść… bo czytając je sobie dopasowuję je zwyczajowo do tego co się ostatnio w firmie działo i choć te „sfrustrowane” głosy są na ogół anonimowe to praktycznie w każdym przypadku wiem, kto zadał sobie trud oszkalowania pracodawcy tak na odchodne, bo na żywo zabrakło odwagi do dyskusji, bo na żywo - przy braku realizacji planów sprzedażowych - łatwiej było pomachać biała flagą i się po prostu poddać, bo szef nakrył mnie na oszustwie, na nieuczciwej praktyce, bo upomniał… Tych „bo” u tych „sfrustrowanych” jest zapewne cała masa… bo praca w korporacji jest nie dla mnie… bo nie mam odporności na stres… bo przeraża mnie presja czasu… bo chcę robić minimum z minimum, przesiedzieć swoje 8 godzin, po cichutku, niemalże niezauważenie, a na koniec dostać kwitek z wypłatą…. bo pracując w sprzedaży nie mam ducha wojownika i już na starcie mówię, że plan jest nie do zrealizowania… bo przebranżawiając się zupełnie i poznając dopiero branżę wiem lepiej, ba.. najlepiej jak prowadzić pożyczkowy biznes, mam zatem prawo tupać i negować wiedzę i doświadczenie mojego przełożonego, że to się nie da, że plan do bani… bo może jak będę marudzić to inni też zaczną, bo efekt fali… no i może nam finalnie odpuszczą bo w grupie siła… bo zawsze mogę użyć narodowościowej karty – że różnice kulturowe, że zagraniczny szef, że tu Polska, nie Ameryka…. że jak to do nas, Polaków, w naszym własnym kraju, takim tonem?! Tylko co to wszystko ma do rzeczy?! Czy nasze własne niekompetencje są podstawą do szkalowania innych? Czy każda uwaga do naszej pracy, każda sugestia, porada to już (usunięte przez administratora)? Czy tak trudno odnaleźć w sobie odwagę do poniesienia konsekwencji tego, że cóż… że się w tej pracy, na powierzonym mi stanowisku nie sprawdziłem?!
Co więcej, żyjemy w globalnym świecie, ze świecą szukać korporacji, która kapitał miałaby tylko polski, co za tym idzie narodowość to nie karta przetargowa, to nie tarcza. Nie tym prawem rządzi się biznes. Biznes to podaż i popyt. Biznes to pomysł i plan i jego realizacja! A jeśli nie masz dość wiedzy, kapitału, nie masz pomysłu by otworzyć własną działalność i samemu być sobie żeglarzem, sterem, okrętem to cóż - pozostaje Ci zagryźć zęby i naprawdę pracować. Być efektywnym i przestrzegać reguł gry!
Ja swoją pracę w LoanMe bardzo lubię, bo lubię wyzwania, lubię panującą u nas atmosferę, a (usunięte przez administratora) to podziwiam i mam nadzieję, że z upływem czasu choć trochę będę taka jak on – że i dla mnie nie będzie rzeczy niemożliwych, nawet jeśli one takie są ;) Podsumowując pracując w LoanMe cenię co mam, a praca ceni mnie – owszem pracuję dużo i ciężko ale to mój własny wybór… efekty widzę na swoim koncie, podziwiam z perspektywy kanapy zakupionego właśnie mieszkania, myślę o nich jadąc do pracy moim wreszcie nareszcie własnym samochodem czy też wspominając wspólnie z mężem nasze ostatnie wakacje! Innymi słowy ciężka praca popłaca ; )
Kończąc już… maruderom życzę znalezienia własnej ścieżki oraz branży w której poczują się dobrze – dobrze na tyle, by odpowiedzialność za swój sukces zawodowy nieśli na swoich ramionach, nie obarczając ciężarem swoich niepowodzeń innych!