Nowy Kodeks pracy ma być gotowy w marcu przyszłego roku. Jeśli rząd zaakceptuje jego formę, szykują się spore zmiany – zarówno dla firm, jak i pracowników. 

Tylko dwie formy zatrudnienia

Aktualny Kodeks pracy obowiązuje od 1974 roku. Od tego czasu był on nowelizowany ponad 100 razy. Komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy od 1,5 roku tworzy nową wersję dokumentu. Ma on być gotowy w marcu przyszłego roku, po czym zostanie przedstawiony rządowi, który zdecyduje czy zostanie przyjęty. Jak podaje Gazeta Wyborcza, projekt przewiduje tylko dwie formy zatrudnienia: pełnoetatową i niepełnoetatową. Druga z nich byłaby stosowana w przypadku wykonywania pracy okazjonalnej lub takiej, która trwa do 16 godzin tygodniowo. Byłoby to zatem podobne rozwiązanie do obowiązującego w Wielkiej Brytanii kontraktu na zero godzin. Wszystko dlatego, że pracodawcy nie są skorzy do oferowania etatów. Aż 65,7 proc. społeczeństwa zatrudniona w oparciu o umowy cywilno-prawne wykonuje swoje zawodowe obowiązki na podstawie umowy zlecenie. To, że w Polsce w ogóle dopuściliśmy do zatrudniania na umowach-zleceniach jest porażką. Usługa to nie praca – stwierdza w rozmowie z dziennikiem przewodniczący zespołu ds. opracowania Kodeksu pracy, Arkadiusz Sobczyk.

Koniec z umowami zlecenie?

Nowe przepisy nie likwidują całkowicie umów zlecenie. Będą one jednak dotyczyć świadczenia usług, a nie pracy. W określonych warunkach będzie można je stosować przy szerszym zastosowaniu samozatrudnienia. Bardzo atrakcyjne z punktu widzenia pracodawców umowy zlecenie, powinny zatem zacząć tracić na znaczeniu. Firmy będą musiały bowiem wyrównywać koszty, ponoszone przez pracowników przechodzących na samozatrudnienie. Zaproponowane zmiany są pokłosiem podejścia samych przedsiębiorców, którzy – jak już nadmieniono – unikają oferowania umów o pracę. Etat, zamiast powszechnieć, staje się dobrem luksusowym. Pracownik pracujący od czasu do czasu zostanie zatrudniony na umowę o pracę, ale pracodawca zyska elastyczność, bo nie będzie miał obowiązku mu tej pracy zapewnić. Pracownik nie musi się też stawić do pracy na wezwanie, chyba że się na to w konkretnym przypadku zgodzi – dodaje Sobczyk, stwierdzając również, że zmian nie należy traktować jako rewolucyjnych, a nowy kodeks pracy koryguje, doprecyzowuje i rozwija to, co mamy w obecnym.

Niewykorzystany urlop przepadnie?

Gazeta Wyborcza, powołując się na rozmowę z bliską komisji osobą, informuje, że spore zmiany zajdą również w kwestii urlopów wypoczynkowych. Dziś jego długość zależy od stażu pracy. Osobom pracującym krócej niż 10 lat przysługuje 20 dni wolnych od pracy. Z kolei jeśli staż przekracza ten czas jest to 6 dni więcej. Zgodnie z założeniami nowego kodeksu, każdemu pracownikowi, niezależnie od długości kariery zawodowej, przysługiwałaby taka sama ilość 26 dni wolnego. Kolejną propozycją komisji byłoby zagwarantowanie pracodawcom możliwości jednostronnego podejmowania decyzji o terminie urlopu z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Istotną kwestią jest również to, iż niewykorzystany urlop nie przechodziłby na kolejny rok. Puls HR przytacza słowa prof. Moniki Gładoch, eksperta Pracodawców RP, która stwierdza: nie chcemy, by pracownik „chomikował” urlop i odkładał na później, dlatego też proponujemy, by do marca zatrudnieni obowiązkowo skorzystali z urlopu. Jeżeli pracodawcy tego nie dopilnują, poniosą konsekwencję. Tylko w wyjątkowych przypadkach, urlop będzie mógł zostać przydzielony w późniejszym terminie