Mówiąc o „czarnych listach” mamy zwykle na myśli nieuczciwych lub problematycznych pracodawców, czy klientów. Okazuje się, że ten schemat obejmuje również pracowników. Nieoficjalne informacje na temat przewinień to jednak bardzo kontrowersyjna kwestia również, jeśli chodzi o zgodność z prawem. Czy rekruterzy mogą tworzyć „czarne listy” wśród potencjalnych pracowników? Czy jest to legalne? Jak walczyć z tym procederem?

Źródło zdjęcia: https://pl.123rf.com/photo_93932078_sze%C5%9Bciu-mened%C5%BCer%C3%B3w-siedzi-na-krzes%C5%82ach-w-chwili-relaksu-przy-oknie.html
Tysiące osób mogą znajdować się na tworzonych przez rekruterów „czarnych listach”, zawierających dane osób, które z różnych powodów nie powinny być rozważane jako potencjalny pracownik przedsiębiorstwa.
Co to są „czarne listy”?
„Czarne listy” to nic innego jak spis pracowników, którzy według hr-owców nie są godni zaufania, a co za tym idzie – zatrudnienia. Pracownicy nie są więc jedyną grupą, którzy nie stronią od wyrażania swoich opinii na temat pracodawców.
Według informacji podanych przez portal Puls HR na „czarnych listach” rekruterów znajdują się tysiące Polaków, którzy nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Powody wpisania na nią mogą być różnorodne – od poważnych przewinień do takich, które nie u każdego rekrutera będą skutkować wpisaniem na listę.
W pierwszym przypadku mowa np. o pojawieniu się na rozmowie rekrutacyjnej pod wpływem alkoholu, nie pojawieniu się na niej w ogóle bez żadnego wcześniejszego kontaktu, agresywne zachowanie i brak kultury osobistej podczas rekrutacji.
Druga grupa zachowań, które mogą skutkować znalezieniem się na „czarnej liście” to podawanie nieprawdziwych informacji w CV dotyczących chociażby poprzedniego miejsca zatrudnienia lub posiadanych kwalifikacji.
Tworzenie notatek związanych z niedopuszczalnym zachowaniem nie powinno być niczym dziwnym, wszak każda firma poszukująca nowych pracowników dąży do tego, by spełniali oni przyjęte w firmie standardy. Jednak praktyki rekruterów nie kończą się tylko na samym sporządzaniu dokumentów. Niekiedy powstają przy tej okazji czarne listy pracowników.
Niemniej jednak to dane takie jak imię, nazwisko, miejsce zamieszkania, wykształcenie, czy dotychczasowe doświadczenie zawodowe powinno być informacjami, na którym bazuje proces rekrutacji. Firmy rekrutacyjne niestety często poszukując dodatkowych szczegółów o kandydacie w Internecie, a jest to przecież przetwarzanie nierzadko danych wrażliwych np. poglądów politycznych, czy informacje o stanie zdrowia.
Rekruterzy tworzą takie listy, ponieważ chcą unikać osoby nieodpowiedzialnej, nie szanującej czasu drugiej osoby, w szczególności przyszłego pracodawcy. Co więcej, czasami stosuje się praktyki usuwania kandydatów z czarnej listy, kiedy kandydat przekona potencjalną firmę do ponownego rozpatrzenia jego kandydatury.
Czy można sprawdzić obecność na ”czarnej liście” rekruterów?
Niezwykłe „czarne listy” pracowników to hipotetyczne zestawienie kandydatów wykluczonych z rekrutacji, które z różnych powodów miałyby być uznane przez pracodawców za niepożądane.
Co można o nich powiedzieć? Może to dotyczyć pracowników zwolnionych dyscyplinarnie, uznanych za niekompetentnych lub tych, którzy w ocenie pracodawcy sprawiali problemy. „Zawodnicy zdyskwalifikowani” to kandydaci, którzy mieli zachowania podważające ich wiarygodność – wskazuje Aleksandra Figura, team leader w firmie doradztwa personalnego People.
Jeśli masz podejrzenie, że możesz znajdować się na „czarnej liście”, masz prawo do podjęcia działań. Pierwszym krokiem jest skontaktowanie się z Urzędem Ochrony Danych Osobowych (UODO), który ma możliwość przeprowadzenia kontroli i nałożenia kar na podmioty łamiące przepisy.
Możesz również zasięgnąć porady prawnika specjalizującego się w ochronie danych osobowych lub prawie pracy, aby dowiedzieć się, jakie kroki podjąć w Twojej konkretnej sytuacji. Jeśli Twoje prawa zostały naruszone, możliwe jest złożenie pozwu do sądu w celu uzyskania odszkodowania lub zadośćuczynienia.
Pomimo że „czarne listy” są niezgodne z prawem, świadomość prawnych narzędzi pozwala skutecznie bronić swoich interesów i dbać o transparentność w relacjach pracodawca-pracownik.
“Czarna lista” rekruterów – dlaczego nie można jej prowadzić?
Prowadzenie tzw. „czarnej listy” rekruterów, zawierającej dane kandydatów, którzy z różnych powodów mieliby być wykluczani z procesu rekrutacyjnego, jest niezgodne z prawem i niesie za sobą poważne konsekwencje prawne, finansowe oraz etyczne.
Dyskryminacja jako podstawa naruszenia prawa
Zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa pracy oraz Kodeksem Cywilnym, niedopuszczalne jest stosowanie kryteriów dyskryminacyjnych podczas rekrutacji. Kryteria takie jak wiek, płeć, rasa, orientacja seksualna, niepełnosprawność, przekonania polityczne, przynależność związkowa czy status rodzinny nie mogą stanowić podstawy decyzji o zatrudnieniu.
Przykładowe zapisy w rodzaju „samotna matka z czwórką dzieci – mało dyspozycyjna” lub „związkowiec – potencjalny problem dla zespołu” są rażącym naruszeniem prawa, które może prowadzić do zarzutów o naruszenie dóbr osobistych takich jak prywatność i dobre imię. Są to ewidentne działania dyskryminujące.
Konsekwencje prawne i finansowe
Osoba, której dane zostały umieszczone na takiej liście, ma prawo domagać się przeprosin oraz zadośćuczynienia finansowego. W grę wchodzi nie tylko Kodeks Pracy, ale także przepisy dotyczące ochrony dóbr osobistych.
Sąd może nałożyć obowiązek wypłaty odszkodowania na rzecz poszkodowanego lub na cel społeczny wskazany przez niego. Co więcej, ustawa o promocji zatrudnienia przewiduje możliwość nałożenia administracyjnych grzywien na podmiot, który stosuje takie praktyki.
Naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych
Kolejnym aspektem, który czyni prowadzenie „czarnej listy” niedopuszczalnym, jest brak podstawy prawnej do przetwarzania danych osobowych zawartych na takiej liście. Przetwarzanie danych bez zgody osoby, której dotyczą, narusza przepisy RODO (Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych).
Nawet gdyby teoretycznie istniała zgoda na przetwarzanie danych, konieczne byłoby spełnienie wielu obowiązków, takich jak poinformowanie o celu przetwarzania, zabezpieczeniach danych czy okresie ich przechowywania. Dodatkowo, ujawnienie listy innym podmiotom, np. firmom w branży, pogłębia naruszenie przepisów.
RODO i ryzyko wysokich kar finansowych
RODO przewiduje bardzo wysokie kary za nielegalne przetwarzanie danych osobowych, sięgające nawet milionów euro. Tworzenie „czarnej listy” może zatem skutkować interwencją Urzędu Ochrony Danych Osobowych, a także prowadzić do sporów sądowych z osobami, których prawa zostały naruszone. W połączeniu z potencjalnym zainteresowaniem Państwowej Inspekcji Pracy, ryzyko dla pracodawcy staje się ogromne.
Etyka w procesach rekrutacyjnych
Oprócz aspektów prawnych i finansowych, należy zadać sobie pytanie o etykę takich praktyk. Czy tworzenie „czarnych list” jest moralnie uzasadnione? Działania te podważają zaufanie zarówno obecnych, jak i potencjalnych pracowników do pracodawcy, a także mogą wpłynąć negatywnie na wizerunek firmy w oczach opinii publicznej.
Czy to legalne?
Puls HR, powołując się na informacje podane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, dodaje również, że niektóre przedsiębiorstwa wymieniają się między sobą informacjami, dotyczącymi „niepożądanych” kandydatów. O ile wspomniane zachowania kandydatów są niedopuszczalne, to tworzenie, a zwłaszcza przekazywanie „czarnych list” między firmami jest niezgodne z prawem.
Stanisław Szwed, wiceminister MPiPS, w rozmowie z PAP, stwierdził, że wspomniane działania są nie tylko bezprawne, ale i dyskryminacyjne, a resort już zastanawia się jakie kroki podjąć, aby przeciwdziałać takim sytuacjom – zwłaszcza, że ich liczba może być bardzo duża. Sprawa ta zainteresowała nie tylko ministerstwo, ale również PIP oraz GIODO.
Państwowa Inspekcja Pracy wyjaśniła, że pracodawcy mogą wymagać od kandydatów podania danych osobowych, ale nie jest to równoznaczne z podawaniem ich dalej – a takie rzeczy mają miejsce w przypadku dystrybucji „czarnych list”. Takie dokumenty, przesyłane między firmami są zatem procederem nielegalnym.
Z kolei GIODO liczy na to, że tę kwestię uda się rozwiązać we współpracy z ministerstwem pracy, choć na pewno nie będzie to łatwe. „Czarne listy” są dokumentami nieoficjalnymi, które trudno zweryfikować, a kandydaci znajdujący się na nich nawet o tym nie wiedzą.
Źródło zdjęcia: https://pl.123rf.com/photo_74772770_m%C5%82oda-kobieta-na-rozmow%C4%99-kwalifikacyjn%C4%85.html?vti=o32ks1i3uro36llv7n-1-57














Komentarze
Julka
Przeczytałam ten artykuł i skonsultowałam swoje podejrzenie z UODO, że taka sytuacja może mnie dotyczyć ponieważ zgłosiłam mobbing w miejscu pracy i mam duże problemy ze znalezieniem pracy.
I co się okazało …. ze to ja mam dostarczyć dowody na potwierdzenie swoich podejrzeń. Tylko jak ? Skoro nie mam dostępu do takich list więc jak niby mam się dowiedzieć czy zostałam na niej umieszczona ?
Ponadto jeśli skarga będzie niezasadna to firma może mnie pozwać za naruszenie ich praw…
Koniec taki, że pracownik g. moze , bo złe opinie o pracodawcy nie zaszkodzą mu nigdy tak bardzo, a taki pracodawca może zniszczyć ( dosłownie) komuś życie.
zoska
tu się przecież nie pojawiają żadne komentarze !!!! wpisałam i nic
urzad
Co w sytuacji gdy to pracodawca powinien byc na czarnej liscie? pracodawca, który na Twoim l4 (hospitalizacja) przejmuje twoje obowiazki, zawala a wine zrzuca na niewinnego robola? to dopiero siencefiction
Bob
Pracodawcy są bezkarni a my zęby w ściane. I za wypeł nieni capcha też mi nie dali złamanego grosza.