Reforma wskaźnika WIBOR, od którego zależą raty kredytów milionów Polaków, wchodzi w decydującą fazę. Według ustaleń Money.pl proces toczy się mimo wyraźnych sygnałów sprzeciwu z rynku. Stawka jest ogromna – mowa o kontraktach wartych nawet 10 bln zł.
Rynek sceptyczny wobec tempa zmian
Z nieoficjalnych informacji wynika, że około 80 proc. sektora finansowego nie popiera reformy w obecnym kształcie. Część banków wolałaby zatrzymać się na dotychczasowych modyfikacjach i pozostawić WIBOR jako główny wskaźnik, a POLSTR traktować wyłącznie jako rozwiązanie rezerwowe. W kuluarach słychać wprost: „najchętniej niczego byśmy już nie zmieniali”. Publicznie jednak dominuje milczenie. Trudno nie odnieść wrażenia, że sektor balansuje między ostrożnością a obawą przed odpowiedzialnością.
POLSTR zamiast WIBOR. Globalny trend czy lokalna decyzja?
Z końcem 2027 r. WIBOR ma zostać zastąpiony przez POLSTR, oparty na rzeczywistych transakcjach overnight. Ministerstwo Finansów wskazuje na światowy kierunek odchodzenia od wskaźników starego typu. Problem w tym, że Unia Europejska ich nie zakazała, a żaden kraj nie zdecydował się oprzeć kredytów detalicznych wyłącznie na nowym modelu. Reforma rozpoczęta za rządów PiS jest dziś kontynuowana przez obecny gabinet, choć – jak twierdzą rozmówcy serwisu – jej geneza miała także wymiar polityczny.
Prawne ryzyko i pytania bez odpowiedzi
Banki rozważają wniosek o kolejne, dwuletnie odroczenie zmian. W tle pojawiają się wątpliwości, czy minister finansów może jednostronnie zmienić wskaźnik rozporządzeniem. Niektórzy uczestnicy prac ostrzegają przed osobistą odpowiedzialnością za taką decyzję. Zaskakuje też brak realnego udziału instytucji stojących na straży interesów klientów. W procesie, który dotyczy milionów kredytobiorców, to detal o znaczeniu zasadniczym.
Źródło: biznes.interia.pl