„Czy to ma sens? W mojej opinii nie” – stwierdziła Marta Cienkowska, minister kultury i dziedzictwa narodowego, odnosząc się do obowiązku opłacania abonamentu RTV. Jej wypowiedź, choć zwięzła, jasno oddaje stanowisko resortu: obecny model finansowania mediów publicznych ma zostać gruntownie przebudowany. Trwają prace nad nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji, a celem jest całkowite zniesienie abonamentu – z całą jego biurokratyczną otoczką i mizerną ściągalnością.

Nowy model finansowania: prosto z budżetu

Projekt zakłada, że media publiczne będą otrzymywały co najmniej 2,5 miliarda złotych rocznie z budżetu państwa, co – według deklaracji ministerstwa – pozwoli zapewnić stabilne i przewidywalne źródło finansowania. Nie będzie to jednak zmiana z dnia na dzień. Abonament ma zniknąć dopiero z początkiem 2027 roku, a do tego czasu – czyli jeszcze przez cały 2026 rok – obowiązek jego opłacania pozostaje aktualny. Co więcej, wszelkie zaległości wobec Poczty Polskiej nie ulegają anulowaniu – nadal będą ściągane, a odsetki będą rosły aż do przedawnienia po pięciu latach.

Podwyżka bez przyszłości?

Paradoks polega na tym, że od stycznia 2026 roku obowiązują wyższe stawki abonamentowe, choć sama opłata ma już określoną datę wygaśnięcia. Za radio trzeba zapłacić 9,50 zł miesięcznie, za telewizor – 30,50 zł. Przewidziano zniżki dla osób płacących z góry oraz ulgi dla seniorów, bezrobotnych i niepełnosprawnych, ale nie zmienia to faktu, że system abonamentowy uznano za „archaiczny” i nieskuteczny – jak podkreśliła minister. Ściągalność? Zaledwie 30 procent. Nie wiadomo, czy większym absurdem jest konieczność dalszego opłacania tej daniny przez cały 2026 rok, czy może to, że wciąż można trafić na wezwanie do zapłaty za zaległości sprzed kilku lat.

Ustawa gotowa – piłka po stronie prezydenta

Wypowiedzi minister Cienkowskiej jasno wskazują, że wszystko zależy od dalszego procesu legislacyjnego. Projekt ustawy już trafił do Sejmu, a jeśli przejdzie całą ścieżkę parlamentarną, kluczowe będzie jedno – podpis prezydenta. To od niego zależy, czy obecny system przejdzie do historii, czy jeszcze przez lata będzie uważany za relikt poprzedniej epoki.

Źródło: money.pl