Redukcja stóp procentowych o kolejne 0,25 pkt proc. przyniosła ulgę nie tylko kredytobiorcom. Tym razem świętować może także Ministerstwo Finansów, bo każda taka decyzja to mniejsze koszty obsługi gigantycznego długu publicznego, który na koniec sierpnia sięgał 1,9 biliona złotych. Rentowność polskich obligacji 10-letnich spadła do 5,3 proc., czyli najniższego poziomu od pół roku. W świecie finansów to powód, by naprawdę otworzyć szampana.
Ulga dla budżetu i przedsiębiorców
Niższe stopy to niższe odsetki — zarówno dla państwa, jak i sektora prywatnego. Tańszy kredyt oznacza większą aktywność firm, które mogą więcej inwestować i zatrudniać, co z kolei zwiększa wpływy z podatków CIT i PIT. Mechanizm prosty, ale skuteczny: gospodarka się rozkręca, a budżet zbiera owoce.
Jeszcze bardziej bezpośredni efekt widać jednak w kosztach długu. W ciągu pięciu dni rentowność 10-latek spadła o 0,13 pkt proc., a łącznie w tym roku o 0,56 pkt proc. Gdyby podobna obniżka dotyczyła całego zadłużenia, państwo mogłoby zaoszczędzić nawet 10 miliardów złotych rocznie.
Obligacje tanieją, rząd liczy miliardy
Na niższych stopach zyskują też obligacje o oprocentowaniu powiązanym bezpośrednio ze stopą referencyjną NBP — serie ROR i DOR, których wyemitowano już za 36 mld zł. Każde cięcie o 0,25 pkt proc. to 200 mln zł mniej w kosztach odsetkowych rocznie. W sumie, po serii tegorocznych redukcji o 1,5 pkt proc., rząd oszczędził około 1,2 mld zł.
Dodatkowym bonusem są obligacje indeksowane inflacją – ich oprocentowanie spada wraz z malejącym wskaźnikiem cen. Przy emisjach sięgających 79 mld zł i inflacji niższej o 2,2 pkt proc. oszczędność sięga już 1,7 mld zł rocznie. Można więc powiedzieć, że inflacja, jeszcze niedawno największy wróg finansów publicznych, dziś nieco zmiękła – i zaczyna spłacać własne grzechy.
Źródło: businessinsider.com.pl