Reforma edukacji doprowadziła do przekształcenia szkół zawodowych w branżowe. W nowej rzeczywistości większy wpływ na jakość kształcenia mają mieć pracodawcy, którzy biorą czynny udział w tworzeniu programu kształcenia. Zaangażowanie firm ma pomóc w przystosowaniu szkół do potrzeb rynku pracy.
Koniec zawodówek
Szkoły zawodowe zmieniły swoją nazwę na szkoły branżowe, które mają być lepiej przystosowane do potrzeb rynku pracy. Taką konieczność podkreśla minister edukacji narodowej Anna Zalewska, zapewniając, że: zaproponujemy nowe rozwiązania dla szkolnictwa zawodowego i branżowego. Dotychczas te podstawy programowe były absolutnie oderwane od rzeczywistości.
Nowe placówki powstały na mocy obowiązującej od września reformy edukacji, która zmieniła sposób kształcenia. Rozpoczęło się stopniowe przekształcanie 6-letniej szkoły podstawowej, 3-letniego gimnazjum, 3-letniego liceum oraz 4-letniego technikum i 3-letnich szkół zawodowych i policealnych. Zamiast nich już za jakiś czas nauka będzie obejmować: 8-letnią szkołę podstawową, 4-letnie liceum, 5-letnie technikum oraz wspomnianą 3-letnią szkołę branżowe I stopnia i 2-letnią szkołę branżową II stopnia, a także 3-letnią szkołę specjalną przysposabiającą do pracy i szkołę policealną.
Ratunek dla rynku pracy?
Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej otrzymało listę 24 profesji, które wymagają łatwiejszego dostępu do rynku pracy. W wykazie przekazanym przez Business Centre Club znajdują się takie zawody jak: inżynier elektryk, ślusarz, spawacz, elektryk oraz elektryk budowlany, ekspedient w punkcie usługowym (sprzedawca), opiekun/opiekun domowy, pielęgniarka, kierowca, inżynier budownictwa, informatyk, magazynier, kucharz, pracownik fizyczny gospodarstwa rolnego, rzeźnik-wędliniarz, kasjer, sprzedawca, stolarz, operator wózka widłowego, cieśla, pracownik produkcji, malarz budowlany, lakiernik, mechanik samochodowy, cukiernik.
Lekarstwem na te bolączki mają być dwustopniowe szkoły branżowe. Pierwszy etap kształcenia obejmuje 3 lata nauki, zakończone zdobyciem pierwszej kwalifikacji zawodowej. Finał drugiego etapu to uzyskanie kolejnej kwalifikacji (np. tytułu technika) oraz szansa na zdawania matury zawodowej. Egzamin dojrzałości będzie się jednak różnił. Obowiązkowo znajdzie się na nim język polski, obcy oraz matematyka. Pozytywny wynik testów będzie z kolei równoznaczny z możliwością rozpoczęcia studiów zawodowych, zapewniających tytuł licencjata.
Pracodawcy tworzą program nauczania
Zdaniem minister Zalewskiej szkolnictwo branżowe będzie mieć rację bytu, jeśli do jego tworzenia zaangażowani zostaną również pracodawcy. W założeniu mają oni mieć pośredni wpływ na jakość kształcenia.
Sternik MEN na wtorkowej konferencji w Wałbrzychu powiedziała: spotykamy się z przedstawicielami poszczególnych branż i piszemy podstawy programowe. Teraz to nie urzędnik pisze podstawy, ale osoby z danej branży zawodowej. Dodatkowo firmy będą też współfinansować klasy branżowe, które nie zostaną uruchomione, jeśli nie będą posiadać partnera pod postacią przedsiębiorstwa.
Jak stwierdza sternik MEN: pracodawcy wiedzą, że bez MEN i szkoły nie są w stanie rywalizować w rewolucji przemysłowej 4.0. Zalewska dodała również, że jej resort w swoich działaniach bazuje na sprawdzonych rozwiązaniach stosowanych w takich krajach jak Niemcy, Szwajcaria czy Austria, w których – jak zaznacza minister – szkoły zawodowe stoją na najwyższym poziomie. Mimo iż w teorii wygląda to obiecująco, to w praktyce – po pierwszych naborach – trudno o entuzjazm. Zainteresowanie zmodyfikowaną formą kształcenia jest takie samo jak w przypadku zawodówek. Jak podawała Rzeczpospolita, w Lublinie na 1062 przygotowane miejsca zakwalifikowano tylko 276 osób.
Inwestycja w kształcenie zawodowe, które odpowiada potrzebom rynku pracy, jest niezwykle ważne nie tylko dla firm w skali kraju, ale też w przypadku długofalowej wizji rozwoju gospodarki. Pogłębiające się w wielu profesjach braki kadrowe są nie tylko kosztowne dla pracodawców, ale w ostateczności mogą też zagrozić ogólnej działalności firm. Przedsiębiorcy, organizując rozmaite praktyki i staże mogą nieco ułatwić proces zdobywania cennych kwalifikacji i uniknąć przykrych konsekwencji tego typu problemów w przyszłości.
Źródło zdjęcia: https://pl.123rf.com/photo_49309641_skoncentrowane-praktykanci.html?vti=ms9w8spotsmpbhgov5-1-6














Komentarze
grzesieK3
miejmy nadzieje, że rzeczywiście zajdą zmiany w kształceniu młodzieży, bo na chwile obecną pracodawcy mają spory problem ze znalezieniem odpowiednich fachowców. Tez prowadzę firmę i mam z tym doświadczenia. [usunięte przez moderatora]. Nasza gospodarka nie potrzebuje tylu magistrów…
GoWork.pl
Zgadzamy się w stu procentach! Na rynku pracy mamy zbyt wielu magistrów, a za mało fachowców z konkretnymi umiejętnościami w rękach. To może niekorzystnie odbić się na sytuacji polskiej gospodarki.
Dawid
Na każdym etapie edukacji można zainwestować w kursy zawodowe. Np. operator wózków widłowych, dźwigów czy suwnic posiada zwykle uprawnienia zawodowe, które są dużym atutem na rynku pracy. Podobnie jest z uprawnieniami elektrycznymi, energetycznymi czy gazowymi – osoby, które je posiadają mają bardzo duże szanse na podjęcie dobrze płatnej pracy.