Hotel Gołębiewski to solidna marka, dlatego skargi pracowników budowy ich kolejnego obiektu odbiły się w środowisku szerokim echem. Jeden z pracowników miał zarobić za swoją pracę zaledwie… 70 zł. Normą miała być także „praca na czarno”. Co na to przedstawiciele sieci hoteli i kto faktycznie zatrudniał pracowników na budowie?
Hotel Gołębiewski w ogniu krytyki. Pracownicy budowy pracowali „na czarno”
Zaczęło się od anonimowego listu, skierowanego do stowarzyszenia Stop Nieuczciwym Pracodawcom. Napisał go zdesperowany pracownik budowy nowego obiektu, należącego do sieci Hoteli Gołębiewski. Pragnął zachować anonimowość z obawy przed utratą pracy.
Choć powstający budynek ma być największym hotelem w Polsce, warunki zatrudnienia pracowników jego budowy zupełnie nie oddają wielkości projektu. Pracownik donosił m.in. o braku umów, a także nieopłaconych składkach ubezpieczeniowych i śmiesznie niskich stawkach.
„Jest nas około 200-300 osób bez umów, także ludzie ze Wschodu” – pisał autor listu. Jak dodawał, nieprawidłowości i przypadki łamania praw pracowniczych zgłaszał już odpowiednim instytucjom, te jednak miały nie podjąć żadnych kroków z tym związanych.
Podobnych przypadków w polskiej branży budowlanej zresztą nie brakuje. Dlatego Małgorzata Marczulewska ze Stowarzyszenia zdecydowała się działać. Niestety, list zawierał zbyt mało konkretów, aby mogła zrobić to samodzielnie. Jak komentowała, także i sama marka słynie z przyzwoitych warunków płacowych, jak i warunków zatrudnienia. Dlatego treść listu była sporym zaskoczeniem.
Przekazała go za to redakcji serwisu Money.pl, która postanowiła bliżej przyjrzeć się sprawie.
TO TEŻ MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ: Praca „na czarno” – jak ją udowodnić?
Zarobił 70 zł za 10 dni pracy. „Na Ukrainie zarobiłbym więcej”
Budowa Hotelu Gołębiewski miała być dla dużej grupy Ukraińców, którzy przyjechali na plac budowy, szansą na godziwy zarobek. Stało się jednak inaczej. „Ściągnął nas jeden Ukrainiec. Zapłaciliśmy mu 100 zł, miał nam załatwić pracę. 100 zł miał oddać. Trzeba było jeszcze zrobić test na COVID-19 za 140 zł. Też mieli oddać. Nie oddali nic. A patrz pan, ile zarobiliśmy” – opowiadał jeden z nich w rozmowie z dziennikarzami portalu Money.pl.
Za 10 dni pracy mężczyzna miał zarobić… 70 zł. Jakim cudem? Z wynagrodzenia potrącono koszty przyjazdu, w wysokości 500 zł, a także 80 zł za kilka noclegów. Jego koledze udało się zarobić już nieco więcej, bo 300 zł. Rozliczenie w całości zostało spisane na kopercie. Umowa o pracę? Nikt o niej nawet nie wspomniał.
Wspomniano za to o obowiązkowych karach za picie wódki na placu budowy. Jednemu z pracowników budowy odjęto z tego powodu od wynagrodzenia 500 zł. „Jakiś żart. Żadnej umowy, żadnych składek. A zarobki? Na Ukrainie zarobilibyśmy więcej” – komentowali w rozmowie z Money.pl.
Jak jednak dodają, nie planują na razie wracać do ojczyzny. Jak twierdzą, w Polsce jest wiele innych inwestycji, przy których mogą znaleźć pracę i są dobrej myśli.
Kto zatrudniał pracowników budowy Hotelu Gołębiewski? Firma odniosła się do sprawy
Dosyć mocny zarzut przeciwko sieci hoteli to zatrudnianie „na czarno”. Hotel Gołębiewski to jednak uznana marka, która postanowiła odnieść się do sprawy. Komentarza udzielił dyrektor nowego hotelu sieci.
„Firma nie zatrudnia pracowników na „czarno”. Część pracowników pracuje na podstawie umowy o pracę. Jest to kadra zasadnicza – około 20 osób – zatrudniona w innych hotelach naszej firmy. Około 30 pracowników jest zatrudnionych na podstawie umowy zlecenia. Pozostali pracownicy zatrudniani są przez firmy podwykonawcze” – tłumaczył w rozmowie z Money.pl Robert Skraburski, zaprzeczając, jakoby Hotel Gołębiewski miał zatrudniać pracowników budowy bez umowy.
Szukasz pracy w Bydgoszczy? Sprawdź najlepsze oferty na GoWork.pl!
Czy zatem skandaliczne warunki zatrudnienia to wina nie sieci hoteli, a podwykonawców? Tego można się jedynie domyślać. Dyrektor odniósł się także do zarzutu opóźnień w opłacaniu składek.
„Wszyscy nasi pracownicy mają opłacane wszystkie wymagalne zobowiązania wynikające z umów. Być może zdarzały się przypadki opóźnień w płaceniu niektórych składek. Problemy były efektem pandemii, kiedy zostały zamknięte wszystkie nasze hotele. O problemach finansowych informował pan Tadeusz Gołębiewski w mediach ogólnopolskich” – komentował Skraburski.