Ku przestrodze, żeby potencjalni chętni skorzystali z doświadczenia osób, które podjęły się pracy w tej firmie. Podpisuję się pod wszystkimi opiniami i chciałbym od siebie dołożyć kilka słów. Miałem wątpliwą przyjemność pracowania przez pewien okres (zdecydowanie zbyt długi) w krakowskim oddziale. Biuro firmy mieści się aktualnie na ul. Piłsudskiego, a w serwisach z ogłoszeniami o pracę podpisuje się jako HR Pro System. Pierwsza lampka ostrzegawcza powinna mi się zapalić już w momencie kiedy próbowałem znaleźć jakieś informacje o tejże firmie, a po pod tą enigmatyczną i bardzo ogólną nazwą trudno było cokolwiek odszukać. Ale naiwnie stwierdziłem, że spróbuję, pójdę na rozmowę rekrutacyjną i sam się przekonam o co chodzi. Poza tym byłem bardzo zdesperowany i pilnie poszukiwałem pracy. Kolejna lampka ostrzegawcza - trudność w zlokalizowaniu siedziby firmy. Dostałem bardzo ogólną informację gdzie powinienem udać się na rozmowę, róg ul. Piłsudskiego i Al. Krasińskiego, I piętro. Na drzwiach firmy nie było żadnej tabliczki informującej, nic (w późniejszym czasie przyklejono karteczkę "HR Pro System" - pewnie zbyt dużo osób się gubiło). Sama rozmowa rekrutacyjna bardzo przyjemna, ot taka luźna pogawędka z sympatyczną dziewczyną odnośnie mojego doświadczenia, pytania odnośnie marketingu. Konkretów niewiele, skontaktujemy się z najlepszymi kandydatami i zaprosimy na kolejny etap. Oczywiście zostałem zaproszony na kolejny etap, którym był dzień próbny/obserwacyjny. W praktyce wyglądało to tak, że pojechałem w teren przyglądać się pracy doświadczonych osób. Czyli chodzenie od firmy do firmy, część spotkań była umówiona, do części klientów wchodziło się z tak zwanego "buta". Początkowo stwierdziłem, że to w sumie nie jest najgorsza opcja pracy, codziennie coś nowego, brak monotonii, a dzień pracy w dużej mierze zależy od ciebie samego. Zostałem oczywiście omamiony niekończącymi się możliwościami - zarówno jeżeli chodzi o zarobek, jak i rozwój w firmie. Produkt wydawał mi się interesujący (mimo, że nigdy wcześniej nie interesowałem się energią elektryczną, ale miałem już pewne doświadczenie jeżeli chodzi o handel i marketing bezpośredni), warunki które prezentowało się klientowi przejrzyste i korzystne. Zostałem przydzielony do dywizji energetycznej, wszystko tak jak zostało już wcześniej wielokrotnie wspomniane było ubrane w kostium profesjonalizmu. Cały team składał się z młodych, ambitnych osób, garnitury, krawaty, sukienki i szpilki, wszyscy uśmiechnięci, firma dynamicznie się rozwijająca. Początkowo wszystko wyglądało nieźle, miałem wrażenie, że być może znalazłem się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. I tutaj niestety wyszedł mój brak doświadczenia zawodowego i zbyt duże pokłady ambicji, chęć sprawdzenia się, wykazania. I na takich ludziach jak ja opiera swoje funkcjonowanie cała firma - młodzi, bez większego doświadczenia, ale za to bardzo ambitni, których łatwo omamić, zmanipulować kołczingowym bullshitem.
Na początek podpisałem umowę odnośnie szkolenia, że zobowiązuję się ukończyć 21 dniowy cykl szkoleniowy. Z zastrzeżeniem, że gdybym zrezygnował w trakcie, wiązało by się to z karą finansową (1200 zł). Szkolenia miały miejsce każdego dnia rano, wszyscy w nich uczestniczyli, z podziałem na grupy. Takie standardowe kołczingowe pierdololo odnośnie tego jak stać się lepszym człowiekiem, a przez to dobrym sprzedawcą i osiągnąć niebywały sukces. Ekhm. Praca teoretycznie od 8:00 do 16:00, od poniedziałku do piątku. Z tymże, zdarzało się pracować również w soboty, a nie zawsze kończyło się pracę równo z zegarkiem w ręku o 16:00. Jednego dnia siedziało się w biurze i umawiało spotkania z klientami. Pracowało się na własnych komputerach, dzwoniło się z własnych, prywatnych telefonów. Żadne koszty poniesione z wydzwanianiem do klientów nie były oczywiście zwracane. Tak samo jak i kwestia transportu, komunikacji miejskiej. Jeżeli ktoś miał własny samochód to też wątpię, żeby ktoś zwracał mu kasę za paliwo. Następnie jeździło się do klientów na umówione spotkania. A jeżeli jakieś spotkania odpadły to często też wchodziło się do firm bez zapowiedzi. Aha, nie było żadnej bazy danych klientów, każdy samodzielnie ich sobie pozyskiwał korzystając z głównie z google maps. Początkowo jeździło się w towarzystwie doświadczonych osób, następnie samodzielnie. Produkt, który wydawał mi się atrakcyjny, prosty i korzystny dla klientów, w praktyce był czymś trudno sprzedawalnym. Wszelkie negocjacje prowadzone z klientami zajmowały dużo czasu, i rzadko ktoś decydował się na zmianę dostawcy energii elektrycznej na pierwszym spotkaniu. Czyli trzeba było wykazywać się niesamowitą cierpliwością, determinacją i umiejętnością dobrego planowania. Niestety wkład włożony w pracę, przynajmniej na moim przykładzie, w ogóle się nie zwrócił.
Oczywiście, były osoby, które miały więcej szczęścia, więcej doświadczenia jeżeli chodzi np. o techniki sprzedaży i mniej wymagań jeżeli chodzi o etyk