Na początku kwietnia starałem się o stanowisko magazyniera. Gdy przyjechałem na rozmowę, na portierni (duży osobny budynek) trzeba było podpisać się na liście oraz… dmuchnąć w alkomat. Wtedy ochroniarz odblokował bramki i poprowadził wszystkich kandydatów do budynku głównego. Między portiernią a budynkiem przechodzi uliczka – służbowy wjazd na parking. Jak kilka aut na dzień tamtędy przejeżdża to dużo. Mimo to przejście przez tą uliczkę ma namalowane pasy oraz sygnalizację świetlną! Ochroniarz poinstruował wszystkich, że gdy jest czerwone, należy nacisnąć przycisk, poczekać na zielone i wtedy dopiero można przejść na drugą stronę! Żeby wejść z korytarza na hale magazynowe, trzeba przejść przez kolejne bramki, sterowane z osobnej portierni. Dziwię się, dlaczego ochroniarze nie chodzą z kałachami, przecież bramki można przeskoczyć. Włącznie ze mną na korytarzu czekało 5-ciu kandydatów. Do sali (akurat bez bramek) wchodziło się pojedynczo. Za stołem siedziały trzy osoby - dwie kobiety, jeden facet. Rozmowę prowadziła jedna kobieta. Czasem facet coś wtrącił, a druga kobieta tylko popatrywała raz na kolegę, raz na prowadzącą jakby chciała zapytać, co on (kandydat) wygaduje. Przebieg rozmowy był mniej więcej taki. Pytanie 1: „Czy miał pan jakiś problem, żeby do nas trafić?” Zgodnie z prawdą odpowiadam, że nie. Dziwne, przecież wszyscy kandydaci przybyli punktualnie. Dlaczego więc miałby być jakiś problem z trafieniem? Pytanie 2: „Dobrze. Ponieważ się nie znamy, proszę powiedzieć coś o sobie, gdzie pan pracował, wszystkie miejsca pracy od momentu zakończenia edukacji”. Pytanie 3: „Dlaczego zakończyła się pana współpraca z (poprzednim miejscem pracy)”? Pytanie 4: „Czym się pan interesuje”? Gdy omówiłem, rekruterka na to: „To ciekawe zainteresowania. Dlaczego więc spotykamy się na magazynie”? Mówię: „Ta praca pozwoli mi się spełnić w czynnościach, które wykonywałem w poprzednim miejscu pracy”. I wyjaśniłem jakie. Oczekują od kandydatów, że praca na magazynie będzie czyimś hobby, życiowym marzeniem? Pytanie 5: „Czy ma pan jakiegoś znajomego, kto pracuje bądź pracował w magazynie (niekoniecznie u nas) i kto opowiadał panu o tej pracy”? Nie mam. Sprawdzają czy jestem z polecenia? Pytanie 6: „Co pan w takim razie wie o pracy w magazynie? Jak sobie pan tę pracę wyobraża”? Mówię o rozładunku, inwentaryzacji i liczeniu. No bo na czym niby ta praca miałaby polegać? Wtedy rekruterka przedstawiła, jak wygląda praca w Rossmannie. Praca na trzy zmiany. Generalnie po 8 godzin, nadgodziny trafiają się rzadko. Wypłaca się ekwiwalent albo wybiera się wolne. Polecenia przekazywane są przez słuchawki, które nosi się przez cały czas. Pytanie 7: „Za jakie wynagrodzenie”? Odpowiadam więc: „Ponieważ Rossmann to bogata firma, myślę, że kwota 3 tys. zł netto nie będzie dużym obciążeniem”. Odpowiedź brzmiała: „Na magazynie nie ma takich zarobków. Podstawa wynosi 1800 zł netto plus dodatki” (mówiła jakie). Pytanie 8: „Czy ma pan może jakieś pytania”? Chciałbym dowiedzieć się czegoś na temat grupy, w której przyjdzie mi pracować, w jakim wieku są to ludzie? W różnym: od 20-tu do ponad 60-ciu, z różnym wykształceniem, od podstawowego po wyższe. Podkreślając zaangażowanie zapytałem o możliwość awansu, choć wiedziałem, że co najwyżej można być brygadzistą, co mnie osobiście nie interesuje i rzeczywiście słowo brygadzista za chwilę padło. Czekali na następne pytanie. Ja powiedziałem, że to tyle z mojej strony. Usłyszałem, że jeśli przejdę do następnego etapu, zostanę o tym poinformowany do 3 dni. Jeśli telefonu nie będzie to znaczy, że nie zostałem przewidziany do dalszego etapu rekrutacji. Wtedy zapytałem, czy o ewentualne powody odrzucenia mojej kandydatury mógłbym zapytać. Cisza. Tłumaczę więc, że chodzi o to, że może jakiś błąd popełniam nieświadomie i chcę wiedzieć, co powinienem zrobić, aby w przyszłości stać się lepszym kandydatem. Wtem odzywa się facet: „Wie pan co, przyczyny niekoniecznie muszą leżeć po pańskiej stronie. Rossmann zajmuję określoną pozycję na rynku…” ble ble ble ble. Kompletnie nie zrozumiałem, co gada. Podziękowaliśmy sobie, powiedzieli do widzenia, wyszedłem. Opuściłem budynek myślami będąc ciągle przy rozmowie. Na portierni facio w czarnym mundurku czepia mi się: „Pan sobie przeszedł na czerwonym, a ja mówiłem, że trzeba nacisnąć przycisk i czekać”. Odpowiadam: „Nic nie jechało, droga jest pusta”, na co mój rozmówca zaraz kontratakuje: „Nie, to nie ma takich odpowiedzi. Takie są zasady i należy ich przestrzegać”. Teren firmy, droga wewnętrzna, po której nic nie jedzie, a tu sygnalizacja świetlna! Myślę sobie: no to odpadnę z rekrutacji za przejście na czerwonym świetle! Od razu możecie mnie skreślić. Nie będę palił benzyny i fizycznie zapier… za tak gówniane pieniądze! Rossmann funkcjonuje w 6 krajach, w tym w Polsce, gdzie posiada 1264 sklepy i oni płacą magazynierom 1800 zł! Jak im nie wstyd?! I jeszcze te słuchawki na uszach! Czyli mam rozumieć, że komunikacja odbywa się jedną stronę, a pracownik nie ma prawa nawet