Dzień dobry,
ja także chciałbym przedstawić swoją opinię o spółce LUG, konkretniej Centrali w Zielonej Górze, ponieważ nie miałem do czynienia z pracą w lokalnych jednostkach.
Wydaje mi się, że przepracowałem wystarczająco dużo czasu w spółce, żeby zaznajomić się z jej wewnętrznym funkcjonowaniem i mam prawo wypowiedzieć swoją opinię.
Zaczynając od początku i rozmowy kwalifikacyjnej. Rozumiem, że spółka funkcjonuje intensywnie, a dyrekcja ma na głowie wiele spraw, jednakże jeśli umawia się rozmowę z kandydatem, to fajnie byłoby na wstępie móc wyrobić sobie dobrą opinię o pracodawcy, a nie czekać ponad godzinę na umówione spotkanie, ponieważ dyrekcja ma akurat ustalone już od dawna spotkanie. Jeśli było ono umówione od dawna, wystarczyłby jeden telefon i pojawiłbym się w późniejszej porze. Szanujmy wzajemnie swój czas. Sama rozmowa z dyrekcją okej, merytoryczna - sprawdzenie mojej wiedzy, znajomości podstawowych narzędzi, które następnie miałem używać podczas pracy, praktyczne użycie języka. Co do rozmowy z Panią z HR- trochę czułem się jak na przesłuchaniu, Pani była dość "nachalna" w swojej rozmowie. Być może było to błędne odczucie spowodowane moją frustrakcją po godzinnym oczekiwaniu, więc może z zasady jest inaczej.
Następnie proces szkoleniowy, dwutygodniowy. Nie rozumiem po co osobie, która nie ma później w pracy NIC do czynienia z produktami, potrzebne jest wkuwanie na pamięć całego katalogu produktów. Moim zdaniem, szkolenie nie dostosowane do nastepnie obejmowanego stanowiska, co uważam za wielki minus. W tym samym czasie (2 tygodni!) byłbym w stanie przyswoić dużo więcej rzeczy, BARDZIEJ mi przydatnych przy wykonywanej pracy. Minus także za organizację szkolenie, ponieważ niejednokrotnie szkoleniowiec spóźniał się rano godzinę, półtorej, dwie... ponieważ miał inne obowiązki. Jasne! Wszystko rozumiem! Ale podobno taka sytuacja ma miejsce zawsze, więc chyba coś jest nie tak z zarządzaniem, skoro jedna osoba ma na głowie tyle obowiązków, że nie jest w stanie przeprowadzić o czasie szkolenia. Samo wdrażanie w obowiązki profesjonalne. Dość szybko udało się zorganizować dla mnie sprzęt komputerowy (wiem, że w innych firmach różnie bywa z tym czasem), więc tutaj tempo tego typu spraw naprawdę na plus. Im dalej w las, robiło się różnie. Mam wrażenie, że w tej organizacji nie każdy do końca czasem wie, co ma robić. Niby jest jakiś zakres obowiązków, ale większość wykonywanych przeze mnie zadań się z nim nie pokrywało. No ale skoro dostaję zadanie od dyrekcji, to co powiem? Że nie wykonam? Jasne... Słaba komunikacja pomiędzy przełożonym a pracownikiem to codzienność. Albo nie można się dobić do dyrekcji, albo jest dyrekcja zajęta innymi sprawami - na pewno ważniejszymi od mojej... To tyle w kwestii przepływu informacji pomiędzy szefem a pracownikiem. Nawet dnia, w którym chciałem złożyć wypowiedzenie dyrekcja znalazła dla mnie 2 minuty na korytarzu i w biegu poinformowałem o swojej decyzji. Wydaje mi się, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.
Podczas mojego opuszczania firmy w niektórych jednostkach funkcjonował już system, o którym także chciałbym wspomnieć. Mianowicie raportowanie swojego dnia pracy, czyli zapisywanie w odpowiednim systemie, co się przez cały dzień zrobiło. 15 minut poszło na to, 30 minut poszło na to, przez 1 godzinę robiłem to... Być może inni to docenią, ale ja uznałem to za stratę czasu i kompletny BRAK zaufania do pracownika ze strony pracodawcy. Nie wiem, czy system dalej funkcjonuje, jednak moim zdaniem to nie jest najlepsze rozwiązanie ze strony pracodawcy. To co powinno się liczyć w pracy bardziej? Moje wyniki (nieważne w jakim czasie dokonane) czy to, co zapisałem w systemie, bo "coś być musi"?
Odnośnie finansów. Jak na Zieloną Górę - pensja zła nie jest. Jednak polecam jej negocjowanie na samym początku, bo później o jakąkolwiek podwyżkę wcale nie jest łatwo. Miałem także okazję pracować akurat w okresie świątecznym. Rozumiem, że CSR-y, tego typu rzeczy... ale dlaczego firma zrezygnowała z bonusów świątecznych dla pracowników, bo uznała, że dla każdego byłoby to zaledwie 100-200 zł, a łącznie może się uzbierać duża kwota i przeznaczy to na działania z obszaru CSR? Jakim prawem bonusy przysługujące pracownikom przeznaczone są autorytarnie na coś innego (co moim zdaniem powinno być finansowane z zupełnie innego budżetu)? Być może ktoś oceni to działanie jako szczyt hojności, co człowiek - to opinia. Miałem także okazję pracować w okresie, gdy moje koleżanki z pracy obchodziły Dzień Kobiet. Każda z nich dostała bon upominkowy o konkretnej wartości, a następnie ta wartość... została im odliczona od pensji!!! Pozostawię to tutaj bez komentarza.
Czytając różne opinie o LUG na tym forum mogę się przychylić do pewnych stwierdzeń opinii Taltu cz1 z 14 listopada 2017 r., np: "W pracy, poza rutynowym działaniem nie masz najmniejszych szans na rozwój. Nie ma ścieżek kariery, pomysłu na pracowników, na wykorzystanie nowych pomysłów. Do niedawna nie było karty stanowiskowej...