O Boże jaka ludzka naiwność jest przerażająca. To, że są oferty na doradców czy kierowników nie wynika z tego, że firma się rozwija tylko z tego, że nikt tam długo nie wytrzymuje i ciągle potrzeba nowych "naiwnych". Wykorzystują wszystkich: doradców, kierowników i innych pracowników biurowych. Obiecują złote góry, umowy o pracę? Super! Zobaczycie ile z tych obietnic zostanie dotrzymanych. Ja zaczęłam tam pracę jako doradca klienta kiedy firma była jeszcze "w powijakach" ale nie zostałam tam długo z zupełnie niezwiązanych z firmą iCredit powodów. Krótko mówiąc dostałam lepszą ofertę pracy w oparciu o umowę o pracę i nie byłabym w stanie wszystkiego pogodzić. Szybko zaoferowano mi umowę o pracę na innym stanowisku w biurze centralnym. Nawet nie wiedziałam jaki błąd popełniłam że zrezygnowałam z tamtej pracy i wybrałam iCredit. Umowa dla doradcy była tłumaczona z użyciem google translate i zupełnie nijak się miała do wersji angielskiej. Umowy o pracę na okres próbny nigdy nie dostałam i nieważne ile razy prosiłam, błagałam, tłumaczyłam że to niezgodne z prawem - ciągle słyszałam tę samą odpowiedź: "Nie teraz. Jutro!"
Kiedy okres próbny zaczął się kończyć dostałam nową umowę na okres jednego roku, ale uwaga! uwaga! tylko dlatego że pracownic się zbuntowali i złożyli skargę do Państwowej Inspekcji Pracy! Wtedy wreszcie podpisano ze mną umowę żeby się dokumenty zgadzały podczas kontroli. I tu po raz kolejny próbowano mnie oszukać. Wynegocjowałam pewną stawkę, ale na umowie wpisano mi znacznie niższą stawkę niż ta uzgodniona. Oczywiście byłam już na tyle nieufna wobec tej firmy, że przed podpisaniem umowy przeczytałam ja calutką bardzo dokładnie i o dziwo, kiedy czytałam umowę, usłyszałam pytanie: "Co robisz? Przecież Ty masz to tylko podpisać" Potem było już tylko gorzej. Odkąd zmieniło się szefostwo zaczęło się obrażanie i typowy mobbing. Zmuszano mnie do pracy po godzinach. Wysyłano mi wiadomości w nocy albo w dni wolne od pracy (jeśli już jakiś się zdarzył) z żądaniami raportów. Moja próba wybrania się do lekarza skończyła się tym, że 1,5 miesiąca chodziłam do pracy chora i dorobiłam się zapalenia oskrzeli, bo nigdy nie był dobry moment żeby mogło mnie nie być w pracy. A jak już wylądowałam na L4 dostałam wiadomość o szefostwa, że albo przyjdę do biura, wezmę komputer i będę pracować z domu, albo znajdą kogoś na moje miejsce. Miałam pracować jako tłumacz a byłam wszystkim w zależności od potrzeb: inspektorem kredytowym, doradcą klienta, kierownikiem ds. rozwoju, pracownikiem administracyjnym, pracownikiem działu marketingu, tłumaczem, pracownikiem działu windykacji a czasem szefowa zabierała mnie nawet do lekarza czy krawcowej bo potrzebowała tłumacza. Potrafili człowieka opie***ć o wszystko. Ja dostałam nawet op**prz za to że nie mam papierosów a szefostwo chciało zapalić. Oczywiście dopóki szefowa była jeszcze w Polsce obiecywała mi że wyrównają mi za te nadgodziny, delegacje, weekendy kiedy pracowałam itd., ale na obietnicach się skończyło. Kiedy pojawiło się nowe szefostwo usłyszałam tylko "A czy ja wyglądam jak szefowa? Ja nic nie obiecywałem?" Firma została zarejestrowana w styczniu 2014 r. (można to sprawdzić w KRS) w Warszawie - jak to mi kiedyś wyjaśniono "bo tam jest dużo małych firm zarejestrowanych z wirtualnymi biurami wiec jest mniejsza szansa na szczegółowe kontrole" - hmmm.... ciekawe wyjaśnienie muszę przyznać. Później zmieniono dane w KRS i zarejestrowano firmę w Łodzi. Ja zaczęłam pracę w iCredit w kwietniu 2014 r. jako doradca klienta, potem w sierpniu zaczęłam pracować jako tłumacz (wynieś, przynieś, pozamiataj) z firmy odeszłam w marcu 2015 r. ale ciągle utrzymywałam kontakt z innymi pracownikami firmy (teraz też utrzymuję z nimi kontakt ale już nie są pracownikami iCredit bo wszyscy mieli tej firmy serdecznie dość). Wiem jednak, że przez dłuższy czas nie było tam żadnego Pana kierownika, który by wytrzymał tam nieco dłużej. Mamy połowę marca 2016 r. Nie mam pojęcia jak Pana zatrudnienie (podkreślam PRZESZŁO rok) mogło umknąć mojej uwadze, Panie Alojzy Kleks, ale zgadzam się z @kkkk musi Pan być pracownikiem marketingu. To by też tłumaczyło usuwane negatywne komentarze. NAJGORSZE DOŚWIADCZENIE ZAWODOWE EVER!!!!!!!!!!!!
Jako tłumacz miałam nieprzyjemność nasłuchać się jak obrażają wszystkich od doradców po kierowników, że już nie wspomnę o tym że kazano mi dzwonić do jednego z kierowników na 5 minut przed jego operacją i pytać jak długo będzie na L4 bo moje tłumaczenia, że jest po "głupim jasiu" i nie jest w stanie rozmawiać nie miały dla nich znaczenia.
NIE POLECAM!!!!!