PKP InterCity jest z pewnością najgorszym miejscem pracy do którego trafiłem w swoim życiu zarówno pod kątem zarządzania, jak i relacji międzyludzkich. Pracując na stanowisku konduktora w dużym mieście nieopodal dworca mój telefon służbowy nie milkł ani na chwilę. Pracodawca nie potrafi i nie chce uszanować czasu wolnego pracownika, ani zaakceptować że ma on plany prywatne. W kontekście do obowiązków wykonywanych w systemie równoważnym aż chce się wyć, gdy po powrocie z 12 godzinnej nocki o 8 nad ranem nie dalej niż 3 godziny po powrocie z pracy wydzwaniają do Ciebie z jednostki aby zapytać czy przyjdziesz za kogoś dodatkowo do pracy, przerywając Twój wypoczynek. Takich sytuacji miałem od groma, a indywidualnym rekordem mojej skromnej osoby jest 5 połączeń z zakładu w ciągu jednego dnia (wolnego) W pewnym momencie przestałem nasłuchiwać i po prostu wyłączyłem telefon służbowy to chytrusy zaczęły dzwonić na mój numer prywatny. Nie wytrzymałem i postanowiłem zablokować męczące mnie numery. Oczywiście z tego powodu w przeciągu kilku tygodni spotkały mnie niemałe reperkusje. Oskarżenia, rozmowy „dyscyplinujące”, groźby że jak nie zacznę być dla nich elastycznym to coś tam. Naprawdę, dla osoby chcącej zachować równowagę między życiem zawodowym a pracą jest to katorga. W kontekście „rozmów” z przełożonymi … Z moich spostrzeżeń wynika, że (usunięte przez administratora)i krzyk jest w tym zakładzie pracy codziennością. Zresztą, nie wiem jak niby można by ugryźć temat skoro jednym z wyżej postawionych w mojej jednostce był człowiek, który kilkukrotnie stawał przed komisją etyki, bo zdarzało mu się zachować wręcz nieludzko wobec podwładnych.
Społeczność kolejowa to w dużej części (choć powoli się to zmienia, szkoda tylko że nie na stanowiskach zarządczych) ludzie, którzy na rozmowie kwalifikacyjnej byli w życiu raz. Kierownicy i konduktorzy z 50 letnim stażem, znający tylko kołchozowe realia pracy w państwówce uważają każdy przejaw walki o swoje prawa za nieróbstwo, brak dyscypliny i w ogóle grzech ciężki, ponieważ należy robić to co każe pracodawca i siedzieć cicho. Smutne i przytłaczające.
Praca sama w sobie jest karykaturą. Do wykonywania pracy ma nas przygotować 3 miesięczny kurs w innym mieście zakończony kilkustopniowym egzaminem. Organizacja tego heppeningu była tak żałosna, że ja wraz z moją grupą jadąc na drugi koniec polski o adresie noclegu i odbywania kursu dowiedzieliśmy się dopiero w trakcie drogi do celu, śmiech na sali. Podczas samego szkolenia zawałowa wręcz ilość materiału. Ktoś kto z tematem nie miał nigdy wcześniej do czynienia po pierwszych dniach mógł poczuć się ekstremalnie przytłoczony i najzwyczajniej w świecie (usunięte przez administratora), bo nic z tego kolejowego trajkotu nie zrozumiał.
Największa groteska to jednak fakt, że praca właściwa odbiega od sytuacji wyuczonych na kursie o 100%. Podczas jazdy w pociągu kierownicy stosują własne zasady, a regulamin którego obowiązek mamy przestrzegać i egzekwować wobec podróżnych gra trzecie skrzypce. Firma najpierw nakazuje Ci karać, a w sytuacji konfliktowej „Ty vs podróżny” nigdy nie staje po Twojej stronie. Ulubionym zajęciem dyrektora jest wypisywanie kwitków z informacjami o zmniejszeniu Twojej pensji o premię, ponieważ jego zdaniem niedopatrzyłeś się detalu w przepełnionym i przegrzanym w środku lata wagonie, przeciskając się między tłumami wkurzonych podróżnych kisząc się w kostiumie z tworzywa sztucznego … Ma-sa-kra … Jednocześnie masz być na każde zawołanie pasażerów, firma pielęgnuje służalczą postawę pracowników.
Osoby młode niezbyt mają tu czego szukać. Grupa zawodowa kolejarzy przepełniona jest fanatycznymi miłośnikami kolei, którym siusiak drży na samą myśl o przejażdżce 40 letnim nieklimatyzowanym wagonem z niedomykającymi się drzwiami. Trudno więc o jedność pracowników w walce o lepsze zarobki lub warunki pracy.
Pieniądze nie są złe, średnio miesięcznie można liczyć na około 5000/5500 PLN na rękę, pracując w kratkę w nocy, za dnia, w święta i robiąc 12-nastki. Dużą rolę odgrywają też nadgodziny. W sytuacji opóźnienia są one niestety przymusowe. O wolnych weekendach można niestety zapomnieć. Jest ustawowa jedna wolna niedziela w miesiącu, jednak weekendy to dla spółek transportowych żniwa, więc większość obsady wysyłana jest wtedy w trasę.
Jestem zasmucony postawą tego pracodawcy wobec ludzi harujących dzień w dzień i noc s noc na sukces, którym członkowie zarządu po każdym sezonie chwalą się w mediach. Mimo pozornego „zżycia” się pracowników z koleją są młode osoby, które odchodzą, gdyż nie są w stanie znieść złego traktowania. Nie tylko młodzi to dostrzegają bo za mojej kadencji w spółce zdarzyło się, że rezygnację złożyli również niemłodzi wieloletni pracownicy.
Na codzień nie ma (z małymi wyjątkami) z kim porozmawiać o samej pracy i jej jakości. Nikt nie udzieli Ci feedbacku, tylko dowiesz się o tym z dokumentu o zabraniu Ci premii. Na zakładach dominują plotki i toksyczna rywalizacja między ludźmi a dyspozytorzy za poleceniem przełożonych nie dadzą Ci nawet odpocząć.