Cała spółka podzielona jest na zakłady, a te z kolei na sekcje, a więc co zakład i sekcja, to obyczaj – tak w skrócie można określić pracę u tego przewoźnika. Drużyny konduktorskie i trakcyjne każdego dnia stykają się z realiami pracy w innych sekcjach, niż te, do których same przynależą, a więc mają porównanie i wniosek nasuwa się jeden – warunki pracy w tej spółce nie są równe i pomimo piastowania tego samego stanowiska, traktowanie pracownika w sekcji X jest lepsze bądź gorsze niż w sekcji Y.
U jednych życzliwy i profesjonalny kontakt z dyspozytorem, u innych żądanie nadgodzin i groźby, u jednych wyposażenie pomieszczeń socjalnych w oczyszczacz powietrza, klimatyzację, ekspres do kawy, telewizor, piekarnik, zmywarkę, u innych w czajnik i herbatę, którą sam sobie przyniesiesz, u jednych pociąg z 13 wagonami pojedzie w obsadzie 3-4-osobowej, u innych 1:1, u jednych grafik pracy dostosowuje się do pracownika, uwzględniając rozsądny czas odpoczynku i wnioski o dni wolne, u innych wnioski te są odrzucane, a dni pracy są ułożone tak, że uniemożliwiają zaplanowanie czegokolwiek, w związku z czym życie prywatne/rodzinne praktycznie nie istnieje.
To bardzo frustruje i przekłada się na jakość wykonywanej pracy. Od razu widać który pracownik z jakiej jest sekcji po tym, jak zestresowany przychodzi do pracy, jaki kontakt ma z podróżnymi, jak bardzo jest zmęczony etc.
O docenieniu nie ma mowy, a to z kolei wiąże się z błyskawicznym wypaleniem zawodowym. Można wzorowo wywiązywać się ze swoich obowiązków, pracować ponad normę, ale w zamian nie dostanie się ani jednego dobrego słowa. Można raz popełnić błąd i za ten błąd pokutować przez najbliższe miesiące. Tak właśnie wygląda praca w Zakładzie Południowym (z pewnymi wyjątkami).
Ponadto, obsesja kontroli, złe zarządzanie zespołem przez osoby niekompetentne, brak stabilnego zatrudnienia dla nowych pracowników, szantaże, złośliwości i inne tym podobne skrajnie nieprofesjonalne zachowania ze strony przełożonych.
Lubię swoją pracę, ale z przykrością stwierdzam, że pracodawca podcina skrzydła na każdym kroku. Czasem czuję się po prostu jak (usunięte przez administratora) tej firmy, który nie ma prawa do odmowy, życia rodzinnego, urlopu czy po prostu szacunku do swojej osoby i wykonywanej pracy, a ta do lekkich nie należy.
Dla dyspozytora i planisty jesteśmy tylko wierszem w Excelu, a dla nas ich decyzje to nieprzespana noc, skrajne zmęczenie, brak czasu dla bliskich. I może ktoś powie – taka specyfika tej pracy, ale specyfika to jedno, a nieumiejętne zarządzanie i planowanie czasu pracy (gdzie po innych sekcjach widać jak na dłoni, że da się inaczej) to już inna kwestia – kwestia braku dobrej woli.
Obserwujemy swoich kolegów i koleżanki z innych miast, jak spędzają czas z rodziną, jak wyjeżdżają na wakacje, jak uczestniczą w życiu kulturalnym, jak uśmiechnięci chodzą do pracy i najzwyczajniej w świecie im zazdrościmy, bo my sami tego nie mamy – tylko dlatego, że nasza sekcja zarządzana jest przez osoby – mówiąc bez ogródek – o skłonnościach socjopatycznych.
Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia, gdzie leży przyczyna i skąd w tych ludziach tyle złej woli, ale to naprawdę wyniszczające i depresjogenne środowisko. Szkoda, że pomimo wielu zgłoszeń do "władzy" w Warszawie nikt się nie kwapi do zmiany takiego stanu rzeczy, a przecież to pracodawcy powinno zależeć na tym, aby godne warunki i dobra atmosfera w pracy przekładała się na jakość tejże.