Pracowałem w Sage jako programista kilka ładnych lat i radzę, aby każdy programista, który rozważa pracę tam, dokładnie przeczytał moje słowa i je przeanalizował we właściwy dla branży sposób.
Zacznijmy od tego, że firma wykluła się z innej firmy, o której nie warto nawet wspominać. Obie łączy jedno – FATALNY SPOSÓB ZARZĄDZANIA I CAŁKOWITY BRAK SZACUNKU DO LUDZI, DZIĘKI KTÓRYM WYCHWALANI NA LEWO I PRAWO HANDLOWCY MAJĄ W OGÓLE CZYM HANDLOWAĆ!!! Programista jest tu chłopem pańszczyźnianym/wyrobnikiem, który ma po prostu harować i niech się w ogóle cieszy, że na tą harówkę wspaniały zarząd mu pozwala. Widać to niemal na każdym kroku, a szczególnie podczas rozmów z osobami decyzyjnymi, które (z malutkimi wyjątkami) z każdą innowacją są nie wielkie „NIE!!!”. Na każdym propagandowym spotkanku z prezesem lub szefem całego działu programistów słyszy się tylko jedno – jaką to wspaniałą robotę odwala marketing i handel. O programistach, którzy zarywają często wieczory, wspomina się rzadko o ile w ogóle. Podobnie jest z webcastami – koleś, którego nazwiska nawet nie pamiętam, chwali na lewo i prawo działalność handlową. Dzięki temu morale w zespołach jest kiepskie, ludzie nie są zmotywowani do pracy i generalnie czuć niechęć do przychodzenia do biura. Jakby tego było mało, stara kadra tak mocno trzyma się stołków, że nie pogadasz… Nie chodzi mi tutaj o dowartościowywanie samego siebie, ale ogólnie o traktowanie kadry jako całości, ale o tym dalej.
Kadra „rządząca” to nie tylko w tej firmie managerowie czy kierownicy działów. Jak się okazuje, architekci mają tu również bardzo wiele do powiedzenia i wielokrotnie zamiast służyć pomocą chociażby przez uzupełnienie dokumentacji analitycznej/technicznej, rozmowę czy dyskusję, wolą po prostu przekazać wręcz rozkaz, który w większości przypadków nie ma logicznego uzasadnienia. Czują się tam wręcz bogami i pomimo, że wiedzy programistycznej odmówić im nie można, to ich zachowanie po prostu jest kolejnym ogromnym demotywatorem. Zresztą miałem okazję pracować chyba z każdym z nich i podczas rozmów przy porannej kawie (o tak – kawa na plus) okazywało się, że nikt nie ma o pracy z którymkolwiek z nich pozytywnego zdania. Wyjątek stanowi architekt z zespołu kadrowego (kojarzę tylko, że dojeżdżał kawał drogi do pracy z jakiegoś miasta kawałek od stolicy i zawsze był na 6 rano), z którym nie miałem okazji zamienić nawet słowa, ale osoby z nim pracujące nigdy nie szczędziły pozytywów na jego temat. Kadra zarządzająca + podejście architektów = ogromna rotacja.
A rotacja to kolejny ciekawy temat. Pracownicy odchodzą z Sage czasami po ledwie trzech miesiącach pracy, ponieważ widzą jak po prostu jest. Konkurencja oferuje znacznie lepsze wynagrodzenie, ciekawe dodatkowe pakiety i rozwój tak niezwykle ważny w zawodzie programisty, a tu Proszę Szanownych Państwa jedno wielkie „NIC”. Zarobki są całkowicie przeciętne, o rozwoju można zapomnieć, ponieważ poza frameworkiem DevExpress i raczkującym WPFem firma po prostu zatrzymała się w miejscu chyba na początku dwudziestego pierwszego wieku. Co do profitów to niestety notorycznie dostawałem po łapach kiedy wspominałem chociażby o karcie Multisport, więc więcej nie próbowałem. W każdym razie warunki pracy jak najbardziej sprzyjają dużej rotacji, frustracji i niechęci w stosunku do przełożonych. Na każdym kroku widać kumplostwo, układy i układziki a kadra zarządzająca myśli, że tego nie widać. Kuriozum nie do pobicia.
Dodatkowo po przeprowadzce do nowego biura na Al. Jerozolimskich przy Dw. Zachodnim, obowiązuje tzw. „system hot-desk”, czyli kto pierwszy przy danym biurku, ten ma prawo przy nim usiąść. Zespoły dzięki temu zostały podzielone i wszyscy łącznie z hot-linem siedzą na jednym, ogromnym open-space. Hałas i tumult to standard, pracować bez słuchawek się nie da.
Skoro wspomniałem o samych programach Sage, to rozwinę temat.
Technologie, w których ma się poruszać programista to MS .NET, T-SQL i MS C++ (nie każdy projekt). Jest podobno jeszcze używany jakiś język skryptowy do generowania dokumentów w którejś aplikacji, ale nie wiem ani co to za język ani w której aplikacji. Dodatkowo firma stara się korzystać z DevExpressa, ale nie wykorzystuje jego możliwości, co widać na każdym kroku działania aplikacji. Programistom zwyczajnie nie chce się (z małymi wyjątkami) oprogramowywać wielu rzeczy, dokształcać itp., bo nic z tego nie mają a muszą inwestować swój czas i najlepiej środki. Tak tak – wg polityki firmy najlepiej by było, gdyby programiści SAMI FUNDOWALI SOBIE SZKOLENIA. Tak więc powstał popularny w dzisiejszych czasach program „szkoleń wewnętrznych”, na których większość gada bez sensu. Przytoczę może jedno z nich, kiedy to jeden z architektów chwalił się dokonaniami w jednej z aplikacji napisanej w WPFie – nie odpowiedział logicznie na żadne pytanie, a jedyne co potrafił bąknąć na uwagę co do realizacji, to „bo tak to sobie wymyśliliśmy”. Co innego, że omawiana a