Przepracowałam w firmie kilkanaście miesięcy. Oto moje spostrzeżenia:
Na plus:
- atmosfera - oczywiście wszystko zależy od ludzi, ale nie czuć tu takiej typowo korporacyjnej rywalizacji i zawiści - wszyscy mówią sobie po imieniu i na ogół są życzliwie do siebie nastawieni
- bogaty pakiet benefitów - ubezpieczenie, opieka medyczna, multisport, zniżki dla ibmersów (do niektórych kin, restauracji, siłowni), platforma MyBenefit - na której 2 razy w roku przyznawane są punkty, które można wymienić na zakupy w wielu różnych sklepach, np. Empik, Douglas, Answer.com, imprezy firmowe
Na minus:
- bardzo wyraźnie daje się odczuć, że pracownik jest tylko trybikiem w wielkiej maszynie, który nie ma większego znaczenia, bo bez problemu zostanie zastąpiony innym
- zero inicjatywy i twórczego myślenia - masz określony proces (no dobra, kilkadziesiąt procesów) do wykonania - masz klikać i się nie odzywać, a jeśli masz jakiś pomysł na usprawnienie procesu, to ten pomysł i tak nikogo nie obchodzi
- baaaardzo długo czeka się na przyznanie wszystkich dostępów i approvali, żeby w ogóle można było zacząć pracę - znam przypadki, gdzie ludzie przez ponad miesiąc przychodzili do pracy i po prostu czytali książki, żeby odbębnić 8 godzin i pójść do domu, bo nic poza tym nie mogli zrobić, mija dużo czasu nim naprawdę człowiek zaczyna się wdrażać w swoje obowiązki
- wynagrodzenie, jakie się dostaje na starcie towarzyszy pracownikowi przez bardzo długi czas, chyba że ktoś faktycznie potrafi co rusz upominać się u managera o swoje, ale z opowieści znajomych wiem, że większość pierwsze podwyżki dostała po około 2 latach i było to zawrotne 150-250 zł brutto, na więcej nie ma co liczyć, chyba że za kolejne dwa lata
- kiedy trafia się na freeze na szkolenia, to praktycznie nijak nie można liczyć na to, że firma w jakikolwiek sposób zainwestuje w rozwój pracownika, co najwyżej można poklikać sobie w e-learningi na wewnętrznej platformie
- nie każdy dział uczciwie rozlicza nadgodziny - są takie, gdzie sumiennie wpisuje się każdą nadwyżkową przepracowaną godzinę, a są i takie, gdzie wręcz bezczelnością jest rejestrowanie ich
- firma zatrudnia ludzi na potęgę, co niestety odbija się na jakości pracowników a sesje assessment center to tylko formalność - nawet jeśli z testu technicznego ma się 80% złych odpowiedzi, ale ma się licencjat z czegokolwiek + mówi się po angielsku, są wysokie szanse na dostanie się - z miesiąca na miesiąc obserwowałam, jak do mojego działu trafiają osoby dosłownie z przypadku, których zatrudnić nie chciał nikt inny poza IBM, które ma wielkie ciśnienie na rekrutację
- po okresie wdrożenia w swoje obowiązki jako taki dalszy rozwój nie następuje - po prostu klika się wciąż i wciąż to samo, a klienci wciąż mają takie same problemy i takie same obiekcje
- managerami często zostają osoby z przypadku, które nie mają żadnych kompetencji przywódczych i zwyczajnie nie mogą być autorytetem dla swoich podwładnych - to rodzi duże frustracje
Podsumowując: firma jest dobra dla osób, które podejmują pierwszą pracę lub z jedną z pierwszych. Wciąż cieszy się na Śląsku dobrą renomą i robi wrażenie w CV, do tego można poznać wielu pozytywnych, sympatycznych ludzi. Ale to wszystko. Nie ma tu żadnej inicjatywy, kreatywności, rozwoju poprzez doświadczenie. Są tylko procesy i klikanie, procesy i klikanie, procesy i klikanie. Można zostać w firmie na rok, góra dwa, aby ułatwić sobie start do innej organizacji, ale ciężko z IBM wynieść realną wiedzę i realne kompetencje. Tak jak ktoś wyżej napisał, IBM w Katowicach to centrum kosztowe, drugie pod względem wielkości w Polsce (po Wrocławiu) i trzecie na świecie (po Indiach - to o czymś świadczy...) Szczególnie przykro mi było obserwować młodych chłopaków po informatyce, którzy liczyli na to, że będą uczyć się tworzenia nowych technologii, zaawansowanego programowania, itp. a skończyli na przerzucaniu się ticketami (dodam, że wciąż tymi samymi). Mnie to nie wystarczało i odeszłam:)