Pojechałam do holandii wraz z chłopakiem do pracy na bukietach. Byliśmy zapewnieni przez Panią rekruterke że będziemy pracować w tym samym miejscu a także dostaniemy pokój który wysyłała nam na zdjęciach ( tzn. kuchnia w mieszkaniu, pralka, podwójne łóżko). Gdy przyjechaliśmy wielkim busem, masa tak samo naiwnych ludzi poszła podpisywać umowy. Wszyscy pracownicy mili, a potem im dalej tym gorzej. Dojechaliśmy do „hotelu” i to co zobaczyłam to był dramat. Pokój malutki, ściany z grzybem, wszystkie półki tak brudne jakby nigdy nie były wytarte, 2 łózka pojedyncze dupnięte w losowe miejsca ( nie były to zwykłe łóżka bo przypominały one bardziej materace które są używane w szkołach na wf ) i największy koszmar czyli łazienka. Smród nie do wytrzymania, cała łazienka śmierdziała moczem, przez nasz pobyt musieliśmy odpływ zatykać reklamówką żeby dało się tam normalnie funkcjonować. Gdy zgłosiliśmy to po czasie do złotej rączki podanej w „ważnych numerach” na umowie, to chłopak odpowiedział nam że on teraz nie ma czasu na to i się rozłączył. Ledwo co przyjechaliśmy do pokoju to od razu ruszyliśmy do sklepu po mocne detergenty żeby umyć tą syfiastą łazienkę. Najlepsze jest to że w samym budynku było napisane że jak będzie brudno to jest na nasz koszt wzywana firma sprzątająca. Także cały dzien po przyjeździe spędziliśmy na szorowaniu całego pokoju z całego brudu jaki tam był. Jeśli chodzi o pracę to zostaliśmy rozdzieleni z chłopakiem, on pracował jako order picker i na pracę nie narzekał bo trafił na super ludzi i super szefa holendra. Za to ja zostałam rzucona na taśmę i składanie bukietów. Dla ludzi nie będących tam, są stanowiska gdzie kładzie się kwiatki na taśmę, stanowiska gdzie wkłada się bukiety do folii, a potem są osoby które zbierają bukiety i wkładają do wiaderek. Ja niestety trafiłam na taśmę gdzie ludzie byli po prostu wstretni. Parę pierwszych dni było okej, nie wiem czy to było po to żeby nie sprawić żebym uciekła ale co następny dzień było coraz gorzej. Przez to że byłam najmłodsza na taśmie czułam się (usunięte przez administratora) od góry do dołu. Kasia czyli zwykła pracownica która pracuje tam od 5? lat, jest po prostu bezczelna i chamska.Zrobi wszystko żeby albo wyrzucić tego kto jest nie pasuje albo będzie tak cię dręczyć żebyś sama odeszła. Mobbing ogółem jest tam na porządku dziennym. Po każdym dniu pracy płakałam bo sam fakt pracy był okej, ale jak ktoś cały czas cię (usunięte przez administratora) naśmiewa się z ciebie i obgaduje na twoich oczach do innych pracowników jest to po prostu słabe. Dowiedziałam się ostatnio od koleżanki która została w holandii i przekierowali ja dzisiaj na tą samą taśmę ze szwagier „osoby która zajmuje się tym magazynem”, który właśnie znajdował się na tej samej taśmie, po tym jak dowiedział się że znam się z tą koleżanką powiedział że specjalnie urządził mi piekło w pracy, a teraz dziewczynie która pracuje za mnie, robi to samo. Tam ludzie się nawet z tym nie kryją. Z tym szefem magazynu też miałam ciekawą sytuację, bo po tym jak strasznie źle się poczułam podczas pracy na pauzie podeszłam do niego i powiedziałam że jest mi słabo i źle się czuję, ten się roześmiał i zaczął śmiać się i mówić że napewno jestem w ciąży, i że jego kolega może zostać moim chrzestnym, ale że mam się nie przejmować bo 800+ dostanę. Było to po prostu żałosne, widać jaki poziom mają polacy za granicą. A jeśli chodzi o szefa, głównego kierownika całego ruigroka Pana G, jest on wręcz tak samo (usunięte przez administratora) jak reszta. Za każdą próba kontaktu był chamski i bezczelny. Gdy już miałam dość pracy na tej taśmie, napisałam do niego o zmianę magazynu, opisałam mu całą tą historię jaką napisałam wyżej, a on napisał że mam się skontaktować kiedy indziej bo on już nie pracuje, a także że moja frekwencja w pracy daje dużo do życzenia ( nie było mnie w pracy 3 dni, gdy złapałam zatrucie pokarmowe ). Podsumowywujac, zastanówcie się parę razy czy chcecie tam jechać, nie mówię że wszędzie jest źle bo mój chłopak trafił super, tak samo jak koleżanka która była na innej taśmie i mówiła że jest w porządku. Ale jeśli traficie tam gdzie ja to krzyżyk na drogę, bo ja bym tego nie wytrzymała, dlatego zamiast czekać aż Pan G. zrobi coś z moją sprawą, spakowaliśmy się i pojechaliśmy do polski. Totalnie nie żałuję, nawet euro nie jest tego warte by się tak męczyć. Jedyne kogo mogę pozdrowić to Panią chyba andżelikę która zajmowała się sprawami lekarskimi, bo była naprawdę super.