Zostawiłeś trwale swoje IP ? 13.01.2014 22:41
Inne
Autorzy obraźliwych wpisów na forach internetowych muszą się liczyć z tym, że nie będą anonimowi. Naczelny Sąd Administracyjny wydał właśnie wyrok, który może mocno uprzykrzyć życie tzw. "hejterom". O sprawie informuje "Rzeczpospolita".
Udostępnienia danych z forów internetowych mogą żądać już nie tylko policja, prokuratura czy sąd. Takie prawo ma też każda osoba fizyczna i firma, które wykażą, że jest to niezbędne dla ochrony dóbr osobistych i dobrego imienia. Tak orzekł Naczelny Sąd Administracyjny.
W omawianej sprawie chodziło o osoby, które inwektywami zamieszczanymi w komentarzach pod artykułami na jednym z największych polskich portali naruszały dobre imię spółki Promedica24. Decyzja Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych o nakazaniu wydawcy portalu udostępnienia pokrzywdzonej spółce IP komputerów oraz adresów mailowych sprawców została zaskarżona do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Ten odrzucił wniosek GIODO, jednak już kolejna instancja - Naczelny Sąd Administracyjny - nie miała żadnych wątpliwości. Pani sędzia Irena Kamińska uzasadniała, że takie dane podlegają ochronie, jednak nie możemy dopuścić, aby obrażanie w internecie było zupełnie bezkarne.
Przełomowe orzeczenie sądu
To przełomowy wyrok, bo dotychczas namierzenie tzw. "hejterów" (czyli osób publikujących w sieci obraźliwe wpisy) było często niemożliwe. Administratorzy stron internetowych twierdzili bowiem, że tylko organy ścigania mogą się domagać takich informacji.
Wyrok oznacza zmianę dotychczasowej praktyki i umożliwia udostępnianie danych na podstawie ustawy o ochronie danych osobowych. A co w przypadku gdy właściciel portalu nie wskaże takiej osoby?
- Zainteresowany powinien zwrócić się do GIODO, a ten na drodze administracyjnej nakaże udostępnić takie dane
Generalny Inspektor Danych Osobowych pomoże osobom obrażanym w internecie - zapowiedział to w Jedynce Generalny Inspektor, Wojciech Wiewiórowski.
Podatki 2014 – co się zmieni w przepisach
Wiewiórowski wyjaśnił, że sprawa dotyczy osób, których dobra osobiste zostały naruszone w internecie i które chciałyby się dowiedzieć, kto to zrobił. Jeśli doszło do przestępstwa, to dane ludzi, którzy zamieszczali groźby lub obraźliwe wpisy, można uzyskać przy pomocy policji. Jeśli jednak ktoś chce dochodzić swych praw w procesie cywilnym, to powinien się zwrócić do operatora telekomunikacyjnego lub dostarczyciela usług internetowych. Jeżeli ten odmówi dostarczenia danych, to trzeba się zwrócić do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Może on doprowadzić do wydania danych, jeśli ma to służyć złożeniu pozwu sądowego.
Wiewiórowski podkreślił jednak, że dane o użytkowniku internetu nie zawsze wystarczają do ustalenia autora obraźliwych wpisów. Dodał, że sprawa ochrony dóbr osobistych nie jest jednoznaczna. Ochrona ta jest mniejsza w wypadku osób publicznych, a większa u osób prywatnych. Zdaniem Generalnego Inspektora, obraźliwych wpisów w internecie dokonują przede wszystkim ludzie sfrustrowani. Wpisy takie mogą być jednak także częścią zorganizowanej akcji przeciwko przedstawicielom świata artystycznego lub politycznego.
Komentując prace nad ustawą, regulującą sprawy monitoringu, Wojciech Wiewiórowski przypomniał, że od co najmniej trzech lat dopomina się o jej uchwalenie. "Gazeta Wyborcza" napisała dziś, że raczej do tego nie dojdzie w tej kadencji Sejmu. GIODO podkreślił, że jest to jedna z najważniejszych spraw w jego działalności i przyznał, że jest rozczarowany tempem prac nad ustawą. Jedną z przyczyn jest to, że trudno określić jej zakres. Jednak wszyscy, którzy zajmują się monitoringiem, chcą prawnego uregulowania związanych z nim kwestii.
Wojciech Wiewiórowski powiedział, że osoba filmująca na przykład wesela czy chrzciny nie musi pytać ich uczestników o zgodę. Jeśli jednak ktoś nie chce, aby go filmować, to kamerzysta musi to uszanować. Generalny Inspektor zaapelował o rozwagę przy umieszczaniu filmów lub zdjęć z tego rodzaju uroczystości w internecie. Można bowiem w ten sposób komuś zaszkodzić