Przez kilka miesięcy pracowałam jednocześnie w kilku firmach inwentaryzacyjnych, ale zostałam tylko w Inventory, pomimo że nie mają najwyższych na rynku stawek. Właściwie osobno należałoby oceniać Inventory Solutions, a osobno firmę przez którą jesteśmy rekrutowani do projektów i rozliczani (nie wiem, czy w całej Polsce zajmuje się tym Job Impulse, czy może różne agencje), ale z punktu widzenia pracownika jest to jeden diabeł, więc wypowiem się ogólnie na temat jakości współpracy :)
Plusy: dobra atmosfera pracy, dobry sprzęt, dużo zleceń, różnorodne projekty (markety, butiki, apteki, saloniki prasowe, magazyny centralne itp.), wygodna forma zapisów, dokumenty podpisywane elektronicznie, wypłaty na czas bez konieczności podpisywania rachunków, normy wydajności możliwe do osiągnięcia (naprawdę z innych firm mam pod tym względem inne doświadczenia :)
Minusy - chyba takie jak wszędzie: trudny do przewidzenia czas pracy, niskie stawki.
A teraz kilka słów do osób, które piszą o braku przerw, kiepskich kierownikach, wysokich normach, niesprawiedliwym podziale pracy itp.
W swoim mieście nie trafiłam na słabych kierowników lub koordynatorów (również kierownicy przyjeżdżający z innych oddziałów na "gościnne występy" byli bardzo w porządku), ale wierzę, że tak jak w każdej firmie - różnie może być. Ponadto każdy z nas ma swój ulubiony styl zarządzania i wiadomo, że jednych szefów lubi się bardziej, innych mniej.
Każdy, kto już kiedyś gdzieś pracował wie, że zdarzają się takie dni, kiedy nie ma czasu nie tylko na przerwę, ale nawet na przysłowiowe podrapanie się po głowie. Większość dorosłych ludzi jest w stanie okazjonalnie wytrzymać 6-8 godzin pracy bez przerwy na posiłek i odpoczynek. W moim mieście brak przerw nie jest standardem, ale czasami się zdarza się i uważam, że lepiej (również z punktu widzenia pracownika) nie zrobić przerwy niż wkurzyć i stracić klienta :) a co za tym idzie - przyszłe zlecenia.
Jeśli chodzi o normy wydajności, to w moim odczuciu są one określane zupełnie realnie, a kierownicy (przynajmniej ci, z którymi miałam okazję pracować) mają do tego tematu zdrowe podejście i zdają sobie sprawę z tego, że nawet w obrębie tego samego działu inna jest efektywność pracy przy liczeniu płyt CD, a inna przy etui do telefonów. Zapewniam, że nie w każdej firmie taka świadomość funkcjonuje, co więcej - ktoś napisał, że normy są ustalone powyżej tysiąca sztuk/h - to są raczej wyjątkowe przypadki i takie wartości wynikają z rodzaju towaru, który jest do policzenia. W innej firmie przy takim asortymencie minimum wydajności (nie norma, ale właśnie minimum) wynosiło 18oo szt./h i osoby, które nie osiągnęły tego wyniku, mogły się spodziewać telefonu z biura z upomnieniem :).
Podział pracy - no cóż jeśli drobna dziewczyna dostaje do policzenia paletę z napojami, to wynika to albo z braku innej możliwości albo z powodu niedopatrzenia (bywa). Normy BHP w takim przypadku nie są przekroczone, ale jeśli zgłosi kierownikowi, że nie czuje się na siłach, żeby to robić, to wątpię, żeby odmówiono jej pomocy lub przesunięcia do innej strefy. Moim zdaniem istnieje szereg innych sposobów niż stawianie sprawy na ostrzu noża i zasłanianie się przepisami, które może nie do końca się zna...
Mam wrażenie, że negatywne opinie wystawiają osoby, dla których jest to pierwsza praca, lub które (tak jak jula) "przewijają się" tylko przez różne firmy i nigdzie nie zostają dłużej, bo szybko okazuje się, że w każdej pracy.... trzeba pracować :)