Moi drodzy!
Przedstawię wam swoją opinię na temat tego co się obecnie dzieje w Wofam lakiernia. Dodam tylko, że podobne zdanie ma również wiele osób tam pracujących, które naprawdę mają już dosyć tej firmy, całej sytuacji z cięciem stawek, chybionych pomysłów kierownika, który notabene zachowuje się, jakby wszystkie rozumy pozjadał, niskich zarobków oraz wielu innych rzeczy związanych z funkcjonowaniem zakładu. Do rzeczy.
Dzisiaj mówi się o kryzysie, o problemach związanych z brakiem pracy itd. Najwidoczniej BRW nie dotknęło żadne spowolnienie, ani tym bardziej kryzys. Zleceń jest sporo, a kierownictwo dwoi się i troi, by wymusić na nas przychodzenie do pracy w soboty. Sprzedaż wzrasta i czego chcieć więcej?! Pracodawca powinien być szczęśliwy i pracownik również, ponieważ więcej mebli udało się sprzedać, a to powinno wiązać się z większym wynagrodzeniem. No właśnie...w tej firmie, przynajmniej na lakierni niestety tak nie jest. Szefostwo postanowiło, że weźmie pod lupę zarobki pracowników Wofam lakiernia. Po dokładnym rozeznaniu się uznali, że zarabiamy zbyt dużo i wpadli na pomysł, aby obciąć stawki od 20% wzwyż. Niektóre stanowiska dotknęły cięcia sięgające 50%. Na reakcje pracowników nie trzeba było długo czekać. Zorganizowali spotkanie z kierownikiem, na którym jasno przedstawili, że posunięcie się ze strony szefostwa do cięcia stawek, w okresie, kiedy napływają zlecenia bez jakiegokolwiek trafiającego do pracowników argumentu jest pomysłem chybionym, nieprzemyślanym, w efekcie czego może doprowadzić to do przyhamowania produkcji. Jednak kierownictwo twardo obstawało i nadal obstaje przy swojej decyzji, choć już wtedy zauważalne było zakłopotanie kierownictwa i pewną nerwowość. Moim zdaniem chcieli wyjść z tej niekorzystnej dla siebie sytuacji jakoś z twarzą, robiąc korektę stawek (niby na korzyść pracownika). Oczywiście miało to na celu pokazanie, że liczą się ze zdaniem swoich pracowników, że ich rozumieją i podnoszą stawki (nieznacznie), po ich uprzednim cięciu. Tylko, że dla pracownika obecne stawki są nadal niekorzystne. Odbywały się spotkania kierownika z pracownikami. Celem kierownika było uspokojenie sfrustrowanych pracowników oraz zachęcenie do przychodzenia do pracy w soboty!!! Wyobraźcie sobie. Szefostwo najpierw znacząco obcina wam stawki, a następnie zachęca was do przychodzenia w soboty za marne pieniądze. Zastanawiam się czy kierownik ma do czynienia ze stadem baranów? (swoją drogą, to takich nie brakuje. Szerzej o baranach rozpiszę się trochę niżej).
Według nich(szefostwa, kierownictwa) pomysł jest genialny, ponieważ realizuje się zlecenia w terminie, dodatkowo jeżeli pracownik chce więcej zarobić, to musi zwiększyć swoją wydajność, która od lat jest niezmienna i nie zmieni się, choćby ucięli stawki do minimum. Tak więc wspomniana osoba kierownika wiele namieszała i spowodowała negatywny wydźwięk wśród załogi. Ostatnie miesiące i bałagan oraz całkowity chaos ze stawkami potwierdzają nieudolność sprawowania swojego "urzędu". Chciałbym dodać, że rozmowy z tym panem są wielkim nieporozumieniem. Ciągle powtarza, że nas rozumie, ale namawia nas do jeszcze większego oddania się pracy, zaangażowania, a sam co daje? No właśnie NIC. Pracownicy apelowali wielokrotnie o pozostawienie stawek na tym samym poziomie. Jednak to wołanie odbija się ciągle echem.
Podstawową zasadą, której zapewne szefostwo nie rozumie i nie widać żadnych oznak, że kiedykolwiek zrozumie jest to, że motywacją dla pracownika są pieniądze. Najwyraźniej nie mogą pojąć, że pracownika nie trzeba byłoby namawiać do przychodzenia do pracy w soboty, gdyby zarobki nie były tak niskie, jak na BRW. Jeżeli tak uparcie będą obstawali przy swojej decyzji (nie zwiększając stawek), to mogą się bardzo zdziwić, kiedy pracownicy z wieloletnim stażem pracy będą się zwalniać. Już teraz widać, że są braki kadrowe. Część osób wyjechała za granicę, a część dobrych pracowników zwolniła się. Dochodzą mnie słuchy, że kolejni pracownicy noszą się z zamiarem zwolnienia z pracy. Sądzę, że racjonalnie myślący pracodawca nie doprowadziłby do odejścia swoich pracowników, tylko schowałby dumę do kieszeni i usiadłby do rozmowy z pracownikami, ale rozmowy sensownej, merytorycznej. Zamiast tego kierownictwo nęka pracowników, by Ci przychodzili w soboty do pracy, a nawet były już próby sugerowania pracownikom, że zwolni się część tych, którzy nie będą podporządkowywali się zaleceniom szefostwa. Próby zastraszania, nękania, działania przeciwko pracownikowi na pewno nie przyniosą im oczekiwanych rezultatów.
Teraz chciałbym napisać kilka zdań o „wyłamujących się”. Z przykrością muszę napisać, że niestety znalazła się pewna grupa ludzi (tzw. barany), którzy zamiast solidarnie połączyć się z osobami, próbującymi wymóc zmianę decyzji na kierownictwu odnośnie cięcia stawek, i które stanowczo odmówiły pracowania w soboty, po prostu zgodziła się przychodzić w soboty. Brak honoru, ponieważ inni chcieli "ugrać" d