Cześć,
Chciałbym podzielić się z wami nie pracą, a procesem rekrutacji, dla którego myślę, że wiele osób tutaj wchodzi.
Na wstępie chcę zaznaczyć, że nie jestem jakimś Januszem, który nie dostał pracy w IKEA i teraz będzie się tutaj mścił czy wyzywał, tylko jest to moje spostrzeżenie na te wszystkie uśmiechnięte i witające Cię twarze.
Po wysłaniu CV, mailowo przychodzi zaproszenie do takiej a'la rozmowy kwalifikacyjnej, podczas której musisz nagrać sam siebie odpowiadając na pytania. Fajna sprawa, widzą jaki jesteś w swoim środowisku i jak ono wygląda.
Jeśli wypadniesz dobrze, dzwoni do Ciebie pani i zaprasza na rozmowę, już w IKEA, informując, że będzie na niej więcej kandydatów i potrwa ona 3 godziny. Już na miejscu, gdy faktycznie orientujesz się, że razem z Tobą przyszło 20 osób, w siedzibie dla pracowników, z uśmiechem na twarzach witają Cię dwie panie, które zaprowadzają Cię do sali, gdzie znajduje się już około 10 osób w uniformach IKEA (są to kierownicy działów). Wszyscy uśmiechnięci, znający się na potrzebach i komforcie psychicznym człowieka, tak uważają. Każdy krótko się przedstawia po czym dzielą Cię na grupy (dwie w sumie) i dają do wykonania dwa zadania w tej właśnie grupie. Zadań tych nie będę zdradzał, gdyż jestem lojalny wobec ludzi, którzy mnie o to prosili, choć wydaje mi się, że co niektórzy dobrze już ten proces rekrutacji znali :) Podczas tych zadań oczywiście w sali są wcześniej wymienieni kierownicy, którzy bacznie przyglądają się Twoim poczynaniom. Po wykonaniu zadań, uśmiechnięte panie, proszą o cierpliwość gdyż teraz zaczną się rozmowy indywidualne i będziesz na nie wzywany. Czekałem ponad godzinę... aż ktoś przyjdzie zaprosić mnie na tę rozmowę. Wyobraźcie sobie ten stres już na początku rekrutacji a tutaj jeszcze godzina czekania i nie wiadomo co dalej. W końcu przyszedł pan, zaprowadził mnie do pokoju gdzie były 3 osoby. Zaczęły się pytania. Pytania dziwne i niektóre wymagające wiedzy na temat sprzedaży, choć w IKEA nie liczy się CV a człowiek :) Jedno z pytań przytoczę: "z kim z grupy nie chciałbyś pracować? kto Ci się nie podobał?". Na tej rozmowie było już mniej przyjemnie, trochę sztywno i niezręcznie, taki big brother. Zakończyła się zapewnieniami, że w ciągu 48h napewno się odezwą, nawet jeśli procesu rekrutacji nie przejdę. Po 4 godzinach tam spędzonych, wróciłem do domu i czekałem. I w sumie nadal czekam, bo nikt się nie odezwał. Ludzie uchodzący za znających się na Twoim potrzebach zostawiają Cię po 4 godzinach razem spędzonych z niczym. Ani be ani me, ani pocałuj nas gdzieś. Wyobraźcie sobie teraz te 48h oczekiwania na telefon od nich. Stoi się na rzęsach i co minutę spogląda na telefon. Odpowiedzi nie ma do dziś.
Także jak ktoś dotarł tutaj do końca, to zastanówcie się czy warto podejmować się pracy tam. Ja osobiście marzyłem o pracy w IKEA od dawna i mam doświadczenie w obsłudze klienta, plus szczerze nie posiadam w sobie czynników, które mogłyby pracodawcę odrzucać. Skończę słowem, dziadostwo, choć miałem nie wyzywać :)
Pozdrawiam