W Opusie/Exeli przepracowałam niemal półtora roku, od 2 miesięcy mam nową pracę. Uczciwie powiem - pracę zmieniłam, bo w CV ukryłam "opusowy epizod". Nie pamiętam już jak długo szukałam czegoś innego, z dobre pół roku będzie - z perspektywy czasu mogę przyjąć, że to właśnie wpis w życiorysie o Opusie skutecznie blokował moją kandydaturę na inne stanowiska. Rynek toruński jaki jest każdy widzi, przygoda z Opusem nikomu chluby nie przyniesie... Ba! Wstyd się przyznać do takiego epizodu, dłuższego lub krótszego... Teraz czas na opinię, wyklarowaną z perspektywy czasu.
Akt 1 - Rozmowa i praca przez agencję - ok.3 msc (kwestia indywidualna!)
1.Zapraszają Cię na rozmowę, trzeba uzupełnić kartkę wg schematu z faktury (przynajmniej ja tak miałam). Później standardowa gadka-szmatka, gdzie widzisz się za 5/10/15 lat itd. Oczywiście roztaczanie pięknych wizji o możliwościach rozwoju (z perspektywy czasu chyba najzabawniejsza rzecz :P), poinformowanie o pracy w święta, koniec rozmowy.
Telefon, przyjmują Cię do pracy, podpisujesz umowę z AP, która jest przedłużana co miesiąc. Stawka? Oczywiście najniższa.
2. Tydzień szkoleniowy w Training Teamie - o tym możnaby książki pisać. Siedzisz 8-16, uczą Cię kilku przykładowych projektów teamu, do którego masz trafić... Co z tego, że Twój TL już ma dla Ciebie przydzielone zupełnie inne projekty? Uczysz się tych i tyle. Jak teraz na to patrzę, to zupełnie zmarnowany czas. Trafiając do swojej grupy i tak uczysz się wszystkiego od nowa... No tak, bo zapomniałam o emm brakach w wiedzy osób szkolących w TT ;) To co oni mówią to jedno, a to co okazuje się prawdą to drugie. Jednym słowem - nie ma co im zawierzać, bo można się na tym przejechać.
3. Teścik po TT zdany? To trafiasz do swojego teamu! Ja pracowałam w małej sali. I zaczyna się klepanko... i właściwie w tym punkcie już mogłabym zakończyć. Jednak, uważam że warto by osoby starające się(sic!) o pracę tutaj wiedziały, z jakim tworem mają do czynienia.
Akt 2 - Praca właściwa
Na początku każdy (raczej) się stara, jak to w nowej pracy. Póki wdrażasz się w schemat pracy, poznajesz procedury, projekty, co robić itd. ta praca nie jawi się tak najgorzej. Na dobrą sprawę, wszystko się zmienia po dostaniu normalnej umowy (ja dostałam po 3 msc, wiem jednak że obecnie czeka się znaaaaacznie dłużej). I głodowa pensja jest tu najmniejszym problemem, przynajmniej dla mnie. Po 4-5 miesiącach człowiek zauważa, że ta praca nic nie wnosi - sprawdzasz jedynie, czy system dobrze odczytał dane na fakturze elektronicznej. Przeklikujesz pola... i taka to robota. Dla wielu ogłupiająca i wręcz uwłaczająca... a co chwila wprowadzane zmiany nie wpływają dobrze na i tak niskie morale współpracowników.
Czytając opinie z lat ubiegłych można zauważyć, od kiedy praca w digi zaczęła się psuć. Herr Adamus i jego pomysły na polepszenie wydajności sprawiły jedynie, że ludzie z większą motywacją szukali/szukają nowej pracy. Swoją drogą, ciekawy człowiek. Jak nie wgapiony w telefon, to w okno. Nie wiem czego wypatruje, szczęścia? Dla mnie oślizgły człowieczek. Sam fakt że podpi***alał ludziom mleko (bo przecież nie będzie swojego przynosił, no ej) i to jeszcze na ich oczach już świadczy o nim jako o... istocie człekopodobnej. I ten piękny angielski którym raczył nas przy okazji wizyty Finów/Amerykanów... Ktoś taki zarządza wydziałem, po prostu beka.
Teraz trochę o samej pracy - jak wcześniej wspomniałam, sprawdza się czy program poprawnie odczytał dane z faktury. Tylko tyle i aż tyle. Praca 2zmianowa, 6-14 i 14-22, tydzień po tygodniu. Jeśli chodzi o atmosferę, dużo zależy od teamu do jakiego się trafi, a jeszcze więcej od zmiany, ale o tym na końcu. Początki każdego miesiąca są zdecydowanie bardziej pracochłonne (o ile można użyć tego słowa w kontekście do tego co się tam robi) aniżeli reszta miesiąca. Wtedy też zazwyczaj robi się nadgodziny, które są do odbioru. U mnie było to 1 do 1.5, ale ponoć w innych jest 1 do 1, ale to tylko zasłyszana plotka.
Zmiana wygląda następująco (dajmy na przykładzie porannej): zasiadasz na swoim stanowisku pracy, wybija godzina 6:00, czekacie na koordynatora i specjalistę by usłyszeć (na samo wspomnienie mam ciarki wstydu): "podejdziecie do tablicy?". Dowiadujesz się jakie są "prognozy" faktur na dzisiejszy dzień.. i klepiesz. Tabtabtabtabtabtab. Przez 8 godzin. Nie wiem jak w innych teamach, ale tu muszę oddać że nikt nad nami z batem nie stał (przynajmniej na początku, końcówkę wspominam tragicznie), więc dużo osób słuchało muzyki etc. Ja przykładowo nadrobiłam wiele seriali na Netflixie :) Po wdrożeniu pracuje się tak automatycznie, że możesz się skupić na tryliardzie innych rzeczy.. a nawet warto się skupić, by nie oszaleć od monotonii pracy. Przypomina to pracę na produkcji, z tą różnicą że pracujesz w biurze przy komputerze. Ach, no i pewnie różnica jest również w zarobkach - na korzyść "typowej" produkcji.
Zaraz dopiszę II część mojej opinii, także cdn...