e-klient OVB 2013.05.21 [14:53]
Hej, opowiem pewną historię która obrazuje pracę OVB.
Kilka dni temu jeden z doradców umówił się z moją mamą na spotkanie.
Poszedłem razem z Nią.
Doradca zaczął przemowę jakby tylko przyszedł porozmawiać.
Później zrobił się bardziej nachalny, wtedy ja stanowczym tonem powiedziałem że mama jest nie zainteresowana.
Pech chciał że w tym czasie umówiłem się również ze znajomym z uczelni.
Poszedłem dosłownie na chwilę. Gdy wróciłem po 15min. naszedłem go jak proponował mojej mamie żelazko Zemmler gdy tylko kupi polisę.
Jak to powiedział "dość że Pani będzie ubezpieczona, będzie Pani odkładała na emeryturę (moja mama ma 58 lat!) to jeszcze będzie pani prasowała oryginalnym (?!?) żelazkiem...
Podziękowałem mu uprzejmie i poszliśmy w swoją stronę.
Życzę powodzenia Panu z firmy OVB.
Więc jeśli nie chcecie być ubezpieczeni i prasować sobie żelazkiem Zemmler to nie polecam.
Pozdrawiam serdecznie i widzę świetlaną przyszłość przed tą firmą.
Spokojny nie-klient.
Kamil B. 2013.03.24 [14:22]
Witam i całkowicie przestrzegam przed tą firmą. Z całą odpowiedzialnością nazwę ich oszustami i złodziejami, a w skrócie przedstawię jak działa ta "firma".
Po nawiązaniu współpracy nie otrzymałem umowy do podpisania, tylko pracowałem przez krótki czas kontaktując się głównie telefonicznie. Ciągłe telefony od "przełożonego", które miały spowodować, żeby ze znajomych wyciągnąć jak najwięcej klientów. A jak już się poda znajomych, to firma zapomina o pracowniku, ale nie do końca.
Znajomi, którzy chcieli skorzystać z usług skończyli się, więc przestałem współpracować. Rozliczenia przesyłali korespondencją częściowo w języku polskim, częściowo niemieckim.
Nagle zgłasza się do mnie firma windykacyjna, że mam zwrócić prowizje, gdyż OVB straciło jednego klienta. No i tu moje zdziwienie. Po pierwsze nie wiem, czy to prawda, bo nie wiem jaki klient rzekomo przestał płacić, a po drugie... przecież ja nie podpisałem żadnej umowy o współpracę i nie wiedziałem, że będę musiał oddawać jakieś pieniądze, na które przecież uczciwie zapracowałem. Jak mi mówił "pan Marcin" mający siedzibę wtedy w kamienicy w Krakowie przy ulicy Grochowskiej 11: "panie Kamilu, oficjalnie nie może pan podpisywać umów z klientami, bo nie ma pan licencji, ale proszę się starać, a umowy będziemy na mnie podpisywać. Proszę też wysłać na taki a taki adres zaświadczenia o niekaralności i reszty dokumentów." Po jakimś czasie telefon: Panie Kamilu, co tak mało znajomych pan ma? Niech pan postara się wyciągnąć jak najwięcej, a na egzamin licencyjny nie musi pan jechać "załatwiłem" panu tą licencje już. Oczywiście nigdy licencji mi nie pokazano i umowy nie dano do podpisania. Ale jak wspomniałem wcześniej OVB zaczęło się przez windykatora domagać zwrotu prowizji. W bardzo nie miły sposób, telefony, obrażanie, wyzywanie i non stop straszenie: "wpłać tę kasę" Zażądałem oczywiście przesłania mojej rzekomej umowy z OVB. I tu WIELKIE MOJE ZASKOCZENIE. Dostaje umowę, którą niby podpisałem, podpis nawet nie podobny do tego jaki ja składam, dane częściowo pomylone, umowa krótka, ale w jednym z punktów stoi jak byk, że jeżeli klient przestanie płacić, to ja muszę zwrócić prowizję.
Gorąco i uczciwie przestrzegam wszystkich przed pracą dla tych oszustów! Oczywiście z placówki w Krakowie przy Grochowskiej 11 się wynieśli. A pisma co jakiś czas przychodzą, żeby zastraszyć i wyłudzić pieniądze
Dodor 2013.03.25 [22:07]
co do wypowiedzi Kamila B.
nie wiem jak jest w Krakowie ja podlegam pod strukturę w Warszawie umowę od kierownika dostałem po tygodniu pracy po około 3 tygodniach zdawałem egzamin KNF. O tym że jeśli stracę klienta lub osoba przestanie opłacać składki bez możliwości wznowienia to będę musiał oddać zarobione pieniądze zostałem poinformowany przed podpisaniem umowy. Co do znajomych wykonywałem na nich praktykę i to co z nimi podpisałem zarobiłem ja i nikt mnie więcej o znajomych nie pytał dlaczego tak mało czy coś ... Mój opiekun/przełożony jest jak najbardziej pomocny wspiera mnie pomaga i jeśli trzeba opier... sami wiecie co zrobi...
Jeśli ktoś uważa że OVB to oszuści to albo trafił na nie odpowiednie osoby albo po prostu nie potrafił wykorzystać swojej szansy danej przez firmę...
Ona_Kraków 2013.03.26 [08:22]
Absolutnie przestrzegam! Pracowałam,odeszłam.
1) ROZMOWA KWALIFIKACYJNA : mówią o firmie,że tyle i tyle lat,potem pokazują,jak się dzieli rynek finansowy,potem pytają,jak się widzi dana osoba w finansach,pokazuje dalsze działania firmy i na koniec pytają czy wziąć pod uwagę w rekrutacji.Potem mówią,że niby z Dyrekcją muszą się skontaktować itd,to pic na wodę,bo później ja sama rekrutowałam i wiem,że po prostu na drugi dzień dzwoni się do prawie każdego ze sterty cv i mówi się,że decyzja jest jak na