Od początku pracy byłem pod dużą presją. W dwa miesiące miałem zapoznać się ze skomplikowana wewnętrzną technologią jaką ekipa wypracowywała latami.
Ekipa w jakiej pracowałem była super. Od nich dostałem wszelkie wsparcie i pomoc. Art Director był toksyczny. Z jednej strony pisał bardzo miło a zaraz wkurzał się kiedy np. byłem chory.
Nadgodziny momentami kuriozalne były na porzadku dziennym a odbieranie ich było możliwe dopiero po wysłaniu odpowiedniego pisma w okreslonym czasie na co po takich nadgodzinach nie ma się głowy tylko już przymyka się oko.
Dość szybko szefostwo dało mi do zrozumienia, że nie podoba mu się branie zwolnień na chore dziecko. Padały podejrzenia, że zwolnienia jakie brałem były przeze mnie ukartowane (?!) W takiej atmosferze dostawałem ataków paniki przy każdym kichnięciu dziecka.
Po roku pracy zostałem zwolniony za ilość zwolnień na opiekę nad chorym dzieckiem. Powód ten mam wpisany w dokumencie zerwania umowy co jest dla mnie kosmiczne. Sam powód zwolnienia wskazuje, jak w Gong można zostać zdyskryminowanym jako rodzic.
Był czas gdzie udało mi się nauczyć technologii i zapronować własne rozwiązania za co byłem pochwalony. Jednocześnie za brak wpisu do arkusza obecności z dnia na dzień zostałem zwolniony dyscyplinarnie.
O sprawie dowiedziałem sie podczas niezapowiedzianego calla z szefową w trakcie którego byłem zastraszany sądami i manipulowany.
Szefostwo wykazało się wówczas brakiem kultury osobistej zachowaniem takim jak wchodzenie w słowo, przekrzykiwanie się i powoływanie się na fragmenty paragrafów prawnych, które nie były adekwatne do sytuacji, ale miały brzmieć poważnie i mnie tylko zastraszyć.
Szefowa Gong przychyliła sie do mojej prośby o zmianę zwolnienia z dyscyplinarnego na porozumienie stron dopiero w tedy gdy powołałem się na sąd pracy w sprawie dyskryminacji jakiej się dopuściła (a szkoda, że wcześniej nie zrobiłem tego).
Nie obyło się bez potrzeby pisania dziwacznych przeprosin, gdzie musiałem "gorliwie" przepraszać firmę za swoje zachowanie. Dla spokoju odesłałem teksty jakie do mnie szefostwo wysyłało, bo widziałem, że to jest typ ludzi, którzy muszą mieć ostatnie zdanie jak bardzo by się nie mylili.
Podsumowując w firmie Gong byłem pod silną presją, dyskryminowany i finalnie manipulowany i zastraszany. CEO Gong zachowała się w sposób wyrachowany, dyskryminujący a także wykazała się niską kulturą osobistą.
Gong to agencja reklamowa w której nie liczy się człowiek a liczby. Nie jest to przyjazne miejsce szczególnie dla ludzi, którzy nie są pracocholikami i mają inne zobowiązania w życiu jak np. dzieci