Nawiązując do wszystkich opinii, każda ma w sobie trochę prawdy natomiast nie można oceniać firmy Moraj tylko negatywnie. Ktoś kto pracował krótko być może ma do tego powody bo nie wie jak było wcześniej lub jak by mogło być później. Pracował w Moraju ładnych parę lat i pierwsze co powiem szczerze to to, że szefowie firmy czyt. Mariusz, Henryk, Janusz i oczywiście Boss Ryszard to najlepsi szefowie ever. Ciężko na pewno o drugich takich. Właściciele nie raz już przejechali się na swoich pracownikach dlatego licząc od razu na zaufanie "z góry" to trochę jak nadzieja na to że po przyjęciu na hurtownie od razu będzie się zarabialo dobry pieniądz. Większość firm stosuje takie praktyki, nowy pracownik nie może zarabiać tyle samo od wejścia co pracownik z 5-10 letnim stażem. Pierwszych kilka lat wspominam bardzo dobrze, atmosfera w pracy była przednia, z każdym szło się dogadać w taki czy inny sposób. Szkolenia firmowe (imprezy integracyjne) czy wigilijki itp, szefowie umieli o to wszystko zadbać. Awans też nie był problemem, trzeba się po prostu wyróżniać i pracować a nie marudzić i ściemniać. Sporo chłopaków z magazynu przeszło wyżej czy to na kierowników czy na przedstawicieli. Szefostwo nie oszczędzalo raczej na niczym, jeśli coś było potrzebne to kasa się znalazła. Jeżeli chodzi o wypłatę to nigdy nie można było na nią narzekać, premia była uzależniona od wyników pracy czy to na hurtowni czy na innych stanowiskach. Tyle jeżeli chodzi o podejście szefów, wiadomo każdy robi to aby firma przynosiła jak największe dochody aby móc zarobić i dac zarobić innym. Nie każdemu warunki pracy odpowiadały, nieraz trzeba było się narobić i zostać po godzinach ale nie była to codzienność raczej sporadyczne przypadki bardziej we wrześniu i marcu. Z biegiem lat firma się rozwijała co oznacza że musiała zatrudniać coraz więcej osób, w tym również trafiali sie malkontenci, którym nigdy nie dogodzisz a wiadomo jak tacy ludzie działają na innych. Jedni będą wkurzeni że cały czas marudzą a inni zaczną marudzić razem z nimi i atmosfera w pracy idzie się je**ć. I tu jest pierwszy gwóźdź do trumny. Drugi gwóźdź do trumny to według mnie kierownicy hurtowni, którzy z biegiem lat chcieli być co raz bardziej ambitniejsi i bawili się w szefów, co nie do końca dobrze się skończyło dla niektórych hurtowni jak i pracowników. Twarde zasady, brak możliwości odstępstwa od reguły, co za tym idzie zażenowanie pracowników, morale zespołu spadają, pracownicy się zwalniają, inni widzą co się dzieje i podejmują podobne decyzje, firma przyjmuje nowych pracowników i tak zatacza się błędne koło. Trzeci gwóźdź do trumny - firma nie docenia swoich pracownikow, ktos kto dobrze sprawdza się na danym stanowisku i robi robotę za dziesięciu tam już pozostanie, dlatego nie warto się wychylać bo nie ma z tego żadnych benefitow. Mi podjęcie decyzji o pożegnaniu się z firmą Moraj zajęło kilka miesięcy , żal ogromny ale decyzja mimo wszystko dobra, głównie przyczyniła się do tego atmosfera w pracy stworzona przez tych malkontentów, przycinanie skrzydeł przez kierowników i chęć robienia czegoś innego niż sprzedawanie przyslowiowych majtek. Nie żałuję odejścia od tych ludzi (Nie wrzucam wszystkich oczywiście do jednego worka, mam na myśli tych negatywnych) natomiast żałuję rozstania z szefostwem bo ciężko jest o takich ludzi jak oni. Kilka lat temu szefowie nie dopuścili by do wielu sytuacji które teraz mają miejsce. W firmie wiele się zmienia od dłuższego czasu ale w większości niestety na gorsze. Życzę dobrze wszystkim szefom oraz pracownikom czy to obecnym czy przyszłym natomiast na pewno idzie znaleźć sobie lepsza pracę pod względem zarobkowym i psychicznym niż firma Moraj. Bez względu na to jakie ktoś zajmuje stanowisko - jeżeli jest potrzeba pracy na przykład na magazynie to od góry wychodzi polecenie wysłania tam nawet przedstawiciela handlowego czy pracownika z księgowości lub z marketingu. Dodam jeszcze że już nawet od początku 2019 roku ciężko było osiągnąć plan sprzedażowy hurtowniom, co spowodowane jest tym że co raz więcej rzeczy innych tanszych slabych firm typu skarpety majtki oraz odziez można za grosze kupić w Lidlach, Biedronkach, Pepco itp co negatywnie wpływa na handel w Moraju, nie da się tego nie zauważyć, a mimo to naciski na zrobienie planu wywierają bardzo dużą presję na pracowniku, narobisz się ale niestety nie zarobisz. Podejrzane jest to, że z początkiem kwietnia Prezes oznajmia że firma ma 90% spadki obrotu a z końcem miesiąca pojawiają się ogłoszenia o prace, więc o co tu chodzi? Może koronawirus miał tylko spowodować rozgłos wokół firmy. Jeżeli tak, to widać że chyba się udało, czego można pogratulować. Doceniam to, że firma wspiera szpitale wysyłając paczki jak i przelewy pieniężne w tym ciężkim czasie ale warto pomyśleć też o tym że bez pracowników firma nie przetrwa a za grosze nie będzie nikt chcial pracować.