Firma, która z wierzchu jest nowoczesna i sprawia wrażenie solidnej, od środka niewiele się różni od tej sprzed 40 lat, a to z pewnością komplement nie jest. Po pierwsze otacza nas (pracowników) biurokracja zżerająca czas, po drugie celebruje się niewydajne procedury jako sztukę dla sztuki, po trzecie zdarzają się braki sprzętowe utrudniające codzienną pracę. I wreszcie, last but not least, i pracownicy i ich przełożeni mają tego wszystkiego co jest co najmniej nietrafione pełną świadomość, ale nie mają odwagi by to ruszyć. Stąd pytanie do tych najważniejszych w naszej firmie: Czy to dobrze jeżeli podwładny milczy, bo nie wierzy, że może coś zmienić?
PS. Dopiero co nabijaliśmy się z wiadomej konkurencji, że doręcza listy do mięsnego albo warzywniaka, ale oni jednak nie kazali swoim doręczycielom sprzedawać krówek, skarpetek ani klocków po domach i robić z siebie błaznów...