Pracowałam w Eurosystemie jakieś 3-4 miesiące temu jako redaktorka jednego z pism i potwierdzam negatywne opinie o tym pracodawcy. Czytając starsze (i to dużo starsze) komentarze, widzę, że nic się nie zmieniło. Po pierwsze, w ogłoszeniu oferują umowę o pracę, a na drugim spotkaniu rekrutacyjnym proponują w ramach okresu próbnego umowę o dzieło za pracę na pełen etat (w godz 8.30-17.00 z narzuconą przerwą 30 min). Okres próbny na 2 miesiące, jednak umowa podpisywana na miesiąc. Ja się nie zgodziłam, ale pracowałam w jednym pokoju z osobą, która się zgodziła na dzieło i dochodziło do sytuacji, że jednego dnia została 3 godziny po pracy i nie mogła sobie tego odebrać potem, pieniędzy też pewnie za to nie dostała. Pamiętam, że zawsze zostawała dłużej w biurze. Zdaniem właściciela (zwanego szumnie „prezesem”) praca w redakcji to nie praca w biurze i jak trzeba zostać, to trzeba nawet i do nocy. Sam właściciel to człowiek znikomej kultury osobistej, podnoszący głos na pracowników – na mnie nakrzyczał, gdy próbowałam wytłumaczyć mu, że można skopiować tekst ze strony internetowej i zapisać w pliku word. Powiem tyle – kiedy pracowałam jeszcze jako studentka, traktowano mnie z większym szacunkiem niż tutaj. Taki Janusz biznesu normalnie.
Kultura pracy w tym miejscu jest tragiczna. Pierwszego dnia pracy usłyszałam, że powinnam kupić sobie ZESZYT DO NOTOWANIA. Kiedy powiedziałam, że takiego nie mam ze sobą dziś, to dano mi aż 3 kartki papieru od drukarki i padło pytanie „ale długopis to pani już ma?”. Wydawnictwo, w którym nie ma ani papieru, ani długopisów dla pracowników – to nie żart. A z owym zeszycikiem musiałam stawiać się codziennie rano i zdawać relację właścicielowi z tego co robię. Jeśli nie przyszłam w ciągu jakiś 10 minut od zaczęcia pracy (bo np. jeszcze porządkowałam sobie rzeczy, sprawdzałam pocztę) to przysyłano panią zajmującą się sprawami biurowymi, która gestem wskazywała mi drzwi. A jeśli przyszłam bez zeszytu, to byłam odsyłana i musiałam wrócić z zeszycikiem. Ogólnie właściciel ma duży problem z kontrolą pracowników – nawet osoby pracujące na dzieło musiały wpisywać się na listę, że wychodzą i notować godzinę wyjścia/przyjścia. Raz chciałam wyjść na chwilę przed budynek, by odpocząć od gapienia się w monitor po 5-6 godzinach, i usłyszałam, że muszę się wpisać na listę, nawet jak wychodzę na te 2 minutki. Natomiast właściciel czytał moje maile, a nawet wysyłał maile z mojego adresu, a potem było wypytywanie o co chodziło w danym mailu. Raz wróciłam z przerwy i zastałam go grzebiącego w moim komputerze (hasło było odgórnie narzucone i nie mogłam ustalić własnego), wcale się nie speszył, obecność innego pracownika też mu nie przeszkadzała.
Gdy zaczęłam pracę, nie przedstawiono mnie nikomu w biurze, nie oprowadzono mnie, nawet nie pokazano, gdzie jest toaleta.. Atmosfera jest bardzo słaba, jakaś napięta. Jednak, gdy właściciel wybył z biura na dłużej, okazało się, że pracownicy stali się bardziej ludzcy i zamienili ze sobą kilka zdań. Są 2-3 osoby, które wspominam mile, jednak po miesiącu nie znałam nawet imion większości osób, które tam pracowały.
Warunki pracy? Pożal się boże. Stare mieszkanie w kamienicy przerobione na biuro. Sprzęt stary, a nawet prehistoryczny (koleżanka czasami wgrywała jedno zdjęcie na stronę 20 minut, bo komputer nie dawał rady i wywalał błąd), fotele obdarte, wyłażąca gąbka etc. A największy żart to pomieszczenie służące jednocześnie za miejsce pracy, kuchnię, korytarz prowadzący do ubikacji i innych pomieszczeń, magazyn i miejsce na kurtki i buty. A w łazience brak mydła i pękające kafelki.
Powiedziano mi, że będę tworzyć pismo, „którego pani nie będzie się wstydzić”. W rzeczywistości byłam jedyną w biurze osobą zajmującą się tym pismem (reszta pisała zdalnie, nie miałam z nimi nawet kontaktu), a gdy przyszłam na pewien event jako dziennikarz, to od organizatorów jako pierwsze usłyszałam: „A pani z jakiego pisma? XXX? A to państwo nas już kilka razy wystawiliście!”.
Całkowicie odradzam to miejsce – omijajcie je szerokim łukiem. Szkoda czasu i nerwów. Pracowałam tam miesiąc i o miesiąc za długo.