Tomku wróć 2 - 2013-08-09 18:41:20
I moi drodzy koledzy i koleżanki ja jednak nie byłbym taki mega krytyczny dla naszych "biurowców" bo są naprawdę w porządku ludźmi jak już się ich pozna tylko wydaje mi się, że gdzieś tam zgubili tą malutką dozę empatii która wystarczyła by do zawiązania lepszej współpracy.. Pracujemy razem w jednej firmie i oni pewnie czasami też mają ciężko.. Tylko, że czepialstwem i "szefowaniem" stworzyli sobie m.in. to forum i nasz brak szacunku.. Zmieńcie się.. i współpracujmy :)Masz trochę racji w tym co piszesz, ale:
"Malutką dozę empatii?" - tutaj potrzebne są tony empatii i przede wszystkim uczciwej pracy i uczciwego traktowania nas pracowników. To że mają "ludzkie momenty" tylko potwierdza regułę a raczej charakter owych przełożonych. Raz do roku to i świnia przemówi ludzkim głosem.
Niestety ale w tej kwestii nigdy nic się nie zmieni.
K(usunięte przez administratora)
Natomiast pełna zgoda co do tego, że gdyby węgrzy pogrzebali mocniej w naszym oddziale to dokopali by się do takiego(usunięte przez administratora)że jedyne co by zostawili po swoich reprezentantach to popiół i zgliszcza.
Taka jest prawda i zamydlanie oczu, pisanie pod przykrywką komentarzy, odsyłanie do sklepu rybnego, wyzywanie od leniów i nierobów, propozycja szukania innej pracy, mediacje itp nic tego nie zmienią. Te osoby nie nadają się do prowadzenia firmy i koniec kropka. Mają pewne swoje atuty, czasami potrafią być ludzcy, mili i sympatyczni, potrafią porozmawiać jak z ludźmi. Niestety są to wyjątki podyktowane własnym interesem, trzeba czasami wyjść na dobrego szefa żeby uniknąć buntu i rozlewu krwi. Załagodzić spory, przypodobać się pracownikom opowiadając naiwne bajeczki jak to im zależy na dobru wszystkich, a ci źli węgrzy cisną i cisną. A prawda niestety jest trochę inna. Węgrzy są o wieki z przodu jeśli chodzi o wyrozumiałość, empatię, elastyczność itp. Tyle, że naszym szefom nie na rękę o tym mówić więc łatwiej zwalić winę na węgry. Stąd cała korespondencja przechodzi przez biuro zanim wyjdzie do węgier, stąd akceptacja zdjęć, stąd kontrola wszystkiego. W warszawie upodobali sobie rządzanie, metody zastraszania, krzyku i nękania telefonami. Przestraszeni pracownicy bojący się wyjść przed szereg zawsze będą posłuszni i ślepo wykonujący polecenia, nie narobią im bałaganu. A ci którzy umieją się postawić i powiedzieć co myślą zostają szybko usunięci.
Wszystko się świetnie kręci dzięki temu, że firma jest miedzynarodowa, słabo zorganizowana, brak poważnej kontroli. Więc wystarczyły 3-4 osoby dobrze się znające i działające we wspólnym własnym interesie by przekształcić tą firmę w prywatny folwark działający tylko po to by im się żyło dobrze. Prosty przykład - jeśliby odpuścić wszystkie absurdalne zarządzenia, głupią biurokrację, tony bezsensownych maili, inwentaryzacji, sprawdzań, raportów, s2s, itp, a zająć się przede wszystkim klientem (celowo nie podaję czym dokładnie, bo takie informacje są zbyt cenny by ofiarować je na tacy nierobom w biurze za darmo, a potrafię stworzyć z tego niezłe wypracowanie) to obroty skoczyłyby w górę tak, że węgrzy całowaliby nas po (usunięte przez administratora) mając totalnie gdzieś to, że zdjęcia złe, że deadline niedotrzymany itp. Na węgrzech w sklepach jest syf, ale są obroty i to ich broni. W polsce jak widać najważniejsza jest pełna kasa ale wyłącznie tych w biurze.
Taka jest prawda o naszych pracodawcach. Niestety to jeden z najgorszych zespołów zarządzających o jakim słyszałam w życiu. A słyszałam wiele pracując w niejednej galerii. Tego co się dzieje tutaj nie przebije nikt.