Pracowałam w diversie jakiś czas temu w jednym ze sklepów na śląsku i była to całkowita porażka. Muszę przyznać, że po tej krótkiej przygodzie z Diverse obiecałam sobie, że nigdy w życiu nie zatrudnię się już w żadnej sieciówce.
1. Praca za śmieszne pieniądze na śmieciowej umowie o dzieło, wszelkie szkody wyrządzone przez klientów czy kradzieże - wszystko to sprawiało , że wypłata była jeszcze mniejsza niż powinna być. Braki w kasie musiały pokrywać pracownice.
2. Pracowałam w grupie samych kobiet, a raczej powinnam napisać dziewczynek, które odznaczały się jedynie fałszywością i dziecinnym podejściem do całej sprawy. W jednym momencie potrafiły być słodko uprzejme, po czym za plecami wyzywały i obgadywały. Przy regionalnym każda najeżdżała na drugą. Nad stanowiskiem kierowniczym panowała bardzo młoda wyszczekana dziewczyna, która myślała sobie niewiadomo co i specjalnie podkładała kłody pod nogi pracownicom. Kierowniczka, choć była uprzedzana o kontrolach, nie przekazywała informacji niektórym pracownikom specjalnie, by podkopać którąś z nich.
3. "Benifity", które miałyśmy dostawać - czyli zniżki za niepłacone "pół godziny na sprzątanie przed otwarciem i po zamknięciu". W rzeczywistosći wyglądało tak, że o 20:30 dostawałyśmy maila, że na rano ma być zrobiona przecena pół sklepu, czy też zmienianie witryn nie mogło być odbywane w godzinach otwarcia sklepu, i zostawałyśmy nawet kilka godzin dłużej oczywiście bez wypłacenia pieniędzy za te nadgodziny. W życiu nie widziałam tej zniżki na oczy, bo wszystkie zniżki zabierała sobie kierowniczka, zamieniając się z kierowniczkami innych sklepów, żeby każda mogła sobie po taniości kupić to co chce. Poza tym słynny mundurek, który składał się z najtańszej koszulki raz na rok, a zasadą sklepu było ubieranie się od stóp do głów w rzeczy z diversa. Kiedyś przyszłam w czasie wielkich upałów do sklepu w sandałach - od razu zostałam zlinczowana, bo to nie są buty z diversa.
4. W pracy non stop bywała nerwowa atmosfera i ogromny stres, ciągłe straszenie nas kontrolami, kiedy przyjeżdżał kierownik regionalny, traktował nas wszystkich jak ścierwa, wrzeszczał i wyzywał. Często byłyśmy nawet odpytywane z regulaminu, z zasad obsługi klienta, z kodów i nazw do bluzek, czy z listy rzeczy bestsellerowych - jak w przedszkolu...
5. Zasada chorego narzucania się klientom, łażenia za nimi i ciągłego wypytywania i informowania o zniżkach. Obsługa klienta była najważniejsza, nawet gdy było w cholerę roboty, trzeba było nachalnie rzucać się na klientów, których to tylko odstraszało. Gdy klientów nie było - nie mogłyśmy nawet sobie na 5 minut stanąć w jednym miejscu i odpocząć (12h tryb pracy), bo odrazu byłyśmy linczowane za nic nie robienie, trzeba było non stop chodzić i poprawiać chociażby wieszaki.
6. A propo sprzątania. Sprzątanie tylko przed otwarciem sklepu i po, nie daj Boże przyjdzie kierownik w minutę po otwarciu a Ty akurat zabierasz na zaplecze ścierkę - już jest afera, bo sprzątasz po otwarciu sklepu. W trakcie pracy nie można posprzątać nawet największego brudu - dziecko zrzygało się na środku sklepu? Zasłoń wieszakiem na kółkach, bo jak posprzątasz to będziesz zwolniona.
7. Przez to, że musisz wciskać ludziom kit, często pracownik jest totalnie mieszany z błotem. Nie raz byłam wyzywana przez klientów(usunięte przez administratora) i innych takich.
Oczywiście było tego wiele, wiele więcej, ale obawiam się, że nie starczy mi życia, żeby to opisać :)