Dzień Dobry.
Do napisania tych słów skłoniły mnie ostatnie wydarzenia w firmie. Wrócę do nich na końcu, bo mam doskonałe porównanie.
Na wstępie chcę uspokoić moich byłych przełożonych. Pomimo, iż nie otrzymałem pisemnego orzeczenia Sądu w swojej sprawie to zdecydowałem, że nie będę wnosił odwołania. Nie będę wnosił apelacji. Minęło sporo czasu i swoje życie ułożyłem sobie w dobrym dla mnie kierunku. Nie mam ochoty wracać do Bridgestone, a o to wnioskowałem w swojej sprawie. Być może powinienem walczyć o prawdę, ale tak naprawdę już wygrałem. Prawda mnie obroniła. Choć wyrok Sądu był dla mnie niekorzystny, to nie musiałem kłamać przynajmniej. Czuje się moralnym zwycięzcą. Być może największą krzywdę już moim byłym przełożonym uczyniłem. Oni w obronie swoich racji dopuścili się przed Sądem kłamstwa. Po tej rozprawie uświadomiłem sobie, że ta firma, Ci Panowie nie cofną się przed niczym by "udowodnić swoją rację". W kluczowym zagadnieniu, gdzie chodziło o rozeznanie Sędziego ilu Bridgestone operatorów zatrudniał na moim stanowisku, trzej panowie: PN, AO, AZ zeznali, że było nas trzech (faktycznie było dwóch), a poproszeni o wymienienie nazwisk, wymienili: mnie (prawda), kolegę z Jarocina (prawda) i kolegę z Gniezna (i tu kompletna nieprawda, bo ten pracownik nie był nawet zatrudniony na mojej brygadzie). W pewnym sensie wymienili fikcyjną osobę. Zrobili to na poparcie tezy, że oni bardzo dobrze i w jedyny właściwy sposób gospodarują zasobami ludzkimi. Przez szereg lat na tym stanowisku nie szkolono nikogo, a gdy poszedłem na chorobowe to nagle nie miał mnie kto zastąpić i w związku z tym to JA musiałem ponieść konsekwencje tego, że ryba psuje się od głowy. Co do inicjałów, które przedstawiłem, by nikogo nie skrzywdzić wyjaśniam: PN to kierownik działu personalnego, AO to taki Pan, który do Sądu przyszedł w krótkich spodenkach, pokazując w ten sposób jaki ma stosunek do wymiaru sprawiedliwości i do majestatu Rzeczypospolitej, był moim starszym mistrzem oraz AZ będący SSV.
W dostępnych ostatnio źródłach z mediów usłyszałem z ust Pana PN jak bardzo firma troszczy się o to, by dać swoim pracownikom szanse, którzy dopuszczają się łamania regulaminu. Mój przykład, kiedy zostałem zwolniony po 9ciu miesiącach chorobowego jest na to najlepszą odpowiedzią. Po pierwsze: nawet nikt nie spróbował ze mną rozmawiać, po drugie: nie dano mi żadnej szansy, po trzecie: wręczeniem wypowiedzenia dla mnie obarczono pracowników innej brygady. Zrobiono chyba tak dlatego, że żaden z moich przełożonych nie miał nawet odwagi spojrzeć mi w twarz.Poza tym na sali sadowej w toku zeznań świadków okazało się, że nikt nie wie kto wnioskował, by mnie zwolnić. AO stwierdził, że wydał opinie na wniosek działu personalnego, a PN że sporządził pismo (wypowiedzenie) na wniosek działu CUT. Tak więc wychodzi na to, że sam się zwolniłem i dlatego może nikt tego wypowiedzenia nie chciał mi wręczyć ;)
Zatem podsumowując: dla moich problemów zdrowotnych, operacji kolana, nie znaleziono żadnych okoliczności łagodzących. 13 lat pracy w tej firmie, duże doświadczenie, dobre wyniki produkcyjne, aktywność w działalności Kaizen nie są żadnymi okolicznościami łagodzącymi.
A może to dlatego, że nie dopuściłem się złamania regulaminu? Pan PN w mediach mówi o tym, że daje się drugą szanse osobom, które dopuściły się łamania regulaminu. W moim wypadku tak niestety nie było, moją winą były moje problemy zdrowotne, a nie złamanie regulaminu.
Na koniec konkretny przykład. W mojej obecnej pracy niedawno jeden z kierowników o nieposzlakowanej opinii dopuścił się niegodziwego czynu. Udzielił sam sobie rabatu (kierownicy mają możliwość udzielania rabatów klientom) na kwotę 200zł. Następnego dnia został zwolniony. Wiele osób była zdziwiona tak ostrą karą dla Niego. Dyrektor spytany odpowiedział, że gdyby podobnego czynu dopuścił się szeregowy pracownik, to na pewno by go nie zwolnił, a tylko udzielił nagany. Ale nie może dopuszczać do sytuacji, kiedy to kierownik wskazuje niegodziwą drogę swoim podwładnym. Przełożony to musi być ktoś, z kogo podwładni czerpią wzorce. Zaimponowało mi to.
A teraz widzicie koleżanki i koledzy z kogo czerpią wzorce przełożeni z Bridgestone? Skoro od najwyższego szczebla dopuszcza się nieprawidłowości to jak ci drobni SV i SSV mają reagować? Oni sami nauczyli się w tej firmie k...twa od swoich przełożonych. Tą drogę wyznaczył im niegdyś Pan PK i dziś efekt domina jest nader widoczny.
Bardzo godne zauważenia słowa Marcina Steinke, że IM zależy by pracownicy w firmie byle między sobą skłóceni oraz nastraszeni. Takimi ludźmi zdecydowanie łatwiej się rządzi i manipuluje. Można wręcz odnieść się do klasyka w tej materii Józefa Wisarionowicza ;)
Chciałbym podziękować wszystkim za te lata pracy. Koleżankom i kolegom, z którymi pracowałem, z którymi podążałem tymi samymi ścieżkami. Wiele się od Was nauczyłem i część z Was na pewno też w jakimś stopn