Jak pracuje się w Lokaah? Poniżej znajdziesz opis mojego doświadczenia pracy w tej firmie.
Praca sama w sobie w tym miejscu jest ciekawa i przyjemna zwłaszcza jeśli lubi się orientalne gadżety, oryginalne ubrania, czy ezoterykę.
Jak dla mnie problemem jest podejście zespołu do funkcjonowania sklepu i ich toksyczne zachowania.
Wielokrotnie, w trakcie dnia pracy zespół dopuszczał do niedołożonego i niepoukładanego towaru na półkach,
nie sprzątał regularnie miejsca pracy, gdzie byly przepełnione kosze na śmieci wraz ze śmieciami dookoła nich,
co było niekomfortowe i odrażające, nie uzupełniał na bieżąco torebek na zakupy czy rolek do kasy fiskalnej, co zakłócało rytm pracy
i obsługi klientów, kiedy trzeba było wstrzymać kasowanie i kolejkę, żeby pójść po nie na zaplecze. Podejście typu przyjść, odsiedzieć 10h i wyjść.
Były sytuacje, kiedy pracowałam sama w zespole, bo 3 z 4-rech osób, które mają obstawiać sklep były skupione w jednym miejscu spędzając czas
na rozmowach. Prosząc ich o pomoc, czy zadając istotne pytania dotyczące czynności w pracy byłam ignorowana pozostając bez odpowiedzi.
Podobnie wyglądało to na chacie grupowym, kiedy po wysłaniu wiadomości nikt nie odpisywał.
Długo nie da się pracować z satysfakcją robiąc za trzech, z ludźmi, którzy wyśmiewają, bo chce się działać, którzy w pełni nie wykonują swoich obowiązków,
żywią się plotką, ocenianiem i dramatami.
Jest to bardzo męczące psychicznie. W innych firmach za takie podejście szybko zostaliby zwolnieni.
W trakcie mojej rozmowy z kierownictwem na temat pracy zespołu dostałam odpowiedź, że to nie ja wydaję polecenia. Rzeczywiście,
to nie do mnie należała ta rola, bo w ten sposób powinny zarządzać kierowniczka z managerką. Niestety tego nie robiły i zupełnie nie brały pod uwagę tego,
że w ten sposób przeciążają pracowników, którzy faktycznie biorą odpowiedzialność za swoją pracę, bo obowiązki są nierówno rozłożone, a na każdy dzień
pracy jest ich pewna ilość do wykonania, której sklep sam w sobie wymaga.
Najlepiej, żeby nikt nie miał swojego zdania i w pełni się podporządkował, bo dwie zarządzające dziewczyny uważające świat za jakieś miejsce zbrodni mają w swych
rękach kawałek biznesu. Ledwo same ogarniają, pomiędy ilością pracy do zrobienia na sklepie, a ich siłami, jednoczesnie nie ufając pracownikom,
żeby rozłożyć obowiązki i pozwolić im przejąć inicjatywę. Nie dzielą się pełną wiedzą na temat funkcjonowania sklepu i podają szczątkowe informacje
niezbędne do prawidłowego przebiegu pracy w celu łatwiejszej kontroli. Nie zostałam też wdrożona we wszystkie obowiązki pracownika
t.j. rozliczanie kasy fiskalnej przez co odniosłam wrażenie, że moje kompetencje są podważane.
Na porządku dziennym były złośliwe i prymitywne komentarze wypowiedziane w moją stronę przez Kierowniczkę:
"Pozwól, że zapytam cię bezczelnie, czy ty masz okres?!" - kiedy robiłam porządki na zapleczu.
"A ty co, randkę masz dzisiaj?" - uszczypliwym tonem, bo miałam na sobie rzucającą się w oczy bluzkę z cekinów.
(usunięte przez administratora)
"Mogłabyś zrobić też kawę Managerce i okazać jej tym wdzięczność za mleko do kawy, które kupiła z własnych pieniędzy?". Odkąd tam pracowałam, każdy
przygotowywał swoje napoje sam i wydawało się, że każdemu jest z tym dobrze. Obserwując wzrost tego rodzaju przytyk kierowanych w moją stronę uznaję,
że to była kolejna próbwa zniewagi i przekroczenia moich granic.
Lustrowała mój wygląd każdego dnia z góry do dołu, aż z czasem robiło się to coraz bardziej niekomfortowe.
Przy zwróceniu jej uwagi na te niemiłe komentarze dotyczące mojego wyglądu, zachowania, czy sfery prywatnej kłamiąc w twarz odpowiedziała,
że wcale nie mówiła czegoś takiego.
"Laska", "głupia laska", (usunięte przez administratora)", "cwaniara" - to były słowa, którymi wyzywano mnie za moimi plecami.
Pukano mi do drzwi, kiedy korzystałam z toalety i uciekano spod nich. Zachowanie bardzo niepokojące, kojarzące mi się z czymś na formę (usunięte przez administratora).
Największą atrakcją dla wielu członków zespołu były sytuacje z kradzieżami, dodatkowo nadmuchiwane przez kierowniczkę, która natychmiastowo
kazała wszystkim być bardzo czujnym na tą konkretną osobę podejrzewaną o kradzież, wówczas tworzył się klimat ogromnego dochodzenia. Takie sytuacje,
które powinny być zakończone w 15 minut, nie zabierając nadmiernej uwagi, były ciągnięte przez 1,5 godziny, gdzie dyskusja wewnątrz zespołu trwała w najlepsze,
a na sklepie byli też inni ludzie i trzeba było wykonywać również bardziej praktyczne czynności.
Ciąg dalszy w komentarzu...