Serwisant22.11.2022 11:00
Były pracownik
Piszę z perspektywy byłego pracownika serwisu.
Zacznę od stron pozytywnych - atrakcyjne benefity: sklep pracowniczy Philipsa ze sporymi zniżkami, pod gruszą, Multisport, Medicover, "renoma" Philipsa.
Skoro pozytywy się skończyły, czas na negatywy:
Ogłoszenia są jako praca w Philips, w treści ogłoszenia znajdujemy, że to firma córka.
Przełożony (usunięte przez administratora)już na etapie rozmowy o pracę, obiecując możliwości, które nie istnieją. Np. dziewczynie po studiach inżynierskich chcącej stażu w serwisie powiedział, że nie ma etatów (fakt: były), ale zaproponował pracę przy pakowaniu paczek w miejscu serwisu (fakt: w innym miejscu) i możliwość nauki na serwisie (fakt: nie było możliwości).
Później regularnie obiecuje i nie dotrzymuje słowa, nic nie da się załatwić. Trzeba wybrać jedno z trzech zepsutych krzeseł, bo ponoć zostały zamówione nowe, już pół roku wcześniej, ale czeka się na nie od tygodnia, ale w zasadzie to zdążyłem odejść z firmy po roku stażu, zanim je zobaczyłem. Niesprawny internet wymagał 8 miesięcy na załatwienie nowej umowy, tylko dlatego, że Przełożony w końcu zajrzał do serwisu kilka godzin i jemu samemu to przeszkadzało, bo nie ze względu na codzienne zgłoszenia.
Szkolenia są, ale ogólnokorporacyjne. Sprzedaż, poufnosć dokumentów, portfolio. Jeśli chodzi o szkolenia serwisowe do serwisu urządzeń (które Przełożony wymaga, żeby naprawiać), no to cóż. Moje szkolenia były po 8 miesiącach pracy, niektóre po 11. Dodam, że w przypadku niektórych urządzeń szkolenie i certyfikat jest niezbędny i choć miałem odpowiednie umiejętności po miesiącu pracy (od kolegów) to wyższe struktury firmy zapewniły bardzo mało wsparcia, żebym mógł poprawnie wykonywać zawód.
Wynagrodzenie - zmiana tylko przy zmianach umowy. Umowa stażowa na rok jest tak na prawdę na rok i 3 miesiące. Umowa na czas nieokreślony to identyczna pensja na czas nieokreślony. W przypadku jak umowa się zmienia, niby jest szansa, żeby coś zmienić, ale Przełożony daje różne propozycje, na które mówi, że ma zgodę, a po tygodniu jednak zgody nie ma. To było w moim przypadku. Zazwyczaj jednak podobno unika kontaktu do ostatniej chwili ("zadzwonię później", "teraz nie mam czasu"), a później na kilka dni przed terminem na przedłużenie umowy mówi, że jest za późno, żeby coś zrobić.
Odchodzący pracownik jest piętnowany i obrażany, osoby które miały z nim dobry kontakt również. Zdarzają się wykluczenia pracowników, brak rozmów bezpośrednich (dzwoni do jednej osoby tylko po to, by ta przekazała coś do osoby obok, bo nie ma zamiaru rozmawiać z tamtą). Teksty, przełożonego, że ktoś nie ma mózgu, nie myśli samodzielnie, w odpowiedzi na to jak nasza Stażystka "Koordynatorka" pozwala się wyrobić z pracą. Przełożony nie robi nic żeby wesprzeć zespół, nie daje żadnego umocnienia, zaprasza czasem na rozmowy 1 na 1,(usunięte przez administratora) Część tych rozmów słychać, część po prostu dowiedzieliśmy się od siebie nawzajem. Jeśli koleżanka szefa powie komuś, że go nienawidzi i nie może na niego patrzeć, to jest chwalona za zachęcanie do pracy i niemarnowania czasu.
Trzy miesiące przed końcem umowy zacząłem szukać pracy. Informowałem o tym Przełożonego. Poprosiłem o ofertę na piśmie, żebym wiedział, z czym mogę porównać. Firma tego nie praktykuje. Obiecywał słownie gruszki na wierzbie. Miesiąc przed oznajmiłem, że mam konkretną ofertę i żebym wiedział na czym stoję. Powiedział, że nie ma jeszcze zgody na moje warunki, ale czy oferta, którą mam jest lepsza od jego. Firma ze względu na ograniczenia zaproponowała rozwiązanie umowy za porozumieniem stron tydzień przed końcem i rekrutację jako osoby z zewnątrz że względu na większy budżet. Do ostatniego dnia nie znałem warunków nowej propozycji. Następnego dnia roboczego odwiedziłem firmę, żeby wytłumaczyć współpracownikom wszelkie moje sprawy, których nie domknąłem, pokazano mi oraz słyszałem rozmowy, podczas których byłem obrażany przez Przełożonego i jego koleżanki. Ostateczna oferta była oczywiście niższa niż obiecana. Po dwóch dniach, gdy podjąłem decyzję, pierwszą osobą, którą poinformowałem był Przełożony, drugą kolega z zespołu, trzecią HR, a dopiero dużo później druga stażystka, która była potem wykluczania z calli które jej dotyczyły i były w jej sferze obowiązków, bo jej nie ufają. Skoro nie powiedziała nic, że ja mam plany odejść, a pewnie wiedziała. A wiedział nasz Przełożony.
Przypomniało mi się jeszcze jedno na koniec - będąc stażystą nie można poprosić o nic drugiego stażysty "bo nie jesteś jej przełożonym żeby wydawać polecenia" albo "nie jest twoją sekretarką", podczas gdy to jej zadania według tego co powiedział nam Przełożony (jej nie). Ogólnie to byliśmy zgranym zespołem bez kontaktu z Przełożonym, który wpadał mówić że nic nie możemy i poobrażać.
Firmę można polecieć, jeśli ktoś lubi coś, gdzie nic nie działa, nic nie można załatwić, jest stale obrażany albo ignorowany, no ale ma dobre benefiy. No i jeśli ktoś ma słabą pamięć i nie pamięta wszystkiego co było obiecane.