Najgłupsza rekrutacja, w jakiej dane mi było uczestniczyć. Chyba z 8 telefonów w ciągu niecałych dwóch tygodni, podczas gdy wystarczyłyby może 3. Chyba mieli straszne ciśnienie na zrekrutowanie pracownika. Jednego dnia w ciągu godziny miałem dwa telefony od dwóch różnych osób, które dzwoniły przekazać DOKŁADNIE TĘ SAMĄ informację. To podpada już pod nękanie. I świadczyć może o kiepskiej organizacji. Silą się na wielkie korpo i przechodzą samych siebie. Procedury przerastają korposzczury?
Jeszcze przed udaniem się na spotkanie chciałem się upewnić się co do oferowanych warunków i jak kogoś przycisnąłem, to się okazało, że nie są w stanie dać nawet tego, co obiecywała na samym początku osoba z zewnętrznej firmy rekrutującej. To po co wydzwaniają ci rekruterzy?! Albo celowo wprowadzają człowieka w błąd starając się zamotać, żeby człowiek zgodził się przystać na gorsze warunki (tzw. wygaszanie oczekiwań - modne w ostatnim czasie), albo mają straszny bałagan w tym całym atosie, żeby nie powiedzieć dosadniej. Dobrze, że nie pojechałem na rozmowę, bo gdyby na miejscu wyszło, że kręcą, toby mi musieli zapłacić za zmarnowany czas. Pamiętacie, żeby ZAWSZE przed spotkaniem ustalać pewne kwestie, chyba że chcecie tracić czas i pieniądze. Ja swój czas za bardzo cenię, żeby latać na do niczego nieprowadzące rozmowy po jakichś firemkach. Czas to pieniądz. I w Polsce mogę pracować za konkretne pieniądze. Tak, poniżej pewnych kwot nie schodzę i nie siedzę cały czas w PL.
Dlaczego odpowiedziałem na ogłoszenie? Cóż, korzystając z pobytu na łonie ojczyzny rozesłałem w zasadzie z automatu kilka aplikacji, żeby wybadać rynek, na który może kiedyś będę chciał wrócić.
Nie dziwię się, że brakuje rąk do pracy w kraju. Abstrahując od kwestii finansowych, ludzie zaczęli szanować się także w innych aspektach. Transparentność to podstawa w biznesie, i im szybciej Polaki to zrozumieją, tym lepiej dla nich.