Praca w rebuy sie nie opłaca pod żadnym względem. Jesli nie przyszedłeś tam pracować zanim firma upadła kilka lat temu to nie masz czego tu szukać. Wszystkie osoby na wyższych szczeblach to kolesiostwo które zmienia sobie stanowiska od kilku lat, nowe osoby nie mają kompletnie tu prawa bytu. Wszyscy ustawieni z większymi pensjami, bo kiedyś można było chodzić co chwile po podwyżki. podwyżki wyglądają tak że dostaje się gotową umowę podpisaną przez szefa która czeka, zero negocjacji, zero indywidualnego podejścia do pracownika. Absurd w Rebuy pogania absurd. Wprowadzania pokoju z konsolą do gier, ograniczanie jej użytkowania, a w końcu uniemożliwienie korzystania z tego "benefitu" poprzez wprowadzenie regulowanych przerw, które oczywiście są tylko dla pracowników rzędu najniższego. Wzorują sie na amazonie, niestety nie są w stanie zapewnić dojazdów do pracy, ani pensji nawet zbliżonej do amazonu nazywanego (usunięte przez administratora), jeśli amazon to (usunięte przez administratora) to jak strasznym wymysłem jest rebuy? Motto firmy odnośnie dawania nowego życia tętni aktywizmem ekologicznym, niestety ogranicza się to tylko do sprzętu na którym firma zarabia, bo to że zużywane są codziennie worki plastikowych kubeczków to nikomu nie przeszkadza. U władzy zostały te same osoby które doprowadziły poprzednie spółki do bankructwa, tylko nazwa się zmieniła i teraz są zastrzyki gotówki w innej walucie. Jak ktoś jest dobrym kolegą kogoś z wyższego stanowiska ma przywileje + lepszą pensje i wymyślane jest dla niego stanowisko kompletnie zbędne. wszyscy obecni liderzy kierwonicy managerzy to stara gwardia ludzi którzy zostali na tonącym statku zwanym RTS, ponieważ nie mieli dokąd iść, bo nikt ich nie chciał. dziś są takimi samymi leniami tylko mają większe przywileje i pensje większą o pare stówek. Jest dziął HR, nie wiadomo po co skoro prowadzenia strony fejsbukowej, którą lajkują tylko pracownicy można zlecić firme zewnętrznej za pare złotych. Absurdy typu liderzy moga nosić telefony do pracy, pomimo że na hali nie ma zasięgu, zwykły pracownik broń boże. Liczne spotkania z których nic nie wynika i są bezsensu. Brak czajnika w kuchni z powodu "możliwości poparzenia się przez pracowania". Przychodzenie na 5;45 do pracy i czekanie na sprzęt godzinę, lub spanie w koliberu. Robienie niemiłych akcji na umowach i zatrudnianie poprzez agencje z mniejszymi wynagrodzeniami pomimo obiecywanych wyższych stawek. Brak jakiegokolwiek rozwoju. Jedyną opcją awansu była możliwośc zostania naprawiaczem telefonów, ale ktoś zauważył że dział napraw sie nie zwraca i nie zarabia na siebie, więc nie ma rekrutacji już na te stanowiska. Są oczywiscie plusy jak chociażby cotygodniowy newsletter, zawsze ten sam. Bardzo złą rzeczą jest "robienie ponad", tj. nie mam sprzętu do oceniania, więc pracownicy dostają misję pracy wolniejszej niż zwykle, żeby "starczyło" im pracy na 8 godzin. Przez to spadaja statystki pracownikowi ponieważ statystycznie robi mniej sprzętu na godzinę niż mógłby. Ale oczywiscie nie może skończyć wszystkiego w 6h, bo jakby to wyglądało gdyby 2h nic nie robił. Moim zdaniem nie warto, uciekłam niedawno, a jednak niesmak pozostał.