Fatalna firma, fatalne warunki. Nie polecam tam pracy nikomu.
Koniec końców to tylko praca w sklepie z butami za najniższą krajową, a emocje i atmosfera jakbyście sprzedawali luksusowe samochody klientom premium za grube miliony. Żenada. Spraw, które zdecydowały o moim odejściu, było dużo, więc je wypunktuję:
Niedorzeczna presja na wyniki sprzedażowe: Bez względu na to, czy znajdujecie się w dużej galerii w centrum miasta, czy w małej na obrzeżach, progi sprzedażowe są identyczne. Często niemożliwe do osiągnięcia pomimo najszczerszych chęci. Gdy ich nie osiągniesz, dostajesz reprymendę od kierownika nazywanego tutaj "agentem" sklepu. W najgorszym wypadku wkracza kierownik regionalny, który może nakazać agentowi zwolnienie pracownika.
Wyniki zapisywane na tablicy: Spotkałem się z tym również w innych sklepach, ale tutaj wygląda to inaczej. Wyniki są zapisywane na wielkiej białej tablicy na zapleczu, z imieniem każdego sprzedawcy oraz rubrykami z zapisami sprzedaży. Jeśli nie mieścisz się w progu, zostajesz naznaczony na czerwono wielkimi literami, żeby wywołać poczucie wstydu i pokazać, że powinieneś starać się bardziej.
Licznik wejść: Wyniki z całego dnia są liczone na podstawie porównania ilości sprzedanych produktów do liczby osób odwiedzających sklep. Liczy je czujnik zamieszczony w drzwiach. To niesprawiedliwe, bo często zdarza się, że przychodzi grupa kilku osób, z czego zakupu dokonuje tylko jedna. W sezonie letnim, kiedy przyjeżdża dużo turystów, jest to nagminne. Jest wielu, którzy chcą się tylko rozejrzeć, jeśli ktoś nie chce nic kupić, to tego nie zrobi, nawet jeśli sprzedawca zacznie przed nim tańczyć.
Wciskanie na siłę: MUSISZ podejść do każdego klienta i zaproponować mu każdy produkt. Jest to uciążliwe dla obu stron. Jeśli o czymś zapomnisz, a na twoje nieszczęście trafisz na tzw. "tajemniczego klienta", który ma za zadanie sprawdzić, czy pracujesz zgodnie z wytycznymi, licz się z tym, że wylądujesz na dywaniku za to, że nie zaproponowałeś klientowi perfum czy skarpetek. Tak, musisz zaproponować KAŻDY produkt. Swoją drogą, sprzedaż perfumów w sklepie z butami i torebkami jest niedorzeczne. Jak można oczekiwać że ludzie będą je kupować na potęgę?
Koleżeństwo nie istnieje: W jednym sklepie jeszcze może trafić się dobra ekipa, ale między poszczególnymi sklepami często są konflikty. Przykładowo, pewnego dnia było dużo klientów, dwie osoby na zmianie. Krążąc między magazynem a klientami, nie zawsze ktoś jest na sklepie (tak powinno być, aby uniknąć kradzieży). Otrzymaliśmy upomnienie od kierownika regionalnego, bo agent z innego sklepu Ryłko doniósł, że oboje sprzedawców było na magazynie w czasie jego wizyty. Takie sytuacje to norma w Ryłko. Uważajcie.
Kamery nie są dla waszego bezpieczeństwa, ale są kolejnym narzędziem wywierania presji: kamery nagrywają na żywo, są to straszaki na sprzedawców. Kierownik regionalny może podglądać, czy sprzedawca stoi w wyznaczonej strefie (bo za ladą stać nie można, nawet gdy nie ma klientów). Jeśli przyłapią cię na staniu za kasą, dostajesz automatycznie reprymendę. Jeśli coś zginie, wszyscy sprzedawcy poniosą konsekwencje – koszt produktu zostanie odjęty od wypłaty, ponieważ nagrania się nie zapisują w archiwum.
Niekompetentni agenci: Kierownikiem trzeba umieć być. Mam doświadczenie w pracy w różnych sklepach, ale takiej żenady jak w Ryłko moje oczy nie widziały. Agenci to często młodzi, naiwni ludzie, ambitni do granic, którzy cisną wyniki sprzedażowe żeby pokazać że zasłużyli na ten awans. Niestety, ambicja nie wystarcza. Nie potrafią zarządzać ludźmi i zawalają wiele spraw, co jest szczególnie ważne, gdy jest się odpowiedzialnym za asortyment czy pieniądze w kasie. Za wszelkie braki wszyscy mają potrącane z wypłaty.
Presja: To jest po prostu praca w sklepie, ale presja na sprzedaż, comiesięczne spotkania, wypisywanie do sprzedawców nawet w dni wolne po godzinie 21 na temat niskiego wyniku danego dnia, to sytuacje nieadekwatne do tego stanowiska. Zwłaszcza, że jest to praca za najniższą krajową. Oczywiście, można liczyć na bonusy przy dobrych wynikach, ale nie zawsze zależą one od ciebie. Nawet najlepszy sprzedawca nie zrobi wyniku w gorszy dzień. Oczywiście kierownictwo to nie obchodzi.
Omijajcie Ryłko szerokim łukiem. Jest wiele lepszych sklepów, które zapłacą wam tyle samo, a dadzą o wiele mniej stresu i nerwów. To wstyd żeby marka poniekąd premium z tak drogimi produktami miała tak niską kulturę pracy.