Zawsze szukając pracy wchodziłam na gowork i patrzyłam opinie. Podchodziłam do tego z dystansem, bo wiadomo ludzie są różni, fałszywi czy trafili na mobbingującego kierownika i następował efekt domina. W Ochniku jest inaczej... oczywiście można znaleźć wszystkie persony opisane przez wcześniejsze przymiotniki, jednakże zdarzają się zespoły zgrane i przyjazne. Zgranie to jest nadszarpywane przez politykę firmy.
Zacznijmy od pensji: umowa zlecenie- jak wszędzie status studenta brutto netto itp.
UoP: Tu się zaczyna- regionalni/ne/kierownicy/czki często nie informują o tym, że płaca jest zasadniczna, a nie minimalna. Czyli Ochnik wypłaca mniej niż minimalna o ile suma bonusów wyniesie więcej niż minimalna. Wygląda to tak:
2500 netto(niezależnie od ilości godzin)(jednego miesiąca pracujecie 150 godzin a drugiego 180, czyli tracicie parę stówek)
Procent od sprzedaży salonu i sumy sprzedaży prywatnej.
Kwota finalna- 3300-4000, tak zarabia się najczęściej na rękę.
Jeżeli salon nie wyrobi miesięcznej normy sprzedaży macie po prostu minimalną(3263 netto).
Reszta bonusów jest tak niska że nie wpływa znacząco na efekt końcowy.
Jak bardzo się postaracie to firma was doceni i dostaniecie fajny bonus- 80 zł brutto xD
Jak widzicie zarobki są co najmniej śmieszne. Ktoś może pomyśleć ,,ale to sprzedaż siedzą na (usunięte przez administratora) i tyle hoho'' No niestety nie, Firma ma wywalone i często na zmianie na salonie(a nie są one małe) są 2 osoby. A ogólnie zatrudnionych jest na przykład 7. W takim przypadku macie problem z wzięciem urlopu, L4 czy żądania.
Kolejny punkt naszego festiwalu żenady to dostawy.
Przychodzi ich niesamowicie dużo (od 3godzin do całego dnia roboty) przy tym jednocześnie musicie obsługiwać ludzi, czasami robić VM (który niby jest dodatkowo płatny ale to zależy od tego jak okrągły stół w Garwolinie zarządzi). Dostawy są ciężkie(kartony ważą po kilkanaście kilo) kartony śmierdzą sikami fauny południowo- wschodniej Azji i potencjalnie marynarza/tirowca tudzież innego pracownika logistycznego , którym odzież
M A R K I P R E M I U M
przybywa do naszego kraju. Produkty przychodzą zapleśniałe (portfele) oczywiście nie zawsze ale jednak. Kurtki są psikane jakąś dziwną substancją po której pracownicy dostają świądu na rękach i innych częściach ciała. No ale o tym dość bo mi znaków braknie na inne sprawy.
Wyobraźcie sobie sklep z produktami, które często kosztują po kilka tysięcy złotych, hmm pewnie mają wysoki budżet kradzieżowy... w siedzibie na pewno tak myślą bo ten budżet w końcu wynosi pensję pracownika hehe- od 3 do 5 tysięcy rocznie. Wystarczy, że znikną 3 kurteczki nieprzecenione i już pracownicy muszą się na nie składać. Oczywiście w wielu sklepach tak jest, ale wyobraźcie sobie sytuację, że jesteście w 2 osoby na salonie 300 metrów i macie kilku klientów, którzy proszą o coś z zaplecza, no nie da się upilnować.
A właśnie! Zaplecze!
Ochnikowie, Ochnicy(?) są chyba jednak świadomi jakimi kwotami ,,napychają'' portfele swoich oddanych pracowników i w salonach absolutnie nie jest brana pod uwagę sensowna wielkość zaplecza. Czemu piszę tu o pensjach? Bo gdyby były wyższe to by pracownicy jedli więcej w domu i nie byliby w stanie przecisnąć się między kurtkami, torebkami, butami i innymi pseudo produktami.
Pamiętajcie że decydując się na zatrudnienie w tej firmie nieświadomie zgadzacie się również na bycie sprzedawcą internetowym. Zamówienia kompletują salony, zamiast magazynu głównego, których często codziennie wpada kilka i musicie je robić bo system was zaleje powiadomieniami, że klient czeka. Wszystkie te fanty, razem z paczkami internetowymi do odbioru, do wysłania, zwrotami i całym Ochnikowym syfem składuje się na zapleczu, które jest wielkości 1/10 sklepu.
Produkcja firmy znajduje się w Azji, w zeszłym roku na stanie salonu była dosłownie jedna rzecz Made in Poland. Reszta to Chiny, Indie, Bangladesz, Pakistan czy Birma( w której swoją drogą jest wojna i morduje się niewinnych). Jasne wiele firm tak robi, ale proszę nie określajcie siebie, że jesteście marką premium i nie próbujcie indoktrynować pracowników, że tak jest.
Pewnie zapomniałam jeszcze o czymś, ale jest tyle wad, że musiałabym się przygotować na osobnym pliku żeby wszystko sensownie wypisać.
W każdym razie nie polecam tej pracy, płacą bardzo słabo, zalewają mnóstwem obowiązków i pracy fizycznej i jednocześnie martwią się tylko tym żeby klient był zadowolony z produktów, które zapewne wyprodukowały dzieci. Dodatkowo, w niektórych salonach oczywiście ludzie są fałszywi itp. Tak jak na początku pisałem, ale to już inna sprawa.
Jeżeli lubicie robić 5 rzeczy na raz, i być odpowiedzialnym za kolejne 5 na raz to polecam pracę, ewentualnie jeżeli chcecie czuć się poniżeni bo lubicie sado maso to tu też znajdziecie satysfakcję, oczywiście w wynagrodzeniu za pracę.
Pozdrawiam serdecznie, 100 lat